Nie wiem ile tak siedziałam. Wciąż nie wierzyłam, że coś takiego
mogło mi się przytrafić. Przecież przez całe życie byłam nikim. Jedyną
rzeczą jaka mi pokazywała, że to mi się nie przyśniło była jego koszula,
która wciąż spoczywała na moich ramionach. Wtuliłam się w materiał
zaciągając się zapachem perfum. Tak pięknie pachniały. Przypominały mi o
Nim. Tym przystojniaku o zielonych oczach i burzą ciemnych loków na
głowie, który zobaczył we mnie kogoś kto moim zdaniem zniknął. Zobaczył
we mnie tą Katy, która musiała zostać stłumiona, bo w innym wypadku za
pewne chłopak nie zdążył by mnie poznać, bo jedyną ucieczką od tego
piekła była śmierć. Kiedyś usłyszałam, że mogłabym uciec. Owszem.
Mogłam, ale Mike miał tak długie macki władzy, że by mnie znalazł zanim
zdążyłabym cokolwiek zrobić. Strach po prostu mnie paraliżował. Taka
była prawda. Nie wiem jak długo tak rozmyślałam, ale raczej sporawy
kawałek czasu. Położyłam się na mojej pościeli i przymknęłam oczy. Z
zamyślenia wyrwało mi potężne trzaśnięcie drzwi. Myślałam, że to
przerażona Mary, przybiegła zobaczyć czy wszystko ze mną w porządku, ale
zamiast niej zobaczyłam grubego faceta. Wyglądał na wściekłego i
podburzonego. Spojrzałam na niego z przestrachem. Czyżby Hayden mu nie
zapłacił? Nie, loczek nie zrobiłby mi tego. Mike podszedł do mnie
wyciągając z łóżka i uderzając w twarz z całej siły. Poczułam krew w
ustach i, że coś płynie mi po górnej wardze. Przejechałam tam dłonią.
Stróżka czerwonego płynu. Nogi zachwiały się pode mną. Jednak alfons
trzymał mnie w potężnym uścisku. Nie wiedziałam co się dzieje.
Przecież... To nie ja zawiniłam, tylko klient się ode mnie odsunął. Ja
robiłam wszystko tak jak robić to miałam. Zaczęłam dyszeć ciężko. Ten
sukinsyn wyglądał jakby brał jakąś chorą satysfakcję z widoku krwi na
moich policzkach. Mężczyzna pchnął mnie na ścianę z całej siły tak, że
uderzyłam o nią głową i straciłam na chwilę przytomność. Kiedy się
ocknęłam czekał mnie nie miły cios w brzuch. Zwijałam się z bólu. Nawet
nie wiedziałam za co tak obrywam. A On? Uśmiechał się chytrze. Widział,
że cierpiałam. Wszystko mnie bolało, dosłownie wszystko. Nagle zostałam
puszczona. Osunęłam się po ścianie na podłogę, gdzie zarobiłam jeszcze
parę kopów w brzuch, co tylko spotęgowało falę krwi na podłodze
sypialni. Przy mnie w zastraszającym tempie rosła wielka kałóża
składająca się na moje słone łzy i czerwoną ciecz wydostającą się z
mojego nosa i ust. Dyszałam jak po maratonie. Nagle poczułam jak facet
łapie mnie za szyję i znów podnosi przygniatając do ściany. Powoli
traciłam oddech. Mike coraz mocniej ściskał moje gardło.
-Chyba Ci
mówiłem, że to w jaki sposób tu jesteś ma być tajemnicą, co?- warknął.
Jeszcze mocniej zaciskając dłoń. Brakowało mi powietrza. Złapałam dłońmi
jego nadgarstek, wbijając w niego paznokcie. Nic to nie dało. Czyli
pewnie Hayden coś powiedział. Był wściekły jak wychodził ode mnie. Może
powiedział coś w przypływie emocji. Sama nie wiedziałam. Przymknęłam
oczy. Zapas tlenu mi się skończył, a ja nie mogłam już oddychać.
Zaczęłam wierzgać nogami, które wisiały delikatnie nad ziemią. Krew
powoli odpływała mi z twarzy. Czułam wręcz jak blednę. -Masz jednak
szczęście, że Hayden sporo za Ciebie zapłacił i pewnie byłby wściekły
gdybyś nagle zniknęła z klubu. Tym razem nic Ci nie zrobię, ale za
kolejną niesubordynację, najpierw zabiję Mary, a potem Ciebie[/b]-
powiedział mi do ucha i na szczęście puścił mnie. Znów osunęłam się po
ścianie. Prosto w kałużę krwi. Mike nic nie zrobił z tym. Po prostu
wyszedł. Leżałam tak jakbym już była martwa. Łzy mieszały się z krwią.
Czułam charakterystyczny metaliczny smak w ustach. Oddychałam głośno i
mocno. Hiperwentylacja była najlepszym określeniem tego wszystkiego.
Potem znów otworzyły się drzwi. Przestraszona skuliłam się. Za chwilę
usłyszałam cichy pisk. Dziewczęcy głos coś do mnie mówił, ale ja już nie
kontaktowałam. Słyszałam jak przez mgłę swoje imię, wzrok mi
szwankował. Wszystko było takie zamazane. Nie wiedziałam co się ze mną
dzieje. Potem była już tylko przytłaczająca moją posturę ciemność.
***
Nie
wiem ile byłam nie przytomna, ale kiedy się ocknęłam siedziała przy
mnie Mary. Miała zapuchnięte oczy. Musiałą płakać. Spojrzałam za okno.
Było ciemno. Głowa mnie bolała jakbym co najmniej kamieniem w nia
dostała. Jęknęłam głucho. Podniosłam się na łokciu. Dziewczyna patrzyła
na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Ile byłam nie przytomna?-
zapytałam. Jak Hayden wychodził ode mnie była północ. Potem tamte
wydarzenia... Skoro było ciemno musiałam być nie przytomna cały dzień, a
ten sukinsyn nawet po pogotowie nie zadzwonił. Mary spojrzała na mnie
załamana.
-Cały dzień. Mike powiedział, że jak się obudzisz mam Ci
przekazać, że przez kilka dni będziesz tylko kelnerką[/b]- westchnęła
dziewczyna. Skoro nie wypytywała mnie o co poszło to oznaczało, że Mike
musiał jej powiedzieć. A skoro miałam przerwę w prostytucji to pewnie
moja twarz wyglądała okropnie. Przynajmniej będę miała troszeczkę
wolnego.
Nic nie odpowiedziałam. Wstałam tylko z łóżka i ubrałam
uniform baru czyli szorty, czarny stanik i czerwona czapka z daszkiem.
Mary już dawno była ubrana. Weszłam jeszcze do łazienki chcąc zobaczyć
jak się prezentuję. Wyglądałam cholernie źle! Podbite oko, opuchnięta
twarz, masa siniaków i rozcięta warga. Nałożyłam makijażu, żeby zasłonił
to co najgorsze. Zresztą w klubie ciemno było, więc nikt pewnie nie
zauważy, ze coś jest nie tak.
Razem z Mary zeszłyśmy do baru.
Chodziłyśmy z drinkami po pomieszczeniu. Mike wkręcił, że jestem
obłożnie chora i nie mogę śpiewać, bo największą uwagę zwraca na zdrowie
pracowników. Zaśmiałam się jak głupia. Kilku ludzi spoglądało na mnie
ze zdziwieniem, ale ja po prostu ryszał przed siebie z tacą pełną
drinków i piw. Nie minęła chwila a taca była pusta. Wracałam do baru po
koleją porcję trunku, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę do góry
co było największym błędem na świecie.
-Co Ci się stało?- usłyszałam
pytanie. Kiedy spuściłam głowę, On złapał mnie za brodę i uniósł ku
górze. Przyglądał sie temu co zgotował mi wczoraj Mike. Widziałam w jego
oczach ból, strach, złość i coś jeszcze, tylko nie umiałam tego
zlokalizować.
-Nic- szepnęłam. Oczywiste, że kłamałam. Przecież nie
powiem mu prawdy. Choć pewnie już sam się domyślił co się stało. Miałam
rację. Jeszcze chwilę się mi przyglądał, a potem warknął:
-Zabiję sukinsyna
Złapałam go za ramię, przyciągając do siebie. Nie wiedziałam skąd u mnie taki odruch. Wtuliłam się w niego.
-Hayden,
jeżeli coś powiesz to ja dostanę- powiedziałam. Oczywiście, że mu nie
powiedziałam, ze Mike pobił mnie, bo On interweniował. Chłopak objął
mnie, a po chwili poczułam jak wsuwa mi coś pod materiał spodenek. Coś
zimnego i metalicznego. Spojrzałam na swoje szorty. Zobaczyłam telefon.
Spojrzałam na chłopaka pytająco.
-Chcę pomóc Tobie i Mary, ale
musicie współpracować- powiedział. Uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Był taki kochany. Pokiwałam potakująco głową, wsuwając komórkę jeszcze
głębiej, żeby mi nie wypadła, ale żeby też nikt jej nie zauważył. -Muszę
iść, bo Mike nie pała do mnie miłością- powiedział chłopak. No tak. Nie
dziwiłam się. Zresztą pewnie gdyby zobaczył teraz mnie i Hayden'a
dostałby jakiejś apopleksji, a wtedy mogłam żegnać się z życiem. Chłopak
jak nagle się zjawił, tak nagle zniknął. Jednak zanim rozpłyną się
wśród tłumu, ucałował mój policzek.
Resztę wieczoru biegałam jak
debilka, zadowolona i uradowana tym wszystkim. Po skończonej pracy
padłam na łóżko jak kawka. Telefon leżał pod poduszką. Nawet Mary o nim
nie powiedziałam. Nagle poczułam wibrację. Moja przyjaciółka spała, więc
spokojnie wyjęłam telefon. Uśmiechnęłam się widząc wiadomość.
Masz wiadomość od: Hayden
Słodkich snów księżniczko ;*
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dziękuję. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy...
Masz wiadomość od: Hayden
To nastąpi szybciej niż myślisz, dobranoc ;)
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dobranoc <3
Nie
miałam bladego pojęcia o co może mu chodzić, ale czułam, że On nigdy
nie rzuca słów na wiatr. Miałam nadzieję, ze niedługo znów zobaczę jego
ciemne loczki i zielone oczy. Zasnęłam myśląc o Nim. Nawet nie
wiedziałam, że zaprząta mi ciągle swoją osobą moje myśli, a co najlepsze
prawdopodobnie serce i duszę...
niedziela, 26 maja 2013
wtorek, 21 maja 2013
Part III - Shine
-Takie bardziej mnie pociągają- powiedział chłopak przy akompaniamencie swojego śmiechu. Ręce zacisneły mi się w pięści. Żaden! Powtarzam, ŻADEN facet nie będzie mnie traktował jak rzecz. Odepchnęłam go od siebie wstając z łóżka. W tej chwili byłam w samej koronkowej bieliźnie, która kosztowała masę kasy, akurat na tym Mike budżetu nie szczędził. Zobaczyłam tajemniczy blask w zielonych oczach chłopaka. Doskonale wiedziałam co to oznacza. Podobało mu się bardzo to co widział. nie dziwiłam się mu. Aksamitny materiał opinał mój biust, a także biodra eksponując to co miałam w sobie najlepsze. Co jak co, ale nasz alfons potrafił bardzo dobrze dobrać bieliznę. Hayden podszedł do mnie przypierając mnie do ściany. Ręka chłopaka spoczęła na moich pośladkach, a jego usta odnalazły moje. Wściekła, złapałam za końcówki jego koszuli -nie patrząc co sobie pomyśli- rozerwałam ją. Guziki strzeliły, rozsypując się po pokoju. Rzadne z nas nie zwróciło na to większej uwagi. Jego język próbował dostać się do wnętrza moich ust. Ja jednak się nie dałam, ale za karę przejechałam paznokciami po jego torsie. Byłam pewna, że zostaną tam trwałe ślady. Chłopak jękną odsuwając się ode mnie. Jednak nic nie zrobił. Zdjął z siebie koszulę i obie swoje ręce umieścił po bokach mojej głowy. Poczułam jego usta na mojej szyi. Pierwszy raz od kąd tu byłam poczułam przyjemność z dotyku faceta. Chłopak zsunął ręce na moje udo i zaciągnął na swoje biodro. Tym razem nie protestowałam, wręcz przeciwnie. Sama odnalazłam jego usta wpijając się w nie z mocą. Pozwoliłam, aby jego język badał wnętrze moich warg. Jego dotyk był silny a za razem delikatny, czuły, ale zawierał w sobie masę pożądania. Hayden podniósł mnie i powoli zaniósł na wielkie łóżko. Zsunął z siebie jeansy i po chwili zwisał już nade mną. Chciałam jego dotyku, jego bliskości. jako jedyny nie traktował mnie jak zwykłą dziwkę do zabaw seksualnych, ale pokazywał mi czułość. Bił od niego... blask. Blask, który pokazywał jego duszę.
-Nie jesteś dziwką- szepnął nagle. Zszedł ze mnie i usiadł obok. Coś mi nie pasowało. Każdy inny wykorzystałby sytuację, ale On tego nie zrobił. Wziął z podłogi swoją koszulę i nałożył na moje ramiona, okrywając mnie jak najszczelniej. Byłam zagubiona. Przed chwilą chciał się ze mną przespać, a teraz? Pokazywał właśnie coś takiego w swojej osobowości co starał się chyba ukryć.
-Co ty robisz?- Zapytałam cicho. Miałam w głowie jeden wielki mętlik, ale z każdą chwilą wydawało mi się, że Hayden staje się kimś innym. Spojrzałam mu w oczy, miały kolor czystej zieleni. Miały w sobie magiczny blask.
-Nie jesteś dziwką- powtórzył. Zerknęłam na chłopaka pytająco. Co On mówił. Byłam dziwką. Przecież to było zrozumiałe. Płacili mi za sex. Po chwili spuściłam oczy. Nie byłam dziwką z wyboru tylko z przymusu. Musiałam chronić Mary, bo Mike wiedział, że ona jest dla mnie najważniejsza. Skuliłam się i kilka łez popłynęło mi po policzku. Chłopak przytulił mnie. Nic więcej. Wtuliłam się w jego nagi tors.
-Mike Cie zmusza do tego?- zapytał nagle. Nie mogłam mu odpowiedzieć, ale moje milczenie chyba uznał za potwierdzenie. Spojrzałam na niego, a w jego oczach zobaczyłam coś na rodzaj bólu. Był pierwszą osobą, która tak na mnie patrzyła.
-Ja muszę, On skrzywdzi Mary- szepnęłam cicho. Hayden przejechał po moich plecach pocieszająco. Zerknęłam na zegarek, a chłopak podążył za moim wzrokiem. Jękną widząc wskazówki.
-Muszę iść. Mogę zajść jutro?- pierwszy raz ktoś się mnie o to pytał. Uśmiechnęłam się słabo.
-T-tak- powiedziałam drżącym głosem. Chłopak ubierał się, a ja nasunęłam tylko na siebie moje spodnie. Owinęłam się koszulą, a Hayden ubrał tylko swój sweter zostawiając swoją koszulę w moim władaniu. Chłopak złapał za klamkę. Miał już wychodzić, ale odwrócił się do mnie.
-Jak masz na imię?- zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Katy- westchnęłam. Potem patrzyłam jak tak po prostu powoli odchodzi. Nie mogłam na to pozwolić. Ja nie chciałam na to pozwolić. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju jak głupia.
-Hayden!- krzyknęłam. Chłopak obrócił się do mnie, a ja rzuciłam się na jego szyję wtulając się w jego ramiona. Przygarnął mnie do swojej wielkiej sylwetki. -Dziękuję- szepnęłam.
-Nie ma za co- powiedział. Odsunął się ode mnie, a ja wracałam do sypialni mojej i Mary. Przyjaciółki jeszcze nie było, więc usiadłam na łóżku i myślałam o zielonookim loczku, który pokazał mi, że nie jestem dziwką...
*Hayden*
Musiałem jeszcze iść załatwić coś z Mike'm, a właściwie to zapłacić za... usługę. Może i nie skorzystałem, ale nie chciałem, że Katy miała przeze mnie jakieś problemy, bo wiedziałem do czego jest zdolny ten sukinsyn. Zresztą poczułem przy niej, że muszę się nią zająć, nią i Mary. Zwłaszcza kiedy się do mnie przytuliła. Chciałem ją stąd zabrać, ale nie mogłem. Na dodatek ten pieprzony alfons zmuszał ją do tego. Wszedłem do jego gabinetu wściekły. Rzuciłem mu plik pieniędzy na stół. Chłopak spojrzał na mnie.
-To więcej niż w umowie. Coś się stało?- zapytał licząc po raz drugi pliczek. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
-Zmuszanie do sexu jest karalne- powiedziałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem jakie konsekwencje przyniosą moje słowa, ale nie panowałem nad sobą. Huk drzwi jeszcze chwilę roznosił się po korytarzu. Nerwy mnie jeszcze trzymały kiedy wychodziłem z tego pieprzonego klubo - burdelu, jednak kiedy tylko pomyślałem o Katy i jej słodkich brązowych oczach wszystko się ulotniło...Ja chyba...
-Nie jesteś dziwką- szepnął nagle. Zszedł ze mnie i usiadł obok. Coś mi nie pasowało. Każdy inny wykorzystałby sytuację, ale On tego nie zrobił. Wziął z podłogi swoją koszulę i nałożył na moje ramiona, okrywając mnie jak najszczelniej. Byłam zagubiona. Przed chwilą chciał się ze mną przespać, a teraz? Pokazywał właśnie coś takiego w swojej osobowości co starał się chyba ukryć.
-Co ty robisz?- Zapytałam cicho. Miałam w głowie jeden wielki mętlik, ale z każdą chwilą wydawało mi się, że Hayden staje się kimś innym. Spojrzałam mu w oczy, miały kolor czystej zieleni. Miały w sobie magiczny blask.
-Nie jesteś dziwką- powtórzył. Zerknęłam na chłopaka pytająco. Co On mówił. Byłam dziwką. Przecież to było zrozumiałe. Płacili mi za sex. Po chwili spuściłam oczy. Nie byłam dziwką z wyboru tylko z przymusu. Musiałam chronić Mary, bo Mike wiedział, że ona jest dla mnie najważniejsza. Skuliłam się i kilka łez popłynęło mi po policzku. Chłopak przytulił mnie. Nic więcej. Wtuliłam się w jego nagi tors.
-Mike Cie zmusza do tego?- zapytał nagle. Nie mogłam mu odpowiedzieć, ale moje milczenie chyba uznał za potwierdzenie. Spojrzałam na niego, a w jego oczach zobaczyłam coś na rodzaj bólu. Był pierwszą osobą, która tak na mnie patrzyła.
-Ja muszę, On skrzywdzi Mary- szepnęłam cicho. Hayden przejechał po moich plecach pocieszająco. Zerknęłam na zegarek, a chłopak podążył za moim wzrokiem. Jękną widząc wskazówki.
-Muszę iść. Mogę zajść jutro?- pierwszy raz ktoś się mnie o to pytał. Uśmiechnęłam się słabo.
-T-tak- powiedziałam drżącym głosem. Chłopak ubierał się, a ja nasunęłam tylko na siebie moje spodnie. Owinęłam się koszulą, a Hayden ubrał tylko swój sweter zostawiając swoją koszulę w moim władaniu. Chłopak złapał za klamkę. Miał już wychodzić, ale odwrócił się do mnie.
-Jak masz na imię?- zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Katy- westchnęłam. Potem patrzyłam jak tak po prostu powoli odchodzi. Nie mogłam na to pozwolić. Ja nie chciałam na to pozwolić. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju jak głupia.
-Hayden!- krzyknęłam. Chłopak obrócił się do mnie, a ja rzuciłam się na jego szyję wtulając się w jego ramiona. Przygarnął mnie do swojej wielkiej sylwetki. -Dziękuję- szepnęłam.
-Nie ma za co- powiedział. Odsunął się ode mnie, a ja wracałam do sypialni mojej i Mary. Przyjaciółki jeszcze nie było, więc usiadłam na łóżku i myślałam o zielonookim loczku, który pokazał mi, że nie jestem dziwką...
*Hayden*
Musiałem jeszcze iść załatwić coś z Mike'm, a właściwie to zapłacić za... usługę. Może i nie skorzystałem, ale nie chciałem, że Katy miała przeze mnie jakieś problemy, bo wiedziałem do czego jest zdolny ten sukinsyn. Zresztą poczułem przy niej, że muszę się nią zająć, nią i Mary. Zwłaszcza kiedy się do mnie przytuliła. Chciałem ją stąd zabrać, ale nie mogłem. Na dodatek ten pieprzony alfons zmuszał ją do tego. Wszedłem do jego gabinetu wściekły. Rzuciłem mu plik pieniędzy na stół. Chłopak spojrzał na mnie.
-To więcej niż w umowie. Coś się stało?- zapytał licząc po raz drugi pliczek. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
-Zmuszanie do sexu jest karalne- powiedziałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem jakie konsekwencje przyniosą moje słowa, ale nie panowałem nad sobą. Huk drzwi jeszcze chwilę roznosił się po korytarzu. Nerwy mnie jeszcze trzymały kiedy wychodziłem z tego pieprzonego klubo - burdelu, jednak kiedy tylko pomyślałem o Katy i jej słodkich brązowych oczach wszystko się ulotniło...Ja chyba...
piątek, 17 maja 2013
Uwaga!
Paczę tak sobie i paczę na statystyki i... nie dowierzam O.o Nie sądziłam, że tyle osób będzie czytało moje 'wypociny'. To na prawdę fajne uczucie kiedy wiesz, że ktoś jednak czyta Twoje dzieła. Więc każdy z was powinien dostać coś fajnego... ja to bym dawała marchewki, ale to ja xD Jeszcze raz Wam wszystkim bardzo dziękuję i w ramach tego kolejny rozdział będzie troszeczkę wcześniej, może nawet dzisiaj <3
Katy S.
wtorek, 14 maja 2013
Part II - Special Work
Usiadłam na fotelu na przeciwko Mike'a. Spojrzałam na niego prowokująco. Jak zawsze zresztą. Zdążyłam już przywyknąć do tego wszystkiego. Uciec nie mogłam, ale podenerwować mojego 'szefa' mogłam zawsze. Wiedziałem, że za głupie teksty mi nic nie zrobi. Byłam za cennym towarem. Ściągałam za dużo klientów do tej budy, żeby facet bez większych skrupułów mnie zabił. Tego jednego byłam pewna w stu procentach.
Mężczyzna zaśmiał się i odpalił papierosa głęboko zaciągając się dymem. Prychnęłam kręcąc głową i nonszalancko oparłam się o fotel. Patrzyłam na niego pewnym wzrokiem choć w głębi serca bałam się, że jeżeli coś mu odwali to zginę. Już mniejsza ze mną, ale najbardziej bałam się o moją małą Mary. Nie mogłam jej tu samej zostawić. Teraz na szczęście była tylko półnagą barmanką, którą faceci klepią po tyłku, bo nasz pracodawca stwierdził, że dziewczyna tylko do tego się nadaje. To lepiej dla niej, bo najgorzej miałam właściwie ja. Burdel pod przykrywką baru? Gratulację pomysłu. Szczerze powiedziawszy to każda dziewczyna w tym budynku była dziwką, albo szykowała się na tą rolę. Na szczęście udało mi się od tego uratować moją przyjaciółkę. Jak? Miałam dwa dni, żeby zarobić dwa tysiące funtów. Wiadome chyba w jaki sposób. Udało mi się. Nawet przekroczyłam ten limit. W sumie Mike był szczęśliwy, moja Mary bezpieczna, a ja zmęczona. Jednak opłacało się to zrobić, bo M. była moją najlepszą i najbardziej wyrozumiałą przyjaciółką jaką miałam. Nagle usłyszałam głos naszego Alfonsa.
-Mary Ci już powiedziała, że masz zadanie extra?- zapytał jak głupi. Przecież doskonale wiedział, że dziewczyna mi powiedziała. Ewentualnie był tylko takim kretynem.
-Strugasz debila czy nim jesteś?- zapytałam twardo. W odpowiedzi usłyszałam otwieranie szuflady i moim oczom ukazał się ciemny pistolet z srebrną, rzeźbioną rączką. Ten sam, którym straszył mnie Mike pierwszego dnia tutaj. Przełknęłam ślinę głośniej niż to planowałam. Jednak wciąż twardo siedziałam w objęciach skóry fotela. Nie mogłam dać się zastraszyć.
-Uważaj co mówisz suko, bo przypadkiem może Ci się oberwać- powiedział. Przekręciłam oczami. Wiadome było, że i tak nic mi nie zrobi. Podniosłam się z miejsca i nachyliłam nad biurkiem. Nasze czoła niemal się spotykały. Broń została odłożona na blat stołu.
-Jestem dla Ciebie za cenna. Ściągam Ci klientów tutaj- powiedziałam niemal mrucząc jak kotka. Facet złapał mnie za twarz i przyciągnął bliżej siebie. Czułam jego śmierdzący papierochami oddech na swoich ustach. Jednak wciaż nic. Zero reakcji z mojej strony. Chyba mu to trochę schlebiało, że się tak opieram, a z drugiej mocno go to irytowało. Widziałam to w jego oczach. Kiedyś mi się pewnie oberwie za to wszystko, ale teraz? Miałam przecież zadanie specjalne. Nie mógł mi nic zrobić. Jaki klient w końcu chciałby uszkodzony towar? Nagle poczułam jak jego ręce drżą ze... śmiechu. Autentycznie ten podły gbur zaczął się śmiać. Przymrużyłam oczy. Puścił mnie i wróciłam na swoje miejsce.
-Zadziora z Ciebie Piękna- zaśmiał się, łapiąc się za swój rozdęty od piwska brzuch. I pomyśleć że dwa lata temu gdy go spotkałam był całkiem przystojny. Znów rozpostarłam się na wygodnym fotelu, którego zapach raczej do najprzyjemniejszych nie należał. Spojrzałam odważnie w oczy Mike'a. Wciąż rechotał jak głupi. I on miał rodzinę? Znaczy podobno ją miał. Ciekawe czy jego żona wiedziała, że jej mąż prowadzi burdel pod przykrywką zwykłego baru. Jednak w życiu go o to nie zapytałam, bo po co mi to wiedzieć? Przecież to nie był mój problem. -No dobra teraz czas na Twoje zadanie- powiedział mój szef. Spojrzałam na niego uważnie. Byłam ciekawa o co mu chodzi. Znaczy wiedziałam o co, tylko zastanawiałam się dlaczego ja, przecież miał tyle pięknych dziewczyn do wyboru, a akurat padło na mnie. Pewnie facet był bardzo ważny, bo Mike tylko takim podsuwał mnie, albo pozwalał im wybierać dziewkę. -Masz zabawić faceta, który pilnuje, aby żaden gang nie postanowił odebrać nam klubu. Ma na imię Hayden. Jeżeli coś zbabrzesz to dosyć, że zginiesz ty to najpierw upierdolę łeb Tej twojej suni- zagroził facet. Wiedziałam, że chodzi tu o Mary. Pewnie już dawno domyślał się, że jej krzywda zaboli mnie bardziej, a jak jeszcze zginie z mojego powodu to będzie koniec świata. Zamknęłam oczy i westchnęłam cicho, kiwając głową na znak, że rozumiem co do mnie powiedział. Zobaczyłam jego podły uśmiech. Miałam ochotę wyrwać mu ten pistolet i sama go zabić, ale jeżeli by nie wyszło w niebezpieczeństwie byłaby moja przyjaciółka. Nie mogłam na to pozwolić.
Po chwili wstałam z obskurnie pachnącego fotela i podążyłam na moje miejsce oficjalnej pracy czyli scenę. Tutejsza publiczność mnie polubiła. Zawsze świetnie bawili się przy moich piosenkach i coverach, które śpiewałam. Tak samo było tego wieczoru. Sama czułam się dobrze stojąc na scenie i tańcząc w takty muzyki. Jednak w głowie wciąż miałam owego Hayden'a. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po facecie, o którym nie wiem nic. Ku mojemu zdziwieniu ostatnia piosenka skończyła się nad wyraz szybko. Musiałam zejść ze sceny i udać się do jednego z pokoi, aby spełnić swoje zadanie specjalne. Kiedy wchodziłam na jeden z korytarzy zaczepił mnie Mike.
-Pokój zielony i pamiętaj: zrób swoje dobrze, bo Mary ucierpi- powiedział i poczułam coś chłodnego przy nagim brzuchu. Nie musiałam nawet patrzeć, a by wiedzieć, że to pistolet. Kiwnęłam głową i jak gdyby nic ruszyłam do Zielonej Sypialni. Tutaj nie było numerków, tylko kolory. Skąd te nazwy? Od barw ścian w każdym z pomieszczeń, bo w każdym była inna barwa. Wiedziałam doskonale gdzie mam iść. Kiedy stanęłam przed drzwiami sypialni, wzięłam głęboki wdech i uchyliłam je. Weszłam pewnym krokiem do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przy oknie stał ktoś. Na oko był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, ale najważniejsze co mi się rzuciło w oczy to burza ciemnych loków na głowie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszy raz tego nie wiedziałam! Coś mnie w Nim intrygowało, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Może to, że jeszcze się nie rozbierał, a wiem, że wiedział, że tu jestem, bo skrzypienie drzwi było na pewno słychać. Stałam tam trochę sparaliżowana, nagle mężczyzna się odwrócił. Jego zielone tęczówki miały w sobie stoicki spokój, ale nie mogłam dać się zwieść. To mogły być tylko pozory. Tak samo wydawało mi się z Mike'm i jak skończyłam? Jako dziwka.
-Widzę, że Mike się postarał- zaśmiał się złowieszczo mężczyzna. Spojrzałam na niego kpiąco. Całe dobre wrażenie zniknęło jak poranna mgła. Spojrzałam na niego prowokująco.
-Nie jestem rzeczą- warknęłam hardo. Jednak widziałam w Nim coś co mnie przerażało.
-Zadziora mi się trafiła- zaśmiał się i podszedł do mnie wręcz z przemocą pchając mnie na łóżko. Zaczął powoli zdzierać ze mnie ubranie. W normalnych warunkach nie pozwalałam na to, ale tym razem... Nie mogłam się po prostu oprzeć temu jak zgrabnie się poruszał zrzucając ze mnie ciuchy. Jednak jednego przewidzieć nie mogłam. Hayden pocałował mnie w usta, a ja odruchowo przyłożyłam mu w twarz. Żaden! Ale to żaden klient nie miał prawa tego robić! Jednak to był mój błąd. Oczy faceta pociemniały. Przynajmniej mi się tak wydawało. -Chyba nie wiesz kim jestem szmato- warknął. Jedną ręką trzymał oba moje drobne wytatuowane nadgarstki, które przypominały mi o czymś.
'Zostań silna'- to głosił napis, a ja miałam zamiar się tego trzymać i być silna mimo, że czułam, że to nie skończy się dobrze. Bałam się, że mnie uderzy, ale on tylko szepnął:
-Takie najbardziej mnie pociągają...
Mężczyzna zaśmiał się i odpalił papierosa głęboko zaciągając się dymem. Prychnęłam kręcąc głową i nonszalancko oparłam się o fotel. Patrzyłam na niego pewnym wzrokiem choć w głębi serca bałam się, że jeżeli coś mu odwali to zginę. Już mniejsza ze mną, ale najbardziej bałam się o moją małą Mary. Nie mogłam jej tu samej zostawić. Teraz na szczęście była tylko półnagą barmanką, którą faceci klepią po tyłku, bo nasz pracodawca stwierdził, że dziewczyna tylko do tego się nadaje. To lepiej dla niej, bo najgorzej miałam właściwie ja. Burdel pod przykrywką baru? Gratulację pomysłu. Szczerze powiedziawszy to każda dziewczyna w tym budynku była dziwką, albo szykowała się na tą rolę. Na szczęście udało mi się od tego uratować moją przyjaciółkę. Jak? Miałam dwa dni, żeby zarobić dwa tysiące funtów. Wiadome chyba w jaki sposób. Udało mi się. Nawet przekroczyłam ten limit. W sumie Mike był szczęśliwy, moja Mary bezpieczna, a ja zmęczona. Jednak opłacało się to zrobić, bo M. była moją najlepszą i najbardziej wyrozumiałą przyjaciółką jaką miałam. Nagle usłyszałam głos naszego Alfonsa.
-Mary Ci już powiedziała, że masz zadanie extra?- zapytał jak głupi. Przecież doskonale wiedział, że dziewczyna mi powiedziała. Ewentualnie był tylko takim kretynem.
-Strugasz debila czy nim jesteś?- zapytałam twardo. W odpowiedzi usłyszałam otwieranie szuflady i moim oczom ukazał się ciemny pistolet z srebrną, rzeźbioną rączką. Ten sam, którym straszył mnie Mike pierwszego dnia tutaj. Przełknęłam ślinę głośniej niż to planowałam. Jednak wciąż twardo siedziałam w objęciach skóry fotela. Nie mogłam dać się zastraszyć.
-Uważaj co mówisz suko, bo przypadkiem może Ci się oberwać- powiedział. Przekręciłam oczami. Wiadome było, że i tak nic mi nie zrobi. Podniosłam się z miejsca i nachyliłam nad biurkiem. Nasze czoła niemal się spotykały. Broń została odłożona na blat stołu.
-Jestem dla Ciebie za cenna. Ściągam Ci klientów tutaj- powiedziałam niemal mrucząc jak kotka. Facet złapał mnie za twarz i przyciągnął bliżej siebie. Czułam jego śmierdzący papierochami oddech na swoich ustach. Jednak wciaż nic. Zero reakcji z mojej strony. Chyba mu to trochę schlebiało, że się tak opieram, a z drugiej mocno go to irytowało. Widziałam to w jego oczach. Kiedyś mi się pewnie oberwie za to wszystko, ale teraz? Miałam przecież zadanie specjalne. Nie mógł mi nic zrobić. Jaki klient w końcu chciałby uszkodzony towar? Nagle poczułam jak jego ręce drżą ze... śmiechu. Autentycznie ten podły gbur zaczął się śmiać. Przymrużyłam oczy. Puścił mnie i wróciłam na swoje miejsce.
-Zadziora z Ciebie Piękna- zaśmiał się, łapiąc się za swój rozdęty od piwska brzuch. I pomyśleć że dwa lata temu gdy go spotkałam był całkiem przystojny. Znów rozpostarłam się na wygodnym fotelu, którego zapach raczej do najprzyjemniejszych nie należał. Spojrzałam odważnie w oczy Mike'a. Wciąż rechotał jak głupi. I on miał rodzinę? Znaczy podobno ją miał. Ciekawe czy jego żona wiedziała, że jej mąż prowadzi burdel pod przykrywką zwykłego baru. Jednak w życiu go o to nie zapytałam, bo po co mi to wiedzieć? Przecież to nie był mój problem. -No dobra teraz czas na Twoje zadanie- powiedział mój szef. Spojrzałam na niego uważnie. Byłam ciekawa o co mu chodzi. Znaczy wiedziałam o co, tylko zastanawiałam się dlaczego ja, przecież miał tyle pięknych dziewczyn do wyboru, a akurat padło na mnie. Pewnie facet był bardzo ważny, bo Mike tylko takim podsuwał mnie, albo pozwalał im wybierać dziewkę. -Masz zabawić faceta, który pilnuje, aby żaden gang nie postanowił odebrać nam klubu. Ma na imię Hayden. Jeżeli coś zbabrzesz to dosyć, że zginiesz ty to najpierw upierdolę łeb Tej twojej suni- zagroził facet. Wiedziałam, że chodzi tu o Mary. Pewnie już dawno domyślał się, że jej krzywda zaboli mnie bardziej, a jak jeszcze zginie z mojego powodu to będzie koniec świata. Zamknęłam oczy i westchnęłam cicho, kiwając głową na znak, że rozumiem co do mnie powiedział. Zobaczyłam jego podły uśmiech. Miałam ochotę wyrwać mu ten pistolet i sama go zabić, ale jeżeli by nie wyszło w niebezpieczeństwie byłaby moja przyjaciółka. Nie mogłam na to pozwolić.
Po chwili wstałam z obskurnie pachnącego fotela i podążyłam na moje miejsce oficjalnej pracy czyli scenę. Tutejsza publiczność mnie polubiła. Zawsze świetnie bawili się przy moich piosenkach i coverach, które śpiewałam. Tak samo było tego wieczoru. Sama czułam się dobrze stojąc na scenie i tańcząc w takty muzyki. Jednak w głowie wciąż miałam owego Hayden'a. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po facecie, o którym nie wiem nic. Ku mojemu zdziwieniu ostatnia piosenka skończyła się nad wyraz szybko. Musiałam zejść ze sceny i udać się do jednego z pokoi, aby spełnić swoje zadanie specjalne. Kiedy wchodziłam na jeden z korytarzy zaczepił mnie Mike.
-Pokój zielony i pamiętaj: zrób swoje dobrze, bo Mary ucierpi- powiedział i poczułam coś chłodnego przy nagim brzuchu. Nie musiałam nawet patrzeć, a by wiedzieć, że to pistolet. Kiwnęłam głową i jak gdyby nic ruszyłam do Zielonej Sypialni. Tutaj nie było numerków, tylko kolory. Skąd te nazwy? Od barw ścian w każdym z pomieszczeń, bo w każdym była inna barwa. Wiedziałam doskonale gdzie mam iść. Kiedy stanęłam przed drzwiami sypialni, wzięłam głęboki wdech i uchyliłam je. Weszłam pewnym krokiem do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przy oknie stał ktoś. Na oko był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, ale najważniejsze co mi się rzuciło w oczy to burza ciemnych loków na głowie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszy raz tego nie wiedziałam! Coś mnie w Nim intrygowało, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Może to, że jeszcze się nie rozbierał, a wiem, że wiedział, że tu jestem, bo skrzypienie drzwi było na pewno słychać. Stałam tam trochę sparaliżowana, nagle mężczyzna się odwrócił. Jego zielone tęczówki miały w sobie stoicki spokój, ale nie mogłam dać się zwieść. To mogły być tylko pozory. Tak samo wydawało mi się z Mike'm i jak skończyłam? Jako dziwka.
-Widzę, że Mike się postarał- zaśmiał się złowieszczo mężczyzna. Spojrzałam na niego kpiąco. Całe dobre wrażenie zniknęło jak poranna mgła. Spojrzałam na niego prowokująco.
-Nie jestem rzeczą- warknęłam hardo. Jednak widziałam w Nim coś co mnie przerażało.
-Zadziora mi się trafiła- zaśmiał się i podszedł do mnie wręcz z przemocą pchając mnie na łóżko. Zaczął powoli zdzierać ze mnie ubranie. W normalnych warunkach nie pozwalałam na to, ale tym razem... Nie mogłam się po prostu oprzeć temu jak zgrabnie się poruszał zrzucając ze mnie ciuchy. Jednak jednego przewidzieć nie mogłam. Hayden pocałował mnie w usta, a ja odruchowo przyłożyłam mu w twarz. Żaden! Ale to żaden klient nie miał prawa tego robić! Jednak to był mój błąd. Oczy faceta pociemniały. Przynajmniej mi się tak wydawało. -Chyba nie wiesz kim jestem szmato- warknął. Jedną ręką trzymał oba moje drobne wytatuowane nadgarstki, które przypominały mi o czymś.
'Zostań silna'- to głosił napis, a ja miałam zamiar się tego trzymać i być silna mimo, że czułam, że to nie skończy się dobrze. Bałam się, że mnie uderzy, ale on tylko szepnął:
-Takie najbardziej mnie pociągają...
czwartek, 9 maja 2013
Part I - It's me
Jak co dnia szykowałam się do pracy. Stałam przed szafą przeglądając moje ciuszki. Może nie było tam garsonek i sukieneczek przed kolano, ale do mojego stylu pracy nadawało się to co wisiało na wieszakach. Spokojnie przeglądałam zawartość szafy. Aż moim oczom ukazała się jeansowa koszulka przed pępek wysadzana różnymi kolorowymi koralikami. Do tego wyciągnęłam niebotycznie obcisłe skórzane rurki oraz buty na wysokim obcasie. Potem usiadłam przed wielkim lustrem należącym do mnie i moich dwóch... koleżanek. Zerknęłam na swoje odbicie. Wyglądałam jak zawsze. Przewróciłam oczami. Podkreśliłam oczy czarną kredką i tuszem, a na ustach pojawiła się krwisto czerwona szminka. Zakręciłam kosmyki moich ciemnych włosów na lokówkę, aby powstały na nich słodkie fale. Posypałam się jeszcze delikatnie brokatem, aby lśnić niczym gwiazda. Dziwny strój do pracy? Nie dla mojej! Byłam piosenkarką w jednym z barów w Wolverhampton w UK. Wszystko wydawało się wspaniałe bo spełniałam marzenia, ale w tym wszystkim tkwił jeden mały haczyk. Musiałam robić coś czego nie chciałam. Coś co prześladowało mnie w najgorszych koszmarach. Po każdym występie byłam zmuszana do pracy jako dziwka. Jak zmuszana? Przez pistolet, który zawsze ze sobą nosił mój... alfons (tak to się chyba nazywa). Wstałam od lustra nie chcąc gapić się na oblicze puszczalskiej mnie. Usiadłam na łóżku i zerknęłam za okno. Padał deszcz. Słońce idealnie zostało pokryte chmurami. Nic nie odzywało się na dworze, tylko wiatr ścigał przed sobą uciekające liście. Było tak samo jak w dzień kiedy zaczął się ten koszmar. Zatonęłam myślami w przeszłości kiedy mieszkałam jeszcze w Menchesterze.
RETROSPEKCJA
Byłam ledwo po kłótni z rodzicami. O co? O to, że policja przywiozła mnie z wytrzeźwiałki, bo napiłam się z kumpelami na imprezie i jeszcze tłukłyśmy się z paroma dziewczynami przy czym wybiłyśmy parę szyb i takie tam. Jednak rodzice robili aferę o nic. Starałam się bronić, ale jedyne co uzyskałam to cios w twarz. Wtedy wybuchłam i uciekłam do swojego pokoju. Zamknęłam się tam. Rodzice chcieli mnie przeprosić, ale miałam to w dupie. Po cichu spakowałam swoje rzeczy. Poczekałam aż wszyscy zasną, a potem przez okno wymknęłam się z tego piekła. Nie miałam ochoty siedzieć więcej z tymi debilami. Dla mnie byli nikim. Skoro raz mnie ojciec uderzył pewnie zrobiłby to drugi raz, ale ja bym na to nie pozwoliła. Wolałam uciec niż znów dać się poniżyć. Wałęsałam się po ulicach Menchesteru nie wiedząc co ze sobą zrobić. To co się stało zaczynało mnie przybijać. Usiadłam na krawężniku ze łzami w oczach. Nagle podjechało czarne auto z przyciemnionymi szybami. Okno uchyliło się ukazując młodego mężczyznę. Wysiadł on z auta i zobaczyłam go całego. Miał krótko obcięte blond włosy, szerokie barki. Był ubrany jak obecne gwiazdy pop. Trzeba przyznać, że był całkiem przystojny. Facet usiadł koło mnie. Wyglądał na całkiem miłego, a jego szmaragdowe oczy lśniły pod wpływem światła z lamp pojazdu. Te oczy. On nie mógł mi krzywdy zrobić. Wiedziałam o tym. Chłopak usiadł obok mnie i wyciągnął paczkę fajek. Poczęstował mnie jedną. Bez wahania wzięłam ją w łapki i odpaliłam. Zaciągnęłam się potężnym dymem. Trochę się uspokoiłam dzięki temu. Mój towarzysz uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Jestem Mike- powiedział uroczo, podając mi swoją rękę. Ścisnęłam ją słabo i starałam się odwzajemnić uśmiech.
-Katy- przedstawiłam się. Znów zobaczyłam ten uśmiech, a ja głupia spuściłam oczy jak ostatnia gimbuska. Nie miałam ochoty się odzywać. Może nie tyle co "nie chciała", ale wiedziałam, że jeżeli zacznę to mogę się rozkleić. W końcu jednak wciąż czułam ten ból. Nawet nie ten na policzku, z którego ciekła mi krew jeszcze po uderzeniu ojca, tylko ten mentalny. Wiedziałam, że nie mam już rodziny. Chłopak chyba zauważył że coś jest nie tak, bo objął mnie opiekuńczo ramieniem. Po sekundzie wytarł moje usta chusteczką. Westchnęłam cicho.
-Mogę Ci jakoś pomóc?- zapytał troskliwie. Pokręciłam przecząco głową. Musiałam sobie sama z tym wszystkim radzić.- Możesz mi zaufać- szepną. W jego głosie było coś co sprawiło, że bańka pękłam. Łzy wypłynęły mi na policzki. Opowiedziałam mu co się stało w domu i że uciekłam stamtąd. Wyglądał na zmartwionego. Nie dziwiłam się. W końcu nie często się słyszy od obcej dziewczyny takich żalów. Poczułam, że Mike przyciska mnie jeszcze mocniej do siebie.-Nie chcę wyjść na pedofila czy coś, ale nie pozwolę Ci spać na dworcu. Zabiorę Cię do siebie.- powiedział i zaczął powoli mnie podnosić do góry. Miałam jakieś wyjście? Nie widziało mi się spanie pod gołym niebem. Dałam się doprowadzić do samochodu. Byłam głupia? Jasne! Ale wtedy nie myślałam. Zresztą Mike był na prawdę miły. Rozłożyłam się na miękkiej kanapie. Nie miałam siły się ruszyć. Przymknęłam oczy, a kiedy znów je otworzyłam leżałam na miękkim łóżku, a po pokoju krzątał się zapracowany Mike. Podniosłam się na łokciu i przyglądałam się chłopakowi. Wyglądał na zdenerwowanego.
-Coś się stało?- zapytałam z zainteresowaniem. Mike spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
-Piosenkarka w barze, który prowadzę zachorowała. Szef mnie udusi- jęknął przeciągle. Wpadłam na pomysł. On mi pomógł to teraz ja bym mogła mu się odwdzięczyć. Zeskoczyłam z łóżka.
-Ja trochę śpiewam, mogę ją zastąpić- powiedziałam nieśmiało. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem i jakimś dziwnym grymasem, więc wzięłam tylko głęboki wdech i zaczęłam śpiewać. Jego mina zmieniła się diametralnie. Oczy rozszerzyły się mu tak, że myślałam iż zaraz wypadną mu z orbit. Zamknęłam się, a chłopak krzyknął:
-Jesteś świetna!
Wyszczerzyłam się delikatnie i nieśmiało. Policzki zaszły mi czerwienią. Mój wybawca wybiegł z pokoju aby zaraz wrócić z jakąś niską kobietą w blond loczkach i mega wielkimi tipsami. Dziewczyna chodziła dookoła mnie i przyglądała się mojej figurze. Potem podeszła do szafy i wyciągnęła jakieś ciuchy każąc mi się ubrać. Posłusznie zdjęłam z siebie dresy i założyłam obcisłą sukienkę ledwo zakrywającą mi tyłek z dekoltem do pasa (dosłownie). Do tego dostałam lakierowane czarne szpilki. Włosy kobieta związała mi w kucyk i nałożyła mase makijażu. Podobało mi się to jak wyglądałam. Kiedy zerknęłam na Mike'a, patrzył na mnie z dumą. Kiedy był pewien że skończyłyśmy złapał mnie za rękę i wyciągnął z pokoju. Od razu usłyszałam dudniącą muzykę. Czyli klub i mieszkanie mojego towarzysza było w tym samym budynku. Fajnie. Stanęliśmy przed wielkimi drzwiami. Kiedy chłopak je otworzył je zobaczyłam masę tańczących ludzi. Przeciskaliśmy się między nimi. Mike prowadził mnie na scenę. Kiedy oboje stanęliśmy na deskach, cała sala umilkła, a chłopak wyjaśnił szybko co się stało i oddał mi mikrofon. Zaczęłam od "I hate this part" Pussycat Dolls. Cała sala bawiła sie do upadłego. Tańczyli, pili, a ja śpiewałam z zapałem. Było świetnie. Po kilku godzinach zeszłam do mojego rycerza. Uśmiechnęłam się do niego.
-Masz jeszcze jedno zadanie- powiedział tajemniczo. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Zerknęłam na niego pytająco. Facet kiwną ręką w lewą stronę i za chwilę pojawił się przy nas jakiś koleś z łysą głową. -Zapłacił mi za noc z Tobą. Więc pójdziesz z panem.
Zerknęłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Co on powiedział? Sprzedał mnie?
-Co?! Nie ma mowy! Wychodzę!- warknęłam. Wtedy blondyn złapał mnie za ramię przyciągając moje plecy do swojej klatki piersiowej. Poczułam że coś kuje mnie w bok. Zerknęłam na dół. Pistolet. Jęknęłam głucho. W co ja się wpakowałam?!
-Pójdziesz z panem. Jasne?
Kiwnęłam potakująco głową. Mike pchnął mnie w ramiona łysego. Od razu zabrał mnie na zaplecze... To był najgorszy dzień mojego życia... To wtedy zaczął się ten jebany koszmar...
KONIEC RETROSPEKCJI
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mary. Mojej przyjaciółki, która została złapana przez Mike'a tak jak ja.
-Katy, masz wejść na scenę, a potem masz jakiegoś ważnego klienta. Mike kazał Ci powiedzieć że jak coś spieprzysz to tym razem Cię zabije- wyjaśniła ze łzami w oczach. Przytuliłam ją mocno do siebie. Ja już byłam przyzwyczajona do tego wszystkiego, ale ważny klient? Dlaczego ja?! Westchnęłam cicho i trzymając Mary za dłoń wyszłam z naszego pokoju i ruszyłam do baru. Znów zaczynało się piekło. Widziałam jak dziewczyna się trzęsie.
-Spokojnie Mary, nic mi nie będzie. Zrobię swoje i do Ciebie wrócę- powiedziałam całując ją w policzek. Przez kolejne drzwi musiałam przejść sama. Prowadziły one do gabinetu mojego oprawcy. Nacisnęłam niepewnie klamkę i weszłam do pomieszczenia. Śmierdziało tam fajkami i alkoholem. Spojrzałam na faceta przede mną. -Słyszałam, że znów masz dla mnie robotę ekstra- powiedziałam obojętnie. Mike wstał przede mną powiedział pewnym i ochrypłym głosem:
-Usiądź to Ci wszystko wyjaśnię...
RETROSPEKCJA
Byłam ledwo po kłótni z rodzicami. O co? O to, że policja przywiozła mnie z wytrzeźwiałki, bo napiłam się z kumpelami na imprezie i jeszcze tłukłyśmy się z paroma dziewczynami przy czym wybiłyśmy parę szyb i takie tam. Jednak rodzice robili aferę o nic. Starałam się bronić, ale jedyne co uzyskałam to cios w twarz. Wtedy wybuchłam i uciekłam do swojego pokoju. Zamknęłam się tam. Rodzice chcieli mnie przeprosić, ale miałam to w dupie. Po cichu spakowałam swoje rzeczy. Poczekałam aż wszyscy zasną, a potem przez okno wymknęłam się z tego piekła. Nie miałam ochoty siedzieć więcej z tymi debilami. Dla mnie byli nikim. Skoro raz mnie ojciec uderzył pewnie zrobiłby to drugi raz, ale ja bym na to nie pozwoliła. Wolałam uciec niż znów dać się poniżyć. Wałęsałam się po ulicach Menchesteru nie wiedząc co ze sobą zrobić. To co się stało zaczynało mnie przybijać. Usiadłam na krawężniku ze łzami w oczach. Nagle podjechało czarne auto z przyciemnionymi szybami. Okno uchyliło się ukazując młodego mężczyznę. Wysiadł on z auta i zobaczyłam go całego. Miał krótko obcięte blond włosy, szerokie barki. Był ubrany jak obecne gwiazdy pop. Trzeba przyznać, że był całkiem przystojny. Facet usiadł koło mnie. Wyglądał na całkiem miłego, a jego szmaragdowe oczy lśniły pod wpływem światła z lamp pojazdu. Te oczy. On nie mógł mi krzywdy zrobić. Wiedziałam o tym. Chłopak usiadł obok mnie i wyciągnął paczkę fajek. Poczęstował mnie jedną. Bez wahania wzięłam ją w łapki i odpaliłam. Zaciągnęłam się potężnym dymem. Trochę się uspokoiłam dzięki temu. Mój towarzysz uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Jestem Mike- powiedział uroczo, podając mi swoją rękę. Ścisnęłam ją słabo i starałam się odwzajemnić uśmiech.
-Katy- przedstawiłam się. Znów zobaczyłam ten uśmiech, a ja głupia spuściłam oczy jak ostatnia gimbuska. Nie miałam ochoty się odzywać. Może nie tyle co "nie chciała", ale wiedziałam, że jeżeli zacznę to mogę się rozkleić. W końcu jednak wciąż czułam ten ból. Nawet nie ten na policzku, z którego ciekła mi krew jeszcze po uderzeniu ojca, tylko ten mentalny. Wiedziałam, że nie mam już rodziny. Chłopak chyba zauważył że coś jest nie tak, bo objął mnie opiekuńczo ramieniem. Po sekundzie wytarł moje usta chusteczką. Westchnęłam cicho.
-Mogę Ci jakoś pomóc?- zapytał troskliwie. Pokręciłam przecząco głową. Musiałam sobie sama z tym wszystkim radzić.- Możesz mi zaufać- szepną. W jego głosie było coś co sprawiło, że bańka pękłam. Łzy wypłynęły mi na policzki. Opowiedziałam mu co się stało w domu i że uciekłam stamtąd. Wyglądał na zmartwionego. Nie dziwiłam się. W końcu nie często się słyszy od obcej dziewczyny takich żalów. Poczułam, że Mike przyciska mnie jeszcze mocniej do siebie.-Nie chcę wyjść na pedofila czy coś, ale nie pozwolę Ci spać na dworcu. Zabiorę Cię do siebie.- powiedział i zaczął powoli mnie podnosić do góry. Miałam jakieś wyjście? Nie widziało mi się spanie pod gołym niebem. Dałam się doprowadzić do samochodu. Byłam głupia? Jasne! Ale wtedy nie myślałam. Zresztą Mike był na prawdę miły. Rozłożyłam się na miękkiej kanapie. Nie miałam siły się ruszyć. Przymknęłam oczy, a kiedy znów je otworzyłam leżałam na miękkim łóżku, a po pokoju krzątał się zapracowany Mike. Podniosłam się na łokciu i przyglądałam się chłopakowi. Wyglądał na zdenerwowanego.
-Coś się stało?- zapytałam z zainteresowaniem. Mike spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
-Piosenkarka w barze, który prowadzę zachorowała. Szef mnie udusi- jęknął przeciągle. Wpadłam na pomysł. On mi pomógł to teraz ja bym mogła mu się odwdzięczyć. Zeskoczyłam z łóżka.
-Ja trochę śpiewam, mogę ją zastąpić- powiedziałam nieśmiało. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem i jakimś dziwnym grymasem, więc wzięłam tylko głęboki wdech i zaczęłam śpiewać. Jego mina zmieniła się diametralnie. Oczy rozszerzyły się mu tak, że myślałam iż zaraz wypadną mu z orbit. Zamknęłam się, a chłopak krzyknął:
-Jesteś świetna!
Wyszczerzyłam się delikatnie i nieśmiało. Policzki zaszły mi czerwienią. Mój wybawca wybiegł z pokoju aby zaraz wrócić z jakąś niską kobietą w blond loczkach i mega wielkimi tipsami. Dziewczyna chodziła dookoła mnie i przyglądała się mojej figurze. Potem podeszła do szafy i wyciągnęła jakieś ciuchy każąc mi się ubrać. Posłusznie zdjęłam z siebie dresy i założyłam obcisłą sukienkę ledwo zakrywającą mi tyłek z dekoltem do pasa (dosłownie). Do tego dostałam lakierowane czarne szpilki. Włosy kobieta związała mi w kucyk i nałożyła mase makijażu. Podobało mi się to jak wyglądałam. Kiedy zerknęłam na Mike'a, patrzył na mnie z dumą. Kiedy był pewien że skończyłyśmy złapał mnie za rękę i wyciągnął z pokoju. Od razu usłyszałam dudniącą muzykę. Czyli klub i mieszkanie mojego towarzysza było w tym samym budynku. Fajnie. Stanęliśmy przed wielkimi drzwiami. Kiedy chłopak je otworzył je zobaczyłam masę tańczących ludzi. Przeciskaliśmy się między nimi. Mike prowadził mnie na scenę. Kiedy oboje stanęliśmy na deskach, cała sala umilkła, a chłopak wyjaśnił szybko co się stało i oddał mi mikrofon. Zaczęłam od "I hate this part" Pussycat Dolls. Cała sala bawiła sie do upadłego. Tańczyli, pili, a ja śpiewałam z zapałem. Było świetnie. Po kilku godzinach zeszłam do mojego rycerza. Uśmiechnęłam się do niego.
-Masz jeszcze jedno zadanie- powiedział tajemniczo. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Zerknęłam na niego pytająco. Facet kiwną ręką w lewą stronę i za chwilę pojawił się przy nas jakiś koleś z łysą głową. -Zapłacił mi za noc z Tobą. Więc pójdziesz z panem.
Zerknęłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Co on powiedział? Sprzedał mnie?
-Co?! Nie ma mowy! Wychodzę!- warknęłam. Wtedy blondyn złapał mnie za ramię przyciągając moje plecy do swojej klatki piersiowej. Poczułam że coś kuje mnie w bok. Zerknęłam na dół. Pistolet. Jęknęłam głucho. W co ja się wpakowałam?!
-Pójdziesz z panem. Jasne?
Kiwnęłam potakująco głową. Mike pchnął mnie w ramiona łysego. Od razu zabrał mnie na zaplecze... To był najgorszy dzień mojego życia... To wtedy zaczął się ten jebany koszmar...
KONIEC RETROSPEKCJI
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Mary. Mojej przyjaciółki, która została złapana przez Mike'a tak jak ja.
-Katy, masz wejść na scenę, a potem masz jakiegoś ważnego klienta. Mike kazał Ci powiedzieć że jak coś spieprzysz to tym razem Cię zabije- wyjaśniła ze łzami w oczach. Przytuliłam ją mocno do siebie. Ja już byłam przyzwyczajona do tego wszystkiego, ale ważny klient? Dlaczego ja?! Westchnęłam cicho i trzymając Mary za dłoń wyszłam z naszego pokoju i ruszyłam do baru. Znów zaczynało się piekło. Widziałam jak dziewczyna się trzęsie.
-Spokojnie Mary, nic mi nie będzie. Zrobię swoje i do Ciebie wrócę- powiedziałam całując ją w policzek. Przez kolejne drzwi musiałam przejść sama. Prowadziły one do gabinetu mojego oprawcy. Nacisnęłam niepewnie klamkę i weszłam do pomieszczenia. Śmierdziało tam fajkami i alkoholem. Spojrzałam na faceta przede mną. -Słyszałam, że znów masz dla mnie robotę ekstra- powiedziałam obojętnie. Mike wstał przede mną powiedział pewnym i ochrypłym głosem:
-Usiądź to Ci wszystko wyjaśnię...
Subskrybuj:
Posty (Atom)