Zapowiadał się cudowny dzień. Chodziłam po moim nowym domu uśmiechnięta. Na dodatek Margo i Max ciągle się do siebie mizdrzyli. Chyba wczuwali się w rolę, albo na prawdę coś do siebie czuli. Stawiałam na to drugie. Kolejne przedpołudnie minęło mi samotnie. Zjadłam rano śniadanie z przyjaciółmi i znów ruszyłam do ogrodu. Włożyłam słuchawki w uszy i siedziałam na huśtawce. Myśli błądziły mi po głowie. Nie wiem czemu. Zastanawiałam się jak to będzie żyć normalnie. Tak dawno nie siedziałam na dworze co przez ostatnie dwa dni. Oddychałam głęboko pozwalając ciepłemu powietrzu wypełnić moje płuca. Słońce prażyło mi twarz, ale to było tak cholernie przyjemne uczucie, że nie chciałam się ruszać z miejsca. Jednak moje plany pokrzyżowały czyjeś ręce wyciągające mi z uszu słuchawki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętego Hayden'a znaczy Harry'ego. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Kendy, mam coś dla Ciebie- powiedział używając mojego nowego imienia. Podał mi dwie plakietki. Spojrzałam na nie. Widniały tam moje zdjęcia i moja nowa tożsamość. Trzymałam w ręku prawo jazdy i nowy dowód osobisty.
-Dziękuję Hazz, w końcu jestem wolna- powiedziałam ze łzami w oczach. Spuściłam na chwilę wzrok, pozwalając płynowi cieknąć po moich policzkach. Chłopak podniósł mój podbródek i wyszczerzył się do mnie.
-To nic takiego Kendy, a tu masz kluczyki od samochodu jakbyś chciała wybrać się na miasto- powiedział wciskając mi w rękę pęk z breloczkiem. Przekręciłam oczami, ale nic nie powiedziałam. Chłopak dodał, że jedzie jeszcze coś załatwić na miasto, a Max i Margo wyszli na spacer. Czyli znów zostanę sama. Postanowiłam oddać się błogiemu lenistwu. Siedziałam na słońcu, ale po kilku godzinach mi się znudziło. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła pierwsza. Zerwałam się z miejsca i poszłam do domu. Nie wiele myśląc przebrałam się w rurki i obcisły t-shirt. Jeszcze dołożyłam czarne koturny i poprawiłam włosy. Z kluczami ściśniętymi w ręku ruszyłam na podjazd. Nacisnęłam przycisk na breloku. Światła zapaliły się w czarnym, sportowym samochodzie. Wyglądało trochę jak porsche, którym uciekałam z Margo, ale jednak wyglądało inaczej. Podeszłam do samochodu otwierając maskę. Trochę dziwne jak na dziewczynę, ale i tak to zrobiłam. Widząc silnik zaniemówiłam. Musiał mieć sporo mocy. Może powinnam to wykorzystać w końcu. Zamknęłam klapę i wskoczyłam do samochodu. Rzuciłam telefon na siedzenie obok, a wszystkie papiery schowałam w schowku. Pora była wykorzystać moje maleństwo. Zamieniłam okulary na przeciwsłoneczne i ruszyłam spokojnie ulicami Paryża, dopiero kiedy znalazłam się za miastem docisnęłam pedał gazu. Cudownie było czuć pod dłońmi moc maszyny i słyszeć cichy warkot silnika kiedy zmieniałem biegi. Nagle się zatrzymałam koło jakiegoś przydrożnego baru. Stało tam masa sportowych samochodów. Jednak żaden nie miał takiej mocy jak moje auto. Znałam modele. Wjechałam na parking zatrzymując się i wysiadając majestatycznie ze środka. Usłyszałam gwizdy za sobą. Przekręciłam oczami i odwróciłam się w kierunku dźwięku. Zobaczyłam bruneta z rozczochranymi włosami i delikatnym zarostem.
-Masz niezły tyłek mała- powiedział po francusku szturchając się z kolegami. Spojrzałam na niego kpiąco.
-Uważaj na słowa, bo zmienię Ci układ twarzy- powiedziałam już po angielsku z uśmiechem pełnym kpiny. Rozumiałam co do mnie mówi, ale mówienie po angielsku było ciekawsze, ale jakie moje zdziwienie kiedy usłyszałam, że odpowiada mi w moim ojczystym języku. Nauczyłam się jednak czegoś ostatnimi czasy. Bycie miłą nie popłaca. Chłopcy zaczęli buczeć. No cóż. Dziewczyna właśnie zjechała ich kumpla. Podeszłam do nich.
-Prosisz się, aż o wpierdol mała- warknął. Zaśmiałam się. W koturnach byłam jego wzrostu. Spojrzałam w jego oczy.
-A co ty możesz zrobić dzieciaczku?- powiedziałam i spojrzałam na samochód o który się opierał. Wyglądał na całkiem wydajny. Sądząc po modelu miał pod maską wielki silnik. Jednak to dalej było nic. -Twój samochodzik jak mniemam- powiedziałam z kpiną. Chłopak gotował się w środku, a ja dalej lustrowałam pojazd okiem znawczyni.
-Nie udawaj, że się znasz- powiedział chłopak, śmiejąc się jak głupek. Teraz się wkurwiłam. Kopnełam w oponę. Odpadł kołpak. Bruten miał minę jakby rozwścieczony byk. Uśmiechnęłam się do niego prowokacyjne.
-Jestem lepsza od Ciebie złamasie- powiedziałam spokojnie. Znów moich uszu doszło buczenie jego kumpli. Chłopak robił się czerwony z nerwów. Zaśmiałam się. Nagle za ich pleców wyskoczyła jakaś ruda, długonoga szmata. Zaczęła mówić coś co brzmiało jak 'wyścig'. Chłopcy dołączyli do niej. Teraz byłam pewna co powiedziała. Może to był dobry pomysł. Pokazałabym kretynowi kto tu rządzi. -Twoi koledzy mają niezły pomysł- powiedziałam i ruszyłam w kierunku auta. Chłopak stał jak wryty, ale wsiadł do swojego pojazdu. Odpaliłam silnik. Na miejsce zaraz pobiegła ruda i stanęła z jakąś zieloną chustą. Stanęłam na lini, która miała stanowić nasz start. Pokazali nam gdzie jest meta. Stał tam jakich chłopaczek. Spojrzałam prowokacyjnie na bruneta. Podjechał do mnie i się zaśmiał, a z jego ust wyszło 'głupia suka'. Myślał, że wygra?! Po moim trupie. Nagle zobaczyłam, że dziewczyna daje nam znaki do ruszenia. Nagle zielony materiał opadł. Ruszyliśmy z piskiem opon. Czułam zapach spalonej gumy. Brunet delikatnie mnie wyprzedzał. Przełączyłam na wyższy bieg. Szybko go wyprzedziłam. Jeszcze jeden bieg w górę. Tym razem już wyprzedzałam go o długość samochodu. Zaśmiałam się i zatrzymałam się dopiero na mecie. Auto stanęło bokiem dzięki gwałtownemu hamowaniu. Chwilę po mnie na mecie wylądował brunet. Wysiadłam z pojazdu, a zaraz po mnie wyleciał brunet. Spojrzałam na niego. Wyglądał na wściekłego i zagubionego.
-I co teraz dzieciaczku?- zapytałam. Nie odpowiedział. Wrócił do samochodu i próbował odpalić, ale nic się nie stało. Auto burknęło zaskrzeczało i padło. Przekręciłam oczami. Chłopak wyskoczył z auta i otworzył maskę. Szukał czegoś, ale nic ciekawego się chyba nie znalazło. Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem, ale dał mi spojrzeć. Spojrzałam uważnie na silnik i widocznie przeciążył samochód, bo przewód paliwowy był pęknięty. Jednak coś mi jeszcze nie pasowało. Położyłam się pod samochodem zerkając na zawieszenie. Tak jak myślałam. Pewnie kretyn jeździł tą zabawką po dziórach, bo zawieszenie było cholernie dowalone. Podniosłam się do pionu i zamknęłam maskę.
-Dzwoń lepiej po pogotowie techniczne geniuszu. Wykończyłeś tą zabawkę. Przewód paliwowy poszedł. I rada na przyszłość. Tą zabawką nie jeździ się po dziurach, górkach i pagórkach- dodałam. Brunet patrzył na mnie zdziwiony. Wyglądał jakby zobaczył kosmitkę co najwyżej.
-Skąd wiesz, że jeździłem po drogach polnych?- zapytał. Westchnęłam cicho, opierając się o maskę jego pojazdu.
-Masz rozwalone zawieszenie- powiedziałam. Zastanawiałam się jak można doprowadzić taką zabaweczkę do takiego stanu. O auta powinno się dbać, a nie traktować je jak byle zabawkę. Tak daleko nie zajedziemy.
-Jesteś mechanikiem?- zapytał. Zaśmiałam się.
-Nie, mój tata był, a tak w ogóle jestem Kendall- powiedziałam podając chłopakowi rękę. Widocznie zostawiłam za sobą przeszłość, bo nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby powiedzieć Katy. Brunet ujął moją dłoń i się uśmiechnął szeroko.
-Laurent, ale dla kumpli Louis- powiedział. Wyszczerzyłam się. Mężczyzna zadzwonił po pomoc w końcu. Siedzieliśmy do ich przyjazdu i rozmawialiśmy. O dziwo mówienie po angielsku Lou miał opanowane do perfekcji. Dopiero potem mi wyjaśnił, że niedawno przeprowadził się z rodzicami z Londynu tutaj. Był całkiem miły szczerze powiedziawszy. Po paru minutach przyjechała pomoc i zabrała jego samochód.
-Podrzucić Cię do domu?- zapytałam miło. Chłopak ochoczo pokiwał głową i wsiadł do samochodu. Wziął moją komórkę i coś wbił na klawiaturze i zadzwonił... sądząc po tym, że odezwał się jego telefon to dzwonił do siebie. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No co? Muszę mieć numer tak seksownego mechanika- powiedział z uśmiechem. Zaśmiałam się. Lou pokierował mnie pod swój dom. Mieszkał kilka ulic od mojego 'pałacu'. Wysiadł z samochodu i tylko mi pomachał. Czułam się tak spokojnie. Wracałam do domu. Zatrzymałam się na podjeździe. Było koło czwartej. Weszłam do domu, a tam już siedzieli wszyscy. Harry spojrzał na mnie dziwnie, a ja sie wyszczerzyłam jak głupek. Nic im nie powiedziałam tylko musiałam zacząć się szykować na imprezę, bo się do jutra nie wyrobię. Poszłam do swojej sypialni. Zrzuciłam z ciała brudne ciuchy i wskoczyłam do wanny, do której nalałam wody i kokosowego olejku. Nagle zadzwoniła moja komórka, a raczej dostałam sms. Złapałam urządzenie z krzesełka i zerknęłam na wyświetlacz. Uśmiechnęłam się szeroko.
Masz nową wiadomość od: Louis
Hej Kendy, słuchaj może byśmy wyszli wieczorem gdzieś?
Zaśmiałam się. Chciałam z nim wyjść, ale czułam, że to nie będzie fair w stosunku do Harry'ego. Z reszta mieliśmy razem imprezować dzisiaj! Czekała nas zabawa stulecia! W końcu to ja będę się bawić, a ktoś będzie obsługiwał mnie!
Wiadomość wysłana do: Louis
Dzisiaj nie mogę, przepraszam. Przyjaciele zabierają mnie na
imprezę ;c
Nie wiem czemu wysłałam mu smutną minkę, ale tak jakoś samo wyszło. Przecież nic na to nie poradzę. Zresztą było już za późno na cofnięcie sms. Może chciałam się z nim spotkać? Sama nie wiedziałam. Myślałam, że mnie i Hazzę łączy coś wyjątkowego. Sama nie wiedziałam jak to jest, ale chciałam z nim o tym pogadać dzisiaj.
Masz nową wiadomość od: Louis
To co powiesz na jutro wieczór? Zapraszam na kolację!
Wyszczerzyłam się do komórki i szybko napisałam, że się zgadzam! W końcu nie mogłam tylko z przyjaciółmi siedzieć. Chciałam żyć normalnie. Jak każdy inny człowiek. Po godzinie wyszłam z wanny susząc włosy. Zostawiłam loki w nieładzie i owinięta w ręcznik wróciłam do sypialni grzebiąc w moich nowych ciuchach. W końcu wytargałam jeansowe szory i długą koszulką na ramiączka wytykaną cekinami. Włożyłam wszystko i dopełniłam wszystko sandałkami na szpilce. Mówiąc skromnie wyglądałam cudownie. Poszłam jeszcze do łazienki zrobić makijaż kiedy usłyszałam krzyk Margo.
-Kendy streszczaj się! Bo się spóźnimy!- pokręciłam głową, ale szybko skończyłam makijaż i zbiegłam na dół. Wszyscy byli jakoś tak normalnie ubrani. Chłopcy patrzeli na mnie ze zdziwieniem malującym się w oczach.
-Ślicznie wyglądasz- wypalił Harry. Uśmiechnęłam się tylko i złapałam kluczyki od mojego samochodu. Harry, Max i Margo mieli jechać jednym, ale ja chciałam nacieszyć się swoim maleństwem. I tak jak się spodziewałam byłam na miejscu pierwsza. Poczekałam na resztę bandy i do budynku weszliśmy razem. Od razu uderzyły mnie kolorowe światła. Wyszczerzyłam się.
-No to imprezę czas zacząć!- krzyknęłam i wmieszałam się w tłum ludzi...
piątek, 26 lipca 2013
czwartek, 18 lipca 2013
Part VIII - Who I am now?!
To było zabawne. Spałam chyba całkiem długi kawał czasu. Obudził mnie ból w ręce. Jęknęłam głucho. Nagle usłyszałam znajmy głos.
-Jak się czujesz?- zapytał Hay. Uśmiechnęłam się słabo, ale nic nie powiedziałam. Byłam cholernie wymęczona. Sen nie dał mi odpowiedniego wypoczynku niestety. Przytuliłam się do chłopaka. Widział, że nie jestem w stanie rozmawiać. -Jesteśmy już nad Francją, niedługo lądujemy- poinformował mnie dając mi całusa w czoło. Czekałam aż usłyszę, że lądujemy i w końcu usłyszałam piskliwy głos stewardessy. Zapięłam pasy i po paru minutach stałam już na deskach lotniska opierając się o ciało Natha i Mary. Półprzytomną zaprowadzili mnie do jakiegoś samochodu, a potem kiedy otworzyłam oczy leżałam w wielkim małżeńskim łóżku, w białej pościeli ubrana w za dużą koszulkę. Dopiero teraz czułam się wypoczęta. Miałam wrażenie, że wyspałam się za wszystkie czasy. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam dookoła. Pierwsze co zauważyłam to wielka szklana ściana pokazująca piękny ogród i stawek. Potem dopiero zauważyłam, że ściany w pomieszczeniu mają kolor ciepłej czekolady. Wszystko było takie śliczne. Przeciągnęłam się. Męczył mnie kac. Zeskoczyłam z łóżka. Domyśliłam się gdzie jestem. Udało się w końcu. Z uśmiechem zeszłam na dół rozglądając się po pomieszczeniach. Dotarłam do salonu gdzie za szybą stały wszelkie rodzaje koniaków. Poszłam do kuchni po szklankę i zobaczyłam na blacie karteczkę:
Westchnęłam cicho, ale wzięłam szklankę wyciągając butelkę szkockiej. Usiadłam na kanapie. Nalałam sobie szklankę. Zapiekła mnie ręka. Nagle mnie olśniło. Zabiłam wczoraj dwóch ludzi, a raczej prawdopodobnie trzech. To było dziwne uczucie. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Z jednej strony byłam załamana tym faktem, a z drugiej czułam się dziwnie wolna, choć nie wiedziałam czy na pewno zabiłam Mike'a. Zdążyłam wypić trzy szklanki alkoholu i zacząć czwartą kiedy zobaczyłam moich współtowarzyszy w domu. Wszyscy stanęli jak wryci widząc co robię. Hayden chyba wiedział, że coś jest nie tak, ale nikt się nie odezwała. Wszyscy zniknęli w kuchni. Słyszałam szczątki ich rozmów. Wzięłam butelkę i jeszcze jedną na zapas. Zgarnęłam jeszcze tylko jakąś książkę z małej biblioteczki i wyszłam do ogrodu w samej koszulce. Zobaczyłam w oddali nad jeziorkiem sporawą huśtawkę z kocem. Doczłapałam się do niej kładąc na stoliku obok alkohol i szklankę. Piłam jak najęta wczytując się w lekturę. Spędziłam tak cały dzień. Znów się nachlałam, w południe znów zasnęłam. Prze trzeźwiałam i od nowa. Żadno z moich przyjaciół tu nie przyszło. I dobrze. Musiałam posiedzieć trochę sama. Moja libacja skończyła się dopiero wieczorem.
Obudziłam się koło ósmej wieczorem. Miałam kaca, ale nie mogłam już patrzeć na alkohol, zresztą było już chłodno. Złapałam swoje śmieci i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli przed telewizorem. Żadno się nie odezwało. Poszłam do pokoju, w którym spałam. Na łóżku leżały jakieś ubrania. Zobaczyłam dresy w moim rozmiarze. Złapałam je i poszłam do łazienki się przemyć trochę pod prysznicem. Potem wskoczyłam w czyste ciuszki i zeszłam na dół. Chciałam iść do kuchni kiedy zawołał mnie Hay. Z westchnieniem podeszłam do nich i usiadłam na fotelu obok.
-Jest sprawa, będziemy musieli wam zrobić dziewczyny nowe dowody tożsamości, żeby was nie znaleźli. Chcieliśmy, żebyście zmieniły jeszcze kolory włosów, żeby było was trudniej znaleźć- wyjaśnił chłopak. Kiwnęłam potakująco głową. To mogło się udać.
-No okey, nie ma problemu- odpowiedziałam. Hay uśmiechnął się szeroko i zadzwonił gdzieś. Po piętnastu minutach w naszym domu stawiła się długonoga blondynka z masą jakiś walizeczek. Nath wyjaśnił, że to przyjaciółka jego dziadków, która opiekuje się domem i która zajmie się naszymi włosami.
Nie miałyśmy nic do stracenia. Na pierwszy ogień poszła moja przyjaciółka. Zażyczyła sobie mega krótkie blond włosy i tak się stało. Po godzinie dziewczyna wyglądała jak złośliwy chochlik. Krótkie włosy idealnie podkreślały jej kości policzkowe, a jasny kolor rozświetlał jej twarz. Potem moja pora. Powiedziałam, że zdaję się na inwencję naszej fryzjerki. Ta zatrzepotała rzęsami i zabrała się za robotę. Czułam tylko jak coś mi lata po ramionach. Dopiero po godzinie zachwycona spojrzałam w lustro. Miałam czerwone włosy troszeczkę za ramiona skręcone w śliczne loczki. Dziewczyna powiedziała, że jest to trwała, więc nie mam o co się martwić, będę miała loki przez długi czas tak jakbym miała je naturalnie. Wyszczerzyłam się do lustra. Założyłam na nos okulary z czarnymi oprawkami. Wyglądałam idealnie. Z uśmiechem poszłam do salonu gdzie wszyscy wyczekująco czekali na mnie. Hay gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko i podszedł do mnie szepcząc mi do ucha, że jestem śliczna. Zarumieniłam się. Pożegnaliśmy się z moją fryzjerką i Hayden zabrał się od razu za zdjęcia do dokumentów naszych. Potem miałam się dowiedzieć kim będę i jak wygląda moja historia, bo Mary już wiedziała. Od jutra miała mięć na imię Margharet Simons, a ja musiałam się nauczyć, że Mary nie ma, że jest Margo. Blondynka i blondyn zniknęli gdzieś, a ja zostałam z naszym drugim wybawcą. Usiedliśmy w kuchni i piliśmy kawę.
-Dobra Katy. Od jutra rana masz na imię Kendall Luckas. Urodziłaś się w Wolverhampton 29 sierpnia 1994r. Nie pamiętasz rodziców, bo zginęli w wypadku gdy miałaś trzy latka. Wychowałaś się w domu dziecka. My poznaliśmy się w szkole, wynajmowaliśmy we czwórkę pokój, a teraz razem przyjechaliśmy na wakacje. No i Margo i Max są małżeństwem.- Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Wyjaśnił mi, że oni też musieli zmienić dane. Nathan był Max'em, a Hayden zamienił się w Harry'ego. Musiałam to chyba sobie zapisać, albo nie wiem co, ale jak na razie wiedziałam tyle, że:
1.Mary od teraz ma na imię Margharet Simons
2.Ja zamieniłam się w Kendall Luckas
3.Nathan nazywał się Max Simons
4.Hayden to teraz Harry White
To było cholernie pokręcone, ale to dla naszego dobra. Zresztą mi się tam podobało. Tylko musiałam się tego nauczyć. Pierwsze co zrobiłam to zamieniłam Hayden w telefonie na Harry. Dopisałam jeszcze kilka numerów, które dał mi chłopak. Zajęliśmy się sprawami dziwnymi, a raczej internetowymi. Zakładaliśmy nam konta. Na portalach i bawiliśmy się w internecie. Harry zadzwonił do znajomego informatyka, żeby przestawić datę założenia kont. Porobiliśmy kilka zdjęć. Pozapraszaliśmy znajomych. Wszystko było tak jak miało być, a jutro miałam dostać swój nowy dowód i prawo jazdy. Powoli układaliśmy wszystko. Dowiadywałam się więcej o naszych nowych historiach. Byliśmy kimś innym. Podstawową rzecz jaką musiałam sobie zakodować było to, że Mary, Katy, Hayden i Nathan umarli na lotnisku w Londynie, za to narodzili się Margo, Kendall, Harry i Max. To było teraz najważniejsze. Siedziałam na krześle, a potem przenieśliśmy się na kanapę. Gadałam z Harrym jeszcze długo, aż w końcu Morfeusz porwał mnie w swoje ramiona.
W końcu przespałam całą noc spokojnie. Czułam się wypoczęta, a kolorowe sny dawały upragnione ukojenie. Dawno nie czułam się tak wspaniale jak dzisiejszego ranka. Wstałam o dziewiątej i poszłam pod prysznic. Poprawiłam swoje czerwone loczki. Nałożyłam makijaż tak delikatny, że ledwo było go widać. Założyłam na nosek okulary i wcisnęłam się w delikatną sukienkę. Zbiegłam szczęśliwa na dół.
-Hej wszystkim- powiedziałam szczerząc się jak debilka. Usiadłam do śniadania i wtedy usłyszałam głos Harry'ego.
-Wieczorem jest impreza, idziemy?-zapytał. Wszyscy ochoczo pokiwaliśmy głowami...
-Jak się czujesz?- zapytał Hay. Uśmiechnęłam się słabo, ale nic nie powiedziałam. Byłam cholernie wymęczona. Sen nie dał mi odpowiedniego wypoczynku niestety. Przytuliłam się do chłopaka. Widział, że nie jestem w stanie rozmawiać. -Jesteśmy już nad Francją, niedługo lądujemy- poinformował mnie dając mi całusa w czoło. Czekałam aż usłyszę, że lądujemy i w końcu usłyszałam piskliwy głos stewardessy. Zapięłam pasy i po paru minutach stałam już na deskach lotniska opierając się o ciało Natha i Mary. Półprzytomną zaprowadzili mnie do jakiegoś samochodu, a potem kiedy otworzyłam oczy leżałam w wielkim małżeńskim łóżku, w białej pościeli ubrana w za dużą koszulkę. Dopiero teraz czułam się wypoczęta. Miałam wrażenie, że wyspałam się za wszystkie czasy. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam dookoła. Pierwsze co zauważyłam to wielka szklana ściana pokazująca piękny ogród i stawek. Potem dopiero zauważyłam, że ściany w pomieszczeniu mają kolor ciepłej czekolady. Wszystko było takie śliczne. Przeciągnęłam się. Męczył mnie kac. Zeskoczyłam z łóżka. Domyśliłam się gdzie jestem. Udało się w końcu. Z uśmiechem zeszłam na dół rozglądając się po pomieszczeniach. Dotarłam do salonu gdzie za szybą stały wszelkie rodzaje koniaków. Poszłam do kuchni po szklankę i zobaczyłam na blacie karteczkę:
'Katy, ja, Nath i Mary poszliśmy na zakupy i załatwić parę rzeczy na mieście, żeby nikt się nie czepiał nas. Będziemy niedługo.Hay.'
Westchnęłam cicho, ale wzięłam szklankę wyciągając butelkę szkockiej. Usiadłam na kanapie. Nalałam sobie szklankę. Zapiekła mnie ręka. Nagle mnie olśniło. Zabiłam wczoraj dwóch ludzi, a raczej prawdopodobnie trzech. To było dziwne uczucie. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Z jednej strony byłam załamana tym faktem, a z drugiej czułam się dziwnie wolna, choć nie wiedziałam czy na pewno zabiłam Mike'a. Zdążyłam wypić trzy szklanki alkoholu i zacząć czwartą kiedy zobaczyłam moich współtowarzyszy w domu. Wszyscy stanęli jak wryci widząc co robię. Hayden chyba wiedział, że coś jest nie tak, ale nikt się nie odezwała. Wszyscy zniknęli w kuchni. Słyszałam szczątki ich rozmów. Wzięłam butelkę i jeszcze jedną na zapas. Zgarnęłam jeszcze tylko jakąś książkę z małej biblioteczki i wyszłam do ogrodu w samej koszulce. Zobaczyłam w oddali nad jeziorkiem sporawą huśtawkę z kocem. Doczłapałam się do niej kładąc na stoliku obok alkohol i szklankę. Piłam jak najęta wczytując się w lekturę. Spędziłam tak cały dzień. Znów się nachlałam, w południe znów zasnęłam. Prze trzeźwiałam i od nowa. Żadno z moich przyjaciół tu nie przyszło. I dobrze. Musiałam posiedzieć trochę sama. Moja libacja skończyła się dopiero wieczorem.
Obudziłam się koło ósmej wieczorem. Miałam kaca, ale nie mogłam już patrzeć na alkohol, zresztą było już chłodno. Złapałam swoje śmieci i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli przed telewizorem. Żadno się nie odezwało. Poszłam do pokoju, w którym spałam. Na łóżku leżały jakieś ubrania. Zobaczyłam dresy w moim rozmiarze. Złapałam je i poszłam do łazienki się przemyć trochę pod prysznicem. Potem wskoczyłam w czyste ciuszki i zeszłam na dół. Chciałam iść do kuchni kiedy zawołał mnie Hay. Z westchnieniem podeszłam do nich i usiadłam na fotelu obok.
-Jest sprawa, będziemy musieli wam zrobić dziewczyny nowe dowody tożsamości, żeby was nie znaleźli. Chcieliśmy, żebyście zmieniły jeszcze kolory włosów, żeby było was trudniej znaleźć- wyjaśnił chłopak. Kiwnęłam potakująco głową. To mogło się udać.
-No okey, nie ma problemu- odpowiedziałam. Hay uśmiechnął się szeroko i zadzwonił gdzieś. Po piętnastu minutach w naszym domu stawiła się długonoga blondynka z masą jakiś walizeczek. Nath wyjaśnił, że to przyjaciółka jego dziadków, która opiekuje się domem i która zajmie się naszymi włosami.
Nie miałyśmy nic do stracenia. Na pierwszy ogień poszła moja przyjaciółka. Zażyczyła sobie mega krótkie blond włosy i tak się stało. Po godzinie dziewczyna wyglądała jak złośliwy chochlik. Krótkie włosy idealnie podkreślały jej kości policzkowe, a jasny kolor rozświetlał jej twarz. Potem moja pora. Powiedziałam, że zdaję się na inwencję naszej fryzjerki. Ta zatrzepotała rzęsami i zabrała się za robotę. Czułam tylko jak coś mi lata po ramionach. Dopiero po godzinie zachwycona spojrzałam w lustro. Miałam czerwone włosy troszeczkę za ramiona skręcone w śliczne loczki. Dziewczyna powiedziała, że jest to trwała, więc nie mam o co się martwić, będę miała loki przez długi czas tak jakbym miała je naturalnie. Wyszczerzyłam się do lustra. Założyłam na nos okulary z czarnymi oprawkami. Wyglądałam idealnie. Z uśmiechem poszłam do salonu gdzie wszyscy wyczekująco czekali na mnie. Hay gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko i podszedł do mnie szepcząc mi do ucha, że jestem śliczna. Zarumieniłam się. Pożegnaliśmy się z moją fryzjerką i Hayden zabrał się od razu za zdjęcia do dokumentów naszych. Potem miałam się dowiedzieć kim będę i jak wygląda moja historia, bo Mary już wiedziała. Od jutra miała mięć na imię Margharet Simons, a ja musiałam się nauczyć, że Mary nie ma, że jest Margo. Blondynka i blondyn zniknęli gdzieś, a ja zostałam z naszym drugim wybawcą. Usiedliśmy w kuchni i piliśmy kawę.
-Dobra Katy. Od jutra rana masz na imię Kendall Luckas. Urodziłaś się w Wolverhampton 29 sierpnia 1994r. Nie pamiętasz rodziców, bo zginęli w wypadku gdy miałaś trzy latka. Wychowałaś się w domu dziecka. My poznaliśmy się w szkole, wynajmowaliśmy we czwórkę pokój, a teraz razem przyjechaliśmy na wakacje. No i Margo i Max są małżeństwem.- Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Wyjaśnił mi, że oni też musieli zmienić dane. Nathan był Max'em, a Hayden zamienił się w Harry'ego. Musiałam to chyba sobie zapisać, albo nie wiem co, ale jak na razie wiedziałam tyle, że:
1.Mary od teraz ma na imię Margharet Simons
2.Ja zamieniłam się w Kendall Luckas
3.Nathan nazywał się Max Simons
4.Hayden to teraz Harry White
To było cholernie pokręcone, ale to dla naszego dobra. Zresztą mi się tam podobało. Tylko musiałam się tego nauczyć. Pierwsze co zrobiłam to zamieniłam Hayden w telefonie na Harry. Dopisałam jeszcze kilka numerów, które dał mi chłopak. Zajęliśmy się sprawami dziwnymi, a raczej internetowymi. Zakładaliśmy nam konta. Na portalach i bawiliśmy się w internecie. Harry zadzwonił do znajomego informatyka, żeby przestawić datę założenia kont. Porobiliśmy kilka zdjęć. Pozapraszaliśmy znajomych. Wszystko było tak jak miało być, a jutro miałam dostać swój nowy dowód i prawo jazdy. Powoli układaliśmy wszystko. Dowiadywałam się więcej o naszych nowych historiach. Byliśmy kimś innym. Podstawową rzecz jaką musiałam sobie zakodować było to, że Mary, Katy, Hayden i Nathan umarli na lotnisku w Londynie, za to narodzili się Margo, Kendall, Harry i Max. To było teraz najważniejsze. Siedziałam na krześle, a potem przenieśliśmy się na kanapę. Gadałam z Harrym jeszcze długo, aż w końcu Morfeusz porwał mnie w swoje ramiona.
W końcu przespałam całą noc spokojnie. Czułam się wypoczęta, a kolorowe sny dawały upragnione ukojenie. Dawno nie czułam się tak wspaniale jak dzisiejszego ranka. Wstałam o dziewiątej i poszłam pod prysznic. Poprawiłam swoje czerwone loczki. Nałożyłam makijaż tak delikatny, że ledwo było go widać. Założyłam na nosek okulary i wcisnęłam się w delikatną sukienkę. Zbiegłam szczęśliwa na dół.
-Hej wszystkim- powiedziałam szczerząc się jak debilka. Usiadłam do śniadania i wtedy usłyszałam głos Harry'ego.
-Wieczorem jest impreza, idziemy?-zapytał. Wszyscy ochoczo pokiwaliśmy głowami...
środa, 17 lipca 2013
Part VII - Dance Macabre
Nie wierzyłam w to co się działo. To miał być koniec Hayden i Nathan chcieli nam pomóc. Sama się szczerzyłam do siebie. To było jak zrządzenie losu. Chłopaków nie było dłuższą chwilę, aż Mary zasnęła na kanapie. Położyłam przyjaciółkę delikatnie na kanapie i poszłam do kuchni po sok. Nalałam sobie pełną szklankę marchewkowego napoju i ruszyłam na zwiedzanie domu. Jakoś cholernie mnie ciekawiło co tu jest. Czym zajmuje się nasz wybawca. Spacerowałam po miękkim dywanie. Szczególnie wygodnie nie czułam się w tym stroju, ale cóż poradzić. Nagle wpadłam na coś. Wyciągnęłam szybko komórkę pisząc jednego sms'a.
Jedna wiadomość wysłana do: Hayden
Mogę mieć małą prośbę? Chciałam pożyczyć jakąś Twoją koszulkę,
bo mnie szlag trafi w tej sukience ;c
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Masz nową wiadomość od: Hayden
Masz wolną rękę, moja sypialnia jest druga od lewej
zaraz od schodów :)
Wyszczerzyłam się do telefonu, ale już nic nie odpisałam. Posłusznie znalazłam pokój chłopaka. Był wielki i cholernie przestronny. Ja od paru lat miałam za pokój małą klitkę, którą dzieliłam z Mary i masą ciuchów pracowniczych. Nie mogłam się nadziwić. Potem pchnęłam powoli kolejne drzwi i znalazłam się w wielkiej łazience z olbrzymią wanną. Spojrzałam na nią oczami wielkości piłek do tenisa stołowego. Aż się chciało wejść do wanny pełnej wody. Pobiegłam niemal do brodzika i odkręciłam ciepłą wodę. W końcu miałam się tu czuć jak w domu. Woda się lała, a ja rozwiązałam włosy, żeby znów je spiąć na czubku głowy w niedbałego koka. Zrzuciłam z siebie brudne ciuchy i wrzuciłam je prosto do kosza na śmieci. Nie chciałam mieć jakichkolwiek pamiątek po moim poprzednim życiu. Powoli wsunęłam stopę do wody, w której pływały przeróżne zapachowe olejki. Dawno nie robiłam sobie takiej kąpieli. Zawsze był tylko szybki prysznic pod nadzorem jakiegoś ochroniarza, żebym nie uciekła, ani się nie powiesiła jak kiedyś próbowałam. Tym razem zawładną mną spokój. Siedziałam zanurzona po szyję w wonnej kąpieli i napawałam się spokojem. Piana otaczała moje blade ciało. To było nowe uczucie. Powinnam się do niego przyzwyczaić, skoro to miał być koniec piekła. Przymknęłam delikatnie oczy i chyba zasnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy następnym razem, woda była już chłodna. Ziewnęłam przeciągle i owinęłam się ręcznikiem. Pachniał perfumami Hayden'a. Westchnęłam i weszłam do sypialni chłopaka. Otworzyłam jedną z wielkich szaf wyciągając koszulę w kratę i dresy. Wszystko oczywiście za duże, ale już ja wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Dres szeroki miał zostać, ale z koszulą było gorzej. Zamieniłam ją na szary t-shirt z nadrukiem głoszącym: 'I'm your king'. Zawiązałam koszulkę z tyłu na mały supełek. Założyłam ją, schowałam supeł za materiałem. Wyglądałam normalnie jak na siebie. Przełożyłam komórkę do kieszeni dresów. Przydałby się jeszcze jakieś trampki. Nagle zobaczyłam w szafie małe czarne conwersy. Nie wydawały się, aby należały do chłopaka ze względu na ich rozmiar. Na mnie były o niecały rozmiar przyduże, ale wolałam to niż znów zakładanie na stopy szpilki. Z uśmiechem szłam na dół. Usłyszałam pisk Mary. Zbiegłam szybko na dół. Dziewczyna stała przy oknie i zaczynała płakać. Podeszłam do niej i podążyłam za jej wzrokiem. Zobaczyłem Mike'a. Dzwonił do bramy. Kurwa! Czyli przyszedł czas, żeby nas odebrać, a chłopaków wciąż nie było. Czyli jednak zasnęłam w tej wannie. Nagle zobaczyłam jego wkurzoną twarz i jak wyciąga broń zza kurtki. Przeklęłam. Pchnęłam przyjaciółkę z daleka od okna i wybrałam numer Hayden'a. Odebrał niemal od razu.
-Hayden, Mike tu jest- powiedziałam zdenerwowanym głosem. Po drugiej stronie zapadła cisza, ale nie długa.
-Mieliśmy wracać już, ale zrobimy tak. Weś z szuflady obok kanapy broń, słuchawkę bezprzewodową i klucze- powiedział całkiem spokojnie. Podbiegłam do szafki i wyciągnęłam wszystko. Rozłączyłam połączenie, założyłam słuchawkę na ucho i jeszcze raz wybrałam numer chłopaka. Klucze schowałam w kieszeni dresów, a broń za gumką spodni, ale zanim ją schowałam jeszcze sprawdziłam czy jest naładowana. Była. Pełny magazynek. Złapałam Mary za rękę.
-Mam wszystko-powiedziałam. Choć nie byłam pewna czy to się uda. Jednak kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.
-Wyjdźcie tyłem, wyjście jest w kuchni, z tyłu stoi samochód. Jedźcie prosto na lotnisko, będziemy tam czekać. Miejsce 11. Uważajcie na siebie i nie rozłączaj się!- powiedział chłopak.
-Okey- tylko tyle powiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę. Kazałam jej zdjąć ze stóp szpilki, aby nie chrzęścić na żwirze. Posłuchała mnie. Wyglądała na przerażoną. Wyszłyśmy do kuchni i nie gasząc świateł na dwór. Powoli zbliżałyśmy się do miejsca gdzie miał stać samochód. Chłopak nagle się odezwał mówiąc, żebym przejechała przez żywopłot na tyłach domu. Szłyśmy powoli i nagle usłyszałam krzyk naszego 'pracodawcy'. Zaklęłam. Zauważył nas. Dwaj jego ochroniarze przeskoczyli przez płot i zaczęli biec w naszą stronę. Wyjęłam ze spodni pistolet, ale tym samym wypadły mi klucze. Mary zaczęła grzebać w żwirze. Mężczyźni byli coraz bliżej. Musiałam to zrobić. Przez tyle lat wszyscy mieli mnie za sukę i dziwkę. Odbezpieczyłam broń. Zanim Mary cokolwiek powiedziała, padły dwa strzały w ich stronę. Obaj mężczyźni padli na chrzęszczący żwir. Miałam zacięta minę. Przerażona Mary podała mi znalezione kluczyki. Nie myślałam. Kazałam jej biec do auta. Nagle naszym oczom ukazało się czarne porsche. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Wsiadłyśmy do samochodu. Włożyłam kluczyk do stacyjki i usłyszałam boski dźwięk mruczącego silnika. Wiedziałam jedno. Nie dam znów nas zamknąć w tym bulderze. Z piskiem opon wjechałam w żywopłot, który ugiął się pod ciężarem samochodu. Spojrzałam w lusterka. Mike zdążył wsiąść do auta i ruszyć za nami. Zaklęłam pod nosem. Docisnęłam pedał gazu do maksa. Z zacięta miną jechałam drogą, ale jeżeli chciałam coś osiągnąć musiałam go zgubić. Nagle skręciłam w małą uliczkę. Zjechałam w jakieś odludzie na drogę polną. Bałam się o zawieszenie wozu, ale po chwili przestałam o tym myśleć. Za nami znów pojawił się wóz naszego oprawcy. Spojrzałam na Mary. Wyglądała na spokojniejszą. Hayden mówił coś do mnie, ale mu nie odpowiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę.
-Mary, musisz usiąść na moje miejsce i przejąć kierownicę- dziewczyna kiwnęła głową. Wsunęła się na moje kolana. Przejęła pedały a ja szybko wysunęłam się na jej miejsce. Otworzyłam szyberdach auta. Stanęłam na siedzeniu. Hayden coś na mnie krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Stanęłam na siedzeniu wychylając połowę ciała przez dach w samochodzie. Chłopak wciąż krzyczał. Nie mogłam się skupić. Zdjęłam słuchawkę ciskając nią na siedzenie. Wyjęłam broń i wycelowałam w opony samochodu.
-Mary, zwolnij- dziewczyna posłusznie zrobiła co kazałam. Im byłam bliżej tym łatwiej było mi celować. Kierowałam się na opony, ale to był błąd, bo usłyszałam strzał i to nie z mojej broni. Poczułam ból w ramieniu, ale olałam to przebijając opony samochodu Mike'a, a potem wyjebałam dwie kulki w szybę. Auto się zatrzymało. Nie wiedziałam czy go zabiłam, ale byłam tego pewna. Schowałam się do wnętrza pojazdu i tym razem ja się znów wsunęłam na miejsce kierowcy. Przyjaciółka patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Przyśpieszyłam. Wiedziałam ile to autko może osiągać. Tata był mechanikiem i dużo czasu spędzałam z nim w garażu. Nagle Mary zbladła.
-Katy ty krwawisz...On Cie postrzelił- szepnęła przerażona. Zerknęłam na swoje ramię. Było tylko draśnięcie na szczęście. Pokręciłam głową. Dodałam jeszcze biegu nic nie mówiąc. Nagle skręciłam znów wyjeżdżając na normalną drogę jednak dalej pędziłam. Był późny wieczór, wszyscy siedzieli w domach i oglądali mesz baseballu, albo rozpijali się w barach. Miałyśmy wolną przestrzeń. Zwolniłam dopiero jak wjechałyśmy na parking koło lotniska. Szukałam miejsca, a kiedy je znalazłam stali już tam Hayden i Nathan oparci o jakieś auto. Wyglądali na zdenerwowanych.
Wysiadłam pośpiesznie z wozu. Mary podbiegła prosto do Nath'a i wtuliła się w niego coś szepcząc. Chłopak pobladł.
-Hayden, ten sukinsyn postrzelił Katy- powiedział. Mary się rozpłakała, a H. złapał mnie za ramię i podwiną rękaw swojej koszulki. To było draśnięcie, ale na skórze wyglądało to gorzej. Miałam pół ręki we krwi. Zaklęłam. Najgorsze było to, ze przez adrenalinę nie czułam bólu, ale jak mi zejdzie będzie gorzej.
-Nath leć po whisky do sklepu. Opatrzę jej to, bo nie ma czasu teraz. Przynieś butelkę tutaj, a potem zajmij się Młodą- powiedział. Nathan i moja przyjaciółka zniknęli na chwilę. Chłopak kazał mi usiąść w samochodzie. Posłuchałam go. Zaczynałam czuć ból. Jęknęłam. Krew wciąż ciekła mi po ręce. Chłopak poszedł do drugiego auta po apteczkę. Nagle przybiegła Mary dając mi butelkę daniells'a. Powiedziała coś chłopaków, a potem uciekła. Oparłam się ze łzami w oczach o oparcie auta. Chłopak rozkręcił butelkę i przytknął mi ją do ust. Duszkiem piłam whisky. Wypiłam prawie połowę. Wiedziałam po co to, żeby mnie troszeczkę otumanić i udało się. Znów nie czułam tak mocno bólu. Byłam pijana. Czułam tylko lekkie szczypanie kiedy reszta alkoholu wylądowała na mojej ranie. Na moje nieszczęście trzeba było szyć. Wolałam o tym nie myśleć i skąd Hay to potrafi. Zaczynałam podejrzewać, że umie wszystko, ale się nie odzywałam. Leżałam wygodnie oparta i czekałam grzecznie jak chłopak skończy. Trochę ciągnęło, ale potem poczułam bandaż na ramieniu. Chłopak wytarł pot z czoła. Czułam się zmęczona. Westchnęłam. Przynajmniej jeszcze mnie tak bardzo nie bolało teraz. Widziałam, że chłopak odpala papierosa. Wyciągnęłam mu go z ust i sama paliłam. Chłopak się zaśmiał.
-Powinniśmy się zbierać, za półgodziny mamy samolot- powiedział chłopak. Wstałam z samochodu. Nie wiem jak on chciał mnie pijaną przemycić na pokład samolotu. Nagle poczułam ciepło na ramionach. Jego bluza. No tak musieliśmy zasłonić zakrwawianą koszulkę. Z drugiego auta wyjął jakieś walizki. Byłam tym zdziwiona, ale byłam zmęczona i nie pytałam o nic. Wtuliłam się w jego bluzę. Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, a Hay i ja staliśmy przy odprawie lotu do Paryża obok Mar i Nath'a. Jak oni mnie przeprowadzili przez barierkę to nie wiem. Bynajmniej ostatnie co pamiętałam to jak Hayden całuje mnie w czoło i mówi że muszę się przespać...
Jedna wiadomość wysłana do: Hayden
Mogę mieć małą prośbę? Chciałam pożyczyć jakąś Twoją koszulkę,
bo mnie szlag trafi w tej sukience ;c
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Masz nową wiadomość od: Hayden
Masz wolną rękę, moja sypialnia jest druga od lewej
zaraz od schodów :)
Wyszczerzyłam się do telefonu, ale już nic nie odpisałam. Posłusznie znalazłam pokój chłopaka. Był wielki i cholernie przestronny. Ja od paru lat miałam za pokój małą klitkę, którą dzieliłam z Mary i masą ciuchów pracowniczych. Nie mogłam się nadziwić. Potem pchnęłam powoli kolejne drzwi i znalazłam się w wielkiej łazience z olbrzymią wanną. Spojrzałam na nią oczami wielkości piłek do tenisa stołowego. Aż się chciało wejść do wanny pełnej wody. Pobiegłam niemal do brodzika i odkręciłam ciepłą wodę. W końcu miałam się tu czuć jak w domu. Woda się lała, a ja rozwiązałam włosy, żeby znów je spiąć na czubku głowy w niedbałego koka. Zrzuciłam z siebie brudne ciuchy i wrzuciłam je prosto do kosza na śmieci. Nie chciałam mieć jakichkolwiek pamiątek po moim poprzednim życiu. Powoli wsunęłam stopę do wody, w której pływały przeróżne zapachowe olejki. Dawno nie robiłam sobie takiej kąpieli. Zawsze był tylko szybki prysznic pod nadzorem jakiegoś ochroniarza, żebym nie uciekła, ani się nie powiesiła jak kiedyś próbowałam. Tym razem zawładną mną spokój. Siedziałam zanurzona po szyję w wonnej kąpieli i napawałam się spokojem. Piana otaczała moje blade ciało. To było nowe uczucie. Powinnam się do niego przyzwyczaić, skoro to miał być koniec piekła. Przymknęłam delikatnie oczy i chyba zasnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy następnym razem, woda była już chłodna. Ziewnęłam przeciągle i owinęłam się ręcznikiem. Pachniał perfumami Hayden'a. Westchnęłam i weszłam do sypialni chłopaka. Otworzyłam jedną z wielkich szaf wyciągając koszulę w kratę i dresy. Wszystko oczywiście za duże, ale już ja wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Dres szeroki miał zostać, ale z koszulą było gorzej. Zamieniłam ją na szary t-shirt z nadrukiem głoszącym: 'I'm your king'. Zawiązałam koszulkę z tyłu na mały supełek. Założyłam ją, schowałam supeł za materiałem. Wyglądałam normalnie jak na siebie. Przełożyłam komórkę do kieszeni dresów. Przydałby się jeszcze jakieś trampki. Nagle zobaczyłam w szafie małe czarne conwersy. Nie wydawały się, aby należały do chłopaka ze względu na ich rozmiar. Na mnie były o niecały rozmiar przyduże, ale wolałam to niż znów zakładanie na stopy szpilki. Z uśmiechem szłam na dół. Usłyszałam pisk Mary. Zbiegłam szybko na dół. Dziewczyna stała przy oknie i zaczynała płakać. Podeszłam do niej i podążyłam za jej wzrokiem. Zobaczyłem Mike'a. Dzwonił do bramy. Kurwa! Czyli przyszedł czas, żeby nas odebrać, a chłopaków wciąż nie było. Czyli jednak zasnęłam w tej wannie. Nagle zobaczyłam jego wkurzoną twarz i jak wyciąga broń zza kurtki. Przeklęłam. Pchnęłam przyjaciółkę z daleka od okna i wybrałam numer Hayden'a. Odebrał niemal od razu.
-Hayden, Mike tu jest- powiedziałam zdenerwowanym głosem. Po drugiej stronie zapadła cisza, ale nie długa.
-Mieliśmy wracać już, ale zrobimy tak. Weś z szuflady obok kanapy broń, słuchawkę bezprzewodową i klucze- powiedział całkiem spokojnie. Podbiegłam do szafki i wyciągnęłam wszystko. Rozłączyłam połączenie, założyłam słuchawkę na ucho i jeszcze raz wybrałam numer chłopaka. Klucze schowałam w kieszeni dresów, a broń za gumką spodni, ale zanim ją schowałam jeszcze sprawdziłam czy jest naładowana. Była. Pełny magazynek. Złapałam Mary za rękę.
-Mam wszystko-powiedziałam. Choć nie byłam pewna czy to się uda. Jednak kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.
-Wyjdźcie tyłem, wyjście jest w kuchni, z tyłu stoi samochód. Jedźcie prosto na lotnisko, będziemy tam czekać. Miejsce 11. Uważajcie na siebie i nie rozłączaj się!- powiedział chłopak.
-Okey- tylko tyle powiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę. Kazałam jej zdjąć ze stóp szpilki, aby nie chrzęścić na żwirze. Posłuchała mnie. Wyglądała na przerażoną. Wyszłyśmy do kuchni i nie gasząc świateł na dwór. Powoli zbliżałyśmy się do miejsca gdzie miał stać samochód. Chłopak nagle się odezwał mówiąc, żebym przejechała przez żywopłot na tyłach domu. Szłyśmy powoli i nagle usłyszałam krzyk naszego 'pracodawcy'. Zaklęłam. Zauważył nas. Dwaj jego ochroniarze przeskoczyli przez płot i zaczęli biec w naszą stronę. Wyjęłam ze spodni pistolet, ale tym samym wypadły mi klucze. Mary zaczęła grzebać w żwirze. Mężczyźni byli coraz bliżej. Musiałam to zrobić. Przez tyle lat wszyscy mieli mnie za sukę i dziwkę. Odbezpieczyłam broń. Zanim Mary cokolwiek powiedziała, padły dwa strzały w ich stronę. Obaj mężczyźni padli na chrzęszczący żwir. Miałam zacięta minę. Przerażona Mary podała mi znalezione kluczyki. Nie myślałam. Kazałam jej biec do auta. Nagle naszym oczom ukazało się czarne porsche. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Wsiadłyśmy do samochodu. Włożyłam kluczyk do stacyjki i usłyszałam boski dźwięk mruczącego silnika. Wiedziałam jedno. Nie dam znów nas zamknąć w tym bulderze. Z piskiem opon wjechałam w żywopłot, który ugiął się pod ciężarem samochodu. Spojrzałam w lusterka. Mike zdążył wsiąść do auta i ruszyć za nami. Zaklęłam pod nosem. Docisnęłam pedał gazu do maksa. Z zacięta miną jechałam drogą, ale jeżeli chciałam coś osiągnąć musiałam go zgubić. Nagle skręciłam w małą uliczkę. Zjechałam w jakieś odludzie na drogę polną. Bałam się o zawieszenie wozu, ale po chwili przestałam o tym myśleć. Za nami znów pojawił się wóz naszego oprawcy. Spojrzałam na Mary. Wyglądała na spokojniejszą. Hayden mówił coś do mnie, ale mu nie odpowiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę.
-Mary, musisz usiąść na moje miejsce i przejąć kierownicę- dziewczyna kiwnęła głową. Wsunęła się na moje kolana. Przejęła pedały a ja szybko wysunęłam się na jej miejsce. Otworzyłam szyberdach auta. Stanęłam na siedzeniu. Hayden coś na mnie krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Stanęłam na siedzeniu wychylając połowę ciała przez dach w samochodzie. Chłopak wciąż krzyczał. Nie mogłam się skupić. Zdjęłam słuchawkę ciskając nią na siedzenie. Wyjęłam broń i wycelowałam w opony samochodu.
-Mary, zwolnij- dziewczyna posłusznie zrobiła co kazałam. Im byłam bliżej tym łatwiej było mi celować. Kierowałam się na opony, ale to był błąd, bo usłyszałam strzał i to nie z mojej broni. Poczułam ból w ramieniu, ale olałam to przebijając opony samochodu Mike'a, a potem wyjebałam dwie kulki w szybę. Auto się zatrzymało. Nie wiedziałam czy go zabiłam, ale byłam tego pewna. Schowałam się do wnętrza pojazdu i tym razem ja się znów wsunęłam na miejsce kierowcy. Przyjaciółka patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Przyśpieszyłam. Wiedziałam ile to autko może osiągać. Tata był mechanikiem i dużo czasu spędzałam z nim w garażu. Nagle Mary zbladła.
-Katy ty krwawisz...On Cie postrzelił- szepnęła przerażona. Zerknęłam na swoje ramię. Było tylko draśnięcie na szczęście. Pokręciłam głową. Dodałam jeszcze biegu nic nie mówiąc. Nagle skręciłam znów wyjeżdżając na normalną drogę jednak dalej pędziłam. Był późny wieczór, wszyscy siedzieli w domach i oglądali mesz baseballu, albo rozpijali się w barach. Miałyśmy wolną przestrzeń. Zwolniłam dopiero jak wjechałyśmy na parking koło lotniska. Szukałam miejsca, a kiedy je znalazłam stali już tam Hayden i Nathan oparci o jakieś auto. Wyglądali na zdenerwowanych.
Wysiadłam pośpiesznie z wozu. Mary podbiegła prosto do Nath'a i wtuliła się w niego coś szepcząc. Chłopak pobladł.
-Hayden, ten sukinsyn postrzelił Katy- powiedział. Mary się rozpłakała, a H. złapał mnie za ramię i podwiną rękaw swojej koszulki. To było draśnięcie, ale na skórze wyglądało to gorzej. Miałam pół ręki we krwi. Zaklęłam. Najgorsze było to, ze przez adrenalinę nie czułam bólu, ale jak mi zejdzie będzie gorzej.
-Nath leć po whisky do sklepu. Opatrzę jej to, bo nie ma czasu teraz. Przynieś butelkę tutaj, a potem zajmij się Młodą- powiedział. Nathan i moja przyjaciółka zniknęli na chwilę. Chłopak kazał mi usiąść w samochodzie. Posłuchałam go. Zaczynałam czuć ból. Jęknęłam. Krew wciąż ciekła mi po ręce. Chłopak poszedł do drugiego auta po apteczkę. Nagle przybiegła Mary dając mi butelkę daniells'a. Powiedziała coś chłopaków, a potem uciekła. Oparłam się ze łzami w oczach o oparcie auta. Chłopak rozkręcił butelkę i przytknął mi ją do ust. Duszkiem piłam whisky. Wypiłam prawie połowę. Wiedziałam po co to, żeby mnie troszeczkę otumanić i udało się. Znów nie czułam tak mocno bólu. Byłam pijana. Czułam tylko lekkie szczypanie kiedy reszta alkoholu wylądowała na mojej ranie. Na moje nieszczęście trzeba było szyć. Wolałam o tym nie myśleć i skąd Hay to potrafi. Zaczynałam podejrzewać, że umie wszystko, ale się nie odzywałam. Leżałam wygodnie oparta i czekałam grzecznie jak chłopak skończy. Trochę ciągnęło, ale potem poczułam bandaż na ramieniu. Chłopak wytarł pot z czoła. Czułam się zmęczona. Westchnęłam. Przynajmniej jeszcze mnie tak bardzo nie bolało teraz. Widziałam, że chłopak odpala papierosa. Wyciągnęłam mu go z ust i sama paliłam. Chłopak się zaśmiał.
-Powinniśmy się zbierać, za półgodziny mamy samolot- powiedział chłopak. Wstałam z samochodu. Nie wiem jak on chciał mnie pijaną przemycić na pokład samolotu. Nagle poczułam ciepło na ramionach. Jego bluza. No tak musieliśmy zasłonić zakrwawianą koszulkę. Z drugiego auta wyjął jakieś walizki. Byłam tym zdziwiona, ale byłam zmęczona i nie pytałam o nic. Wtuliłam się w jego bluzę. Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, a Hay i ja staliśmy przy odprawie lotu do Paryża obok Mar i Nath'a. Jak oni mnie przeprowadzili przez barierkę to nie wiem. Bynajmniej ostatnie co pamiętałam to jak Hayden całuje mnie w czoło i mówi że muszę się przespać...
czwartek, 13 czerwca 2013
Part VI - Believe me
Stałam tam wręcz jak wryta. Nie wiedziałam czy to co się dookoła mnie dzieje to prawda czy kolejny zbyt rzeczywisty sen. Przełknęłam głośno ślinę. To nie miało prawa się dziać. To było w brew wszystkiemu. Panikowałam?! Może troszeczkę, ale tylko dlatego, że nie wierzyłam, że to prawda. Obiecał i dotrzymał słowa. Po raz kolejny. Łza zamajaczyła w moim oku. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiedziałam co zrobić. Kropla wody wypłynęła na mój policzek. Przyłożyłam drżącą dłoń do ust.
-Nie płacz piękna- usłyszałam uradowany głos loczka. Nie mogłam się powstrzymać i wręcz wpadłam w jego ramiona. Odetchnęłam czując jego dotyk na sobie. Schowałam twarz w jego koszuli. Wiedziałam, że nie zrobi nam krzywdy. Zerknęłam z uśmiechem na Mary. Wyglądała na nieco... zagubioną. Nie dziwiłam się jej, ale byłam za szczęśliwa, aby zwracać na cokolwiek uwagę. Zresztą Hayden chyba zauważył, jak wygląda mina mojej przyjaciółki, więc wyszczerzył się pokazując słodkie dołeczki w policzkach i zwrócił się do swojego towarzysza -Nathan, znasz całą historię więc zabierz Mary do kuchni, a ja chciałbym zamieć kilka słów z Kat, sam na sam- powiedział. Blondynek jako uczynne dziecko, podał mojej przyjaciółce swoje ramię, a ta chwyciła je z lekkim wahaniem, ale oboje wyszli. Zostaliśmy sami. Odsunęłam się od chłopaka na milimetr i zsunęłam z stóp szpilki. Lubiłam je, ale były kurewsko niewygodne. Chłopak usiadł na kanapie, a ja zajęłam miejsce koło niego. Czułam się jak w domu. Bezpieczna i zadowolona. Uśmiechnęłam się szeroko. Oparłam się głową o kanapę. Czy to był sen. Uszczypnęłam się w rękę tak dla pewności. Nic. Wciąż tu byłam. Usłyszałam z boku śmiech Hayden'a. Odwróciłam głowę w jego stronę. Spojrzałam mu w te jego zielone oczy. Miały w sobie taką magiczną moc. Westchnęłam cicho. Chłopak ujął moją dłoń i ścisnął mocniej.
-Od dzisiaj nie będziesz się bała, nie wrócicie tam już- powiedział chłopak przysuwając się do mnie. Patrzyłam na niego zdziwiona. Co On właśnie powiedział?! Jakie nie wracamy? Czyż by... Nie nie chciałam się nakręcać na coś co mogło się nie stać. Wolałam, żeby mi to wyjaśnił. Wzięłam głęboki wdech.
-Ale o czym ty mówisz?!- zapytałam delikatnie zdenerwowana. Nawet jeżeli to było to o czym myślałam, to przecież nie mogło być to aż takie proste, żeby załatwić to nawet w dwa czy trzy dni. Mieliśmy czas do jutra razem. Nagle Hayden spoważniał. Szykowała się chyba jakaś poważna rozmowa czy coś. Bynajmniej wiedziałam jedno. On się starał i to mi bardzo pochlebiało.
-Katy, obiecałem Ci, że zabiorę Cię stąd, Ciebie i Mary i tak zrobię. Dziadkowie Nathan'a mają dom we wschodniej części Francji. Zgodzili się go nam udostępnić. Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj wieczorem stąd. Nie dam Was skrzywdzić. Zależy mi na tym, abyście były obie bezpieczne. Nie musicie się o nic martwić. Wszystko jest załatwione. Bilety na samolot, wasze bagaże, tylko będziemy lecieć dwoma różnymi samolotami, bo muszę coś załatwić. Jednak jeszcze tego samego wieczoru co wy będziemy z Nath'em we Fra...- słuchałam tego jak zaczarowana. Jednak zaraz to przerwałam. Przerwałam mu ten wywód. Nie rozumiałam przez chwilę co do mnie mówi. Przecież... Nie... Czy On właśnie... Chyba się przesłyszałam. Zatkało mnie, ale po chwili się odezwałam.
-Stop! Czy ty mi właśnie powiedziałeś, że zabierasz mnie i Mary do Francji?- zapytałam z niedowierzaniem. Wiedziałam, że Hayden by mnie nie okłamał. Na pewno nie, ale teraz mu nie wierzyłam.
Chłopak westchnął cichutko. Klękną przede mną i złapał za obie dłonie. Spuścił na chwilę głowę, ale zaraz znów na mnie spojrzał. Jego zielone oczy przenikały moje ciało.
-Katy, tak, zabieram was jak najdalej stąd. Będę z wami dopóki ten sukinsyn nie zginie i nie będziecie mogły wrócić z Mary spokojnie do UK, do swoich rodzin- szepnął chłopak. Kilka łez spłynęło mi po policzku. Chłopak szybko je starł. Dzisiaj. Dzisiaj miałyśmy być już wolne od tego całego szajsu jaki przed nami się roztaczał. Od tego burdelu, w którym musiałyśmy pracować. To było za piękne, żeby działo się na prawdę. Zaczęłam kręcić głową. Wmawiając sobie, ze to sen. To tylko sen. Jak mantrę szeptałam: 'to nie prawda, to tylko sen'. Hayden złapał mnie za policzki i zmusił, żebym na niego spojrzała.
-Katy, to nie sen. Zaufaj mi- szepnął. Zajrzałam mu w oczy. Nie mógł kłamać. Mówił prawdę. Westchnęłam głęboko i przytuliłam się do niego. Zaśmiałam się. To było cudowne. Tyle dla nas zrobił. Nie odpłacę mu się za to do końca życia...
*Perspektywa Mary*
To wszystko było cholernie dziwne. Nie miałam bladego pojęcia kim był ten koleś, do którego tak przytulała się Katy, ale wyglądał na miłego. Kiedy Nathan podał mi swoje ramię z delikatnym wahaniem je ujęłam i ruszyliśmy do kuchni. Tam miał mi wyjaśnić wszystko. Usiadłam na dużym barowym krześle przy stoliku. Nath wyjął sok i nalał nam do szklanek, a potem usiadł obok mnie. Wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać jak Katy poznała Hayden'a. To wszystko co mówił było jak rodem wyciągnięte z jakiejś bajki. To było cholernie słodkie i kochane ze strony H. że tak postąpił. Widać było, że zależało mu w jakimś stopniu na Katy, ale dlaczego chcieli również zabrać mnie? Rozumiem, że Kat traktuje mnie jak siostrę, ale aż tak ryzykować? Ona była cudowna. Zresztą to wszystko dzięki Hayden'owi i Nathan'owi, który tak nawiasem mówiąc był całkiem słodziutki i nie wyglądał na to, że ma dwadzieścia dwa lata. Jednak zaniepokoiłam się kiedy usłyszałam, że mój towarzysz oraz przyjaciel panny Smith zabierają nas do Francji.
-Co proszę?!- pisnęłam nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Czyżby On ze mnie żartował? To nie trzymało się kupy. Rozumiem, że na jedną noc, żebyśmy odpoczęły, ale na dłużej?! Oznaczało to... KONIEC PIEKŁA! Zaczęłam oddychać szybciej. Spojrzałam z nadzieją na Nath'a, żeby potwierdził, że dobrze usłyszałam. Ten z promienistym uśmiechem spojrzał na mnie.
-Moi dziadkowie mają dom we Francji nie korzystają z niego i we czwórkę tam zamieszkamy, chcemy, żebyście mogły spokojnie żyć z Kat, aż to momentu kiedy ten palant zniknie z UK i będziecie mogły wrócić do domów- wyjaśnił blondyn. Nie wiedziałam co robię. Rzuciłam się chłopakowi na szyję całując jego twarz w wszelkich miejscach jakich tylko dosięgnąć mogłam. Nawet zahaczyłam o usta. To był najcudowniejszy dzień mojego pieprzonego życia. Nagle to wszystko przerwał dźwięk telefonu. Pewnie mojego towarzysza. Miałam rację. Niebieskooki złapał urządzenie z blatu i przyłożył do ucha.
-Simons- usłyszałam. Czyli to jego nazwisko. Z ciekawością słuchałam co mówi. Jednocześnie chłopak uśmiechał się do mnie i patrzył w oczy. Widziałam, że słucha czegoś zaaferowany, aż nagle powiedział: -Okey, zaraz zabiorę Hayden'a i do was wpadnę.
Potem się rozłączył. Spojrzałam na niego pytająco. Z natury byłam ciekawska, więc pan Simons musi się do tego przyzwyczaić, skoro mamy razem mieszkać przez jakiś czas.
-Mamy odebrać klucze mieszkania we Francji u moich rodziców- powiedział uroczo blondynek. Uśmiechnęłam się do niego. Powoli zaczęliśmy iść do salonu gdzie był Hayden i Katy. Kiedy zobaczyłam swoją przyjaciółkę, zobaczyłam łzy w jej oczach, ale przez to przebijał się uśmiech tak piękny, że miałam ochotę na jego cześć napisać litanię. Podeszłam do dziewczyny mocno ją przytulając.
-To już koniec piekła- szepnęła Kat. Wtuliłam się w nią z uśmiechem. To było coś niesamowitego. Nagle usłyszałam głos loczka.
-To wy sobie porozmawiajcie, a my wrócimy za dwie godzinki- powiedział i pocałował moją przyjaciółkę w czoło. Nathan pomachał mi z szczerym uśmiechem. Wyglądał na szczęśliwego i uradowanego. To dobrze. Panowie zniknęli, a ja oraz Kat usiadłyśmy na kanapie. Rozglądałyśmy się po pomieszczeniu.
-To jakiś cud- szepnęłam.
-Nie cud, to dar- usłyszałam głos dziewczyny. Miała rację. To był najlepszy prezent jaki dostałyśmy kiedykolwiek...
-Nie płacz piękna- usłyszałam uradowany głos loczka. Nie mogłam się powstrzymać i wręcz wpadłam w jego ramiona. Odetchnęłam czując jego dotyk na sobie. Schowałam twarz w jego koszuli. Wiedziałam, że nie zrobi nam krzywdy. Zerknęłam z uśmiechem na Mary. Wyglądała na nieco... zagubioną. Nie dziwiłam się jej, ale byłam za szczęśliwa, aby zwracać na cokolwiek uwagę. Zresztą Hayden chyba zauważył, jak wygląda mina mojej przyjaciółki, więc wyszczerzył się pokazując słodkie dołeczki w policzkach i zwrócił się do swojego towarzysza -Nathan, znasz całą historię więc zabierz Mary do kuchni, a ja chciałbym zamieć kilka słów z Kat, sam na sam- powiedział. Blondynek jako uczynne dziecko, podał mojej przyjaciółce swoje ramię, a ta chwyciła je z lekkim wahaniem, ale oboje wyszli. Zostaliśmy sami. Odsunęłam się od chłopaka na milimetr i zsunęłam z stóp szpilki. Lubiłam je, ale były kurewsko niewygodne. Chłopak usiadł na kanapie, a ja zajęłam miejsce koło niego. Czułam się jak w domu. Bezpieczna i zadowolona. Uśmiechnęłam się szeroko. Oparłam się głową o kanapę. Czy to był sen. Uszczypnęłam się w rękę tak dla pewności. Nic. Wciąż tu byłam. Usłyszałam z boku śmiech Hayden'a. Odwróciłam głowę w jego stronę. Spojrzałam mu w te jego zielone oczy. Miały w sobie taką magiczną moc. Westchnęłam cicho. Chłopak ujął moją dłoń i ścisnął mocniej.
-Od dzisiaj nie będziesz się bała, nie wrócicie tam już- powiedział chłopak przysuwając się do mnie. Patrzyłam na niego zdziwiona. Co On właśnie powiedział?! Jakie nie wracamy? Czyż by... Nie nie chciałam się nakręcać na coś co mogło się nie stać. Wolałam, żeby mi to wyjaśnił. Wzięłam głęboki wdech.
-Ale o czym ty mówisz?!- zapytałam delikatnie zdenerwowana. Nawet jeżeli to było to o czym myślałam, to przecież nie mogło być to aż takie proste, żeby załatwić to nawet w dwa czy trzy dni. Mieliśmy czas do jutra razem. Nagle Hayden spoważniał. Szykowała się chyba jakaś poważna rozmowa czy coś. Bynajmniej wiedziałam jedno. On się starał i to mi bardzo pochlebiało.
-Katy, obiecałem Ci, że zabiorę Cię stąd, Ciebie i Mary i tak zrobię. Dziadkowie Nathan'a mają dom we wschodniej części Francji. Zgodzili się go nam udostępnić. Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj wieczorem stąd. Nie dam Was skrzywdzić. Zależy mi na tym, abyście były obie bezpieczne. Nie musicie się o nic martwić. Wszystko jest załatwione. Bilety na samolot, wasze bagaże, tylko będziemy lecieć dwoma różnymi samolotami, bo muszę coś załatwić. Jednak jeszcze tego samego wieczoru co wy będziemy z Nath'em we Fra...- słuchałam tego jak zaczarowana. Jednak zaraz to przerwałam. Przerwałam mu ten wywód. Nie rozumiałam przez chwilę co do mnie mówi. Przecież... Nie... Czy On właśnie... Chyba się przesłyszałam. Zatkało mnie, ale po chwili się odezwałam.
-Stop! Czy ty mi właśnie powiedziałeś, że zabierasz mnie i Mary do Francji?- zapytałam z niedowierzaniem. Wiedziałam, że Hayden by mnie nie okłamał. Na pewno nie, ale teraz mu nie wierzyłam.
Chłopak westchnął cichutko. Klękną przede mną i złapał za obie dłonie. Spuścił na chwilę głowę, ale zaraz znów na mnie spojrzał. Jego zielone oczy przenikały moje ciało.
-Katy, tak, zabieram was jak najdalej stąd. Będę z wami dopóki ten sukinsyn nie zginie i nie będziecie mogły wrócić z Mary spokojnie do UK, do swoich rodzin- szepnął chłopak. Kilka łez spłynęło mi po policzku. Chłopak szybko je starł. Dzisiaj. Dzisiaj miałyśmy być już wolne od tego całego szajsu jaki przed nami się roztaczał. Od tego burdelu, w którym musiałyśmy pracować. To było za piękne, żeby działo się na prawdę. Zaczęłam kręcić głową. Wmawiając sobie, ze to sen. To tylko sen. Jak mantrę szeptałam: 'to nie prawda, to tylko sen'. Hayden złapał mnie za policzki i zmusił, żebym na niego spojrzała.
-Katy, to nie sen. Zaufaj mi- szepnął. Zajrzałam mu w oczy. Nie mógł kłamać. Mówił prawdę. Westchnęłam głęboko i przytuliłam się do niego. Zaśmiałam się. To było cudowne. Tyle dla nas zrobił. Nie odpłacę mu się za to do końca życia...
*Perspektywa Mary*
To wszystko było cholernie dziwne. Nie miałam bladego pojęcia kim był ten koleś, do którego tak przytulała się Katy, ale wyglądał na miłego. Kiedy Nathan podał mi swoje ramię z delikatnym wahaniem je ujęłam i ruszyliśmy do kuchni. Tam miał mi wyjaśnić wszystko. Usiadłam na dużym barowym krześle przy stoliku. Nath wyjął sok i nalał nam do szklanek, a potem usiadł obok mnie. Wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać jak Katy poznała Hayden'a. To wszystko co mówił było jak rodem wyciągnięte z jakiejś bajki. To było cholernie słodkie i kochane ze strony H. że tak postąpił. Widać było, że zależało mu w jakimś stopniu na Katy, ale dlaczego chcieli również zabrać mnie? Rozumiem, że Kat traktuje mnie jak siostrę, ale aż tak ryzykować? Ona była cudowna. Zresztą to wszystko dzięki Hayden'owi i Nathan'owi, który tak nawiasem mówiąc był całkiem słodziutki i nie wyglądał na to, że ma dwadzieścia dwa lata. Jednak zaniepokoiłam się kiedy usłyszałam, że mój towarzysz oraz przyjaciel panny Smith zabierają nas do Francji.
-Co proszę?!- pisnęłam nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Czyżby On ze mnie żartował? To nie trzymało się kupy. Rozumiem, że na jedną noc, żebyśmy odpoczęły, ale na dłużej?! Oznaczało to... KONIEC PIEKŁA! Zaczęłam oddychać szybciej. Spojrzałam z nadzieją na Nath'a, żeby potwierdził, że dobrze usłyszałam. Ten z promienistym uśmiechem spojrzał na mnie.
-Moi dziadkowie mają dom we Francji nie korzystają z niego i we czwórkę tam zamieszkamy, chcemy, żebyście mogły spokojnie żyć z Kat, aż to momentu kiedy ten palant zniknie z UK i będziecie mogły wrócić do domów- wyjaśnił blondyn. Nie wiedziałam co robię. Rzuciłam się chłopakowi na szyję całując jego twarz w wszelkich miejscach jakich tylko dosięgnąć mogłam. Nawet zahaczyłam o usta. To był najcudowniejszy dzień mojego pieprzonego życia. Nagle to wszystko przerwał dźwięk telefonu. Pewnie mojego towarzysza. Miałam rację. Niebieskooki złapał urządzenie z blatu i przyłożył do ucha.
-Simons- usłyszałam. Czyli to jego nazwisko. Z ciekawością słuchałam co mówi. Jednocześnie chłopak uśmiechał się do mnie i patrzył w oczy. Widziałam, że słucha czegoś zaaferowany, aż nagle powiedział: -Okey, zaraz zabiorę Hayden'a i do was wpadnę.
Potem się rozłączył. Spojrzałam na niego pytająco. Z natury byłam ciekawska, więc pan Simons musi się do tego przyzwyczaić, skoro mamy razem mieszkać przez jakiś czas.
-Mamy odebrać klucze mieszkania we Francji u moich rodziców- powiedział uroczo blondynek. Uśmiechnęłam się do niego. Powoli zaczęliśmy iść do salonu gdzie był Hayden i Katy. Kiedy zobaczyłam swoją przyjaciółkę, zobaczyłam łzy w jej oczach, ale przez to przebijał się uśmiech tak piękny, że miałam ochotę na jego cześć napisać litanię. Podeszłam do dziewczyny mocno ją przytulając.
-To już koniec piekła- szepnęła Kat. Wtuliłam się w nią z uśmiechem. To było coś niesamowitego. Nagle usłyszałam głos loczka.
-To wy sobie porozmawiajcie, a my wrócimy za dwie godzinki- powiedział i pocałował moją przyjaciółkę w czoło. Nathan pomachał mi z szczerym uśmiechem. Wyglądał na szczęśliwego i uradowanego. To dobrze. Panowie zniknęli, a ja oraz Kat usiadłyśmy na kanapie. Rozglądałyśmy się po pomieszczeniu.
-To jakiś cud- szepnęłam.
-Nie cud, to dar- usłyszałam głos dziewczyny. Miała rację. To był najlepszy prezent jaki dostałyśmy kiedykolwiek...
sobota, 1 czerwca 2013
Part V - Dream
Nie byłam pewna do końca co się działo dookoła mnie. Stałam na złotym piasku, ubrana w lekką białą sukienkę, a delikatny wiatr rozwiewał moje włosy. Przede mną rozciągało się błękitne morze. Cały ten widok zakłócał brązowy pomost wżynający się w cudowną taflę wody, którą zakłócały pojedyncze fale. Na dodatek zachodzące słońce dodawało kolorowych refleksów nie tylko niebu, ale również jego odbiciu na ziemi. Jednak moją uwagę przykuła postać, która stała plecami do mnie, ukazując mięśnie i to, że najprawdopodobniej ma ręce założone na piersi. Nie wiele myśląc zaczęłam powoli kierować się w stronę chłopaka. Nie trudząc się ściąganiem sukienki moczyłam ją wchodząc coraz głębiej i zbliżając się do chłopaka w loczkach. Nic mnie nie obchodziło. Po prostu szłam jak zaczarowana. Chłopak zaniepokojony dźwiękiem wzburzonej wody przez moje ruchy, odwrócił się w moją stronę. Napotkałam jego wzrok, z którego tryskała czysta radość. Uśmiechnął się. Nie mogąc się powstrzymać zrobiłam to samo. Wyciągnął ku mnie dużą dłoń. Bez wahania mu ją podałam. Nagle znalazłam się w jego ramionach. Wtuliłam się w niego z nadzieją. TO było całkiem inne uczucie niż to, które czułam do tej pory. Wiedziałam teraz, że jestem... bezpieczna. Kilka kropel łez spadło na moja policzki. Zadrżałam słabo, kiedy zawiał chłodny wiatr. Na szczęście nagi tors chłopaka idealnie mnie ogrzewał. Nie potrafiłam uwierzyć, że to dzieje się na prawdę.
-Gdybym wiedział, że wstaniesz wcześniej to bym jeszcze leżał koło Ciebie- zaśmiał się chłopak. Jego głos pieścił moje uszy. Ciepłe mrowienie przeszło po moich plecach. Rozluźniłam się.
-Miałam zły sen po prostu- westchnęłam, a głos mi się załamał na wspomnienie poprzednich zdarzeń. Loczek zareagował jakby odruchowo. Chyba się domyślił co takiego widziałam, skoro sam się spiął i jeszcze mocniej mnie przytulił całując w czoło.
-Obiecałem, że nie dam Cię więcej skrzywdzić i dotrzymam słowa- powiedział, podnosząc moją głowę ku górze. Zobaczyłam jego śliczne zielone oczy, które tak uwielbiałam. Nagle chłopak nachylił się nade mną i już miał musnąć moje usta kiedy poczułam szarpanie za ramię. Odwróciłam się do tyłu. Nic. Tylko niebo pociemniało. Wróciłam do poprzedniej pozycji. Hayden zniknął. Zostałam sama. Znów pociągnięcie za ramię. Zanurzyłam się w wodzie. Nie mogłam się wydostać na powierzchnię, traciłam przytomność. Kiedy następnym razem otworzyłam oczy po raz kolejny, uderzyło mnie światło, które rzucała lampa w sypialni mojej i Mary. Kurwa! Czemu się obudziłam?! Spojrzałąm w bok. Wiedziałam czyja to sprawka. jak zawsze musiał rozpierdolić coś co było dla mnie ważne. Mogłam się tego spodziewać.
-Czego chcesz Mike?!- warknęłam jakby mi kota co najmniej zabił czy coś. Facet zaśmiał się radośnie jakbym mu dała największy prezent na Gwiazdkę jaki bym tylko mogła. Zerknęłam na zegarek. Była szósta rano. Powinnam móc jeszcze spać, a Mike nie przychodził do MOJEJ sypialni bez powodu. Tylko jak było na prawdę ważne zlecenia, czyli jak sam chciał zobaczyć jak cierpię musząc się zgadzać na jego zalecenia i wręcz rozkazy. To było najgorsze. Jeżeli nie zrobiłam mogłam zginąć nie tylko ja, ale też Mary, a tego bym nie przeżyła. Przecież Ona była dla mnie wszystkim. Jak taka młodsza siostra, co tam, że w moim wieku. Kochałam ją i tylko ją miałam, nikogo więcej. Może i był jeszcze Hayden, ale nie wiedziałam do końca na ile mogę mu zaufać. To się dopiero okaże.
Alfons poklepał mnie po ramieniu, aby zwrócić na siebie moją uwagę, na co ja zareagowałam tym, że się odsunęłam w bok o mało nie spadając z łóżka, ale wolałam to niż żeby znów miała poczuć jego śmierdzącą łapę na sobie. Za bardzo go nienawidziłam po tym wszystkim.
-Pewien pan zapłacił mi grubą kasę za Ciebie oraz Mary, więc spędzicie z nim obie cały dzień- powiedział mężczyzna. Wiedziałam, że cieszy się jak wariat z tego, bo nie mogłam odmówić, a co gorsza nie mogłam chronić Mery. Ten facet nie znosił sprzeciwu, co oznaczało, że jedyną deką do uratowania Mery było to, że jakoś dogadam się z klientem. Nie mogłam uwierzyć, że ten chuj tak postąpi. Dla kasy był gotów złamać wszystkie przysięgi, a nawet zaprzedać duszę diabłu. To było najgorsze. Na dodatek wydawał się czerpać chorą satysfakcję z tego, że ja cierpiałam i na dodatek nie mogłam się postawić jak zawsze, bo tu chodziło o moją przyjaciółkę. Westchnęłam tylko biorąc głęboki wdech, żeby mu nie zajebać w mordę, aż by się krwią polał. Nie mogłam tego zrobić dla jedynej osoby, której na mnie zależało. Kiwnęłam tylko potakująco głową. Widziałam jego szeroki uśmiech. Chciałam go zabić, ale nie mogłam, bo jeżeli bym coś zbabrała to zginęła by też dziewczyna śpiąca obok mnie. Tak być nie mogło.
-Za ile mamy być gotowe?- zapytałam smutno, mając nadzieję, że powie iż na wieczór, jednak jak zawsze musiał mnie zabić, dobić i jeszcze skopać. Cały Mike.
-Za godzinę- powiedział i wyszedł z pokoju. Myślałam, że się załamię. Podeszłam do łóżka Me. Jednak ona już nie spała. Spojrzałam na nią przepraszająco, a Ona się tylko uśmiechnęła do mnie. Wiedziałam, że słyszała wszystko. W końcu Mike najciszej nie mówił. Dziewczyna wstała z łóżka, starając się dodać mi otuchy. Wiedziała, że przeżywam to jeszcze gorzej niż ona, bo tyle razy jej o tym mówiłam. Jednak Ona wydawała się nie wzruszona. Wiedziałyśmy oczywiście, że tak się stanie pewnego dnia, że jednak ten kretyn odwali nam taki numer, ale nie sądziłyśmy, że tak szybko. Moja współlokatorka mnie przytuliła i ruszyła w kierunku łazienki.
-Będzie dobrze, a teraz przyszykuj nam jakieś ciuchy- powiedziała. Byłam z niej dumna za ta zimną krew. Wiedziałam, że powinnam zrobić to samo. Kilka wdechów i zajrzałam do szafy. Nie mogłyśmy jak totalne dziwki wyglądać, bo często klientom zależało na dyskrecji. Wyciągnęłam więc z szafy dla Mar ciemną sukienkę do kolan, która ładnie będzie opinała jej talię, szarą marynarkę oraz buty na delikatnym obcasie. Dla siebie jednak mogłam wybrać coś bardziej szalonego. Byłam bardziej w to wszystko wprawiona. Wyciągnęłam z szafy czarne rurki opinające mój tyłek jak siatka szynkę, białą koszulę na ramiączka z falbankami przy dekoldzie, skórę i mega wysokie czarne szpilki. Wiedziałam, że będę wyglądała w tym seksownie, ale na dość normalnie, żeby nikt się nie połapał. Po chwili z naszej łazienki wyszła już umalowana i uczesana Mary. Miała na głowie długiego warkocza, przez którego przewijały się różowe pasma włosów. Już teraz wiedziałam, że będzie wyglądała pięknie. Podałam jej ciuchy i bez słowa ruszyłam do łazienki pod prysznic, potem makijaż i związanie włosów na czubku głowy i uformowanie ich w koka. Wcisnęłam się w ciuchy i wyszłam do pokoju. Usłyszał jak ktoś zaciąga się powietrzem. Mary. Spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie z zachwytem wymalowanym w oczach. Czyli wyglądałam dobrze. Złapałam torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Jeszcze tylko kiedy moja przyjaciółka nie patrzyła przerzuciłam telefon w stanik. Potem złapałam ją za dłoń i ruszyłyśmy na dół. Przeszłyśmy przez pusty klub i wyszłyśmy do korytarza gdzie czekał na nas Mike. Do takiego klienta miała nas wieść sam. Pilnował, żebyśmy dotarły tam. Zaprowadził nas prosto do swojego luksusowego czarnego auta. Razem z współlokatorką usiadłyśmy z tyłu. Nie rozmawiałyśmy ze sobą nawet podczas jazdy. Żadna z nas nie widziała powodu, aby się odezwać. Zresztą wolałyśmy nie rozmawiać przy Mike'u tak było bezpieczniej dla nas obu.
Po paru minutach zatrzymaliśmy przed wielką willą z basenem. Otworzyłam szerzej oczy. Co to kurwa było?! Nie chciałam wiedzieć ile ten koleś był w stanie zapłacić za NAS. Nim się obejrzałam alfons otworzył nam drzwi. Trzymając przyjaciółkę za rękę wyskoczyłam z auta i skierowałam się za naszym 'mentorem' w kierunku bramy, gdzie czekał na nas już jakiś słodki blondynek o błękitnych oczach. Wyglądał tak niewinnie. Nawet nie mogłam uwierzyć, że to On chciał korzystać z naszych 'usług'. Podeszliśmy do niego. Facet pchnął nas w stronę niebieskookiego. Podeszłyśmy do niego niepewnie. Usłyszałam nagle śmiech tego sukinsyna.
-Zajmij się dobrze tymi paniusiami- powiedział i wrócił do auta. Blondyn odpowiedział coś co brzmiało 'o to się nie martw', ale nie byłam pewna, bo skupiłam się na Mary. Chłopak pociągnął nas w kierunku willi. Była wielka jak nie powiem co. Ja myślałam, że mamy z Mar największy pokój, ale to co było przede mną to było tysiąc razy większe niż moja sypialnia. Weszliśmy we trójkę do środka. Szczerze to nie wiedziałyśmy czego oczekuje od nas ten koleś. Już miałam o to zapytać, kiedy sam się odezwał.
-Nazywam się Nathan, ale to nie ja płaciłem temu typkowi za was, tylko On- w jednej chwili serce stanęło mi w gardle. Czyli blondyn był tylko jakimś posłańcem? Przestraszyłam się kogo możemy zastać w takim pałacu. Podejrzewałam, że jakiegoś zramolałego dziada, ale kiedy ktoś wyłonił się zza ściany, moja szczęka wręcz opadła do ziemi i to dosłownie! W tej chwili byłam zaskoczona, a w mojej głowie kręcił się jeden wyraz: 'O kurwa!'...
-Gdybym wiedział, że wstaniesz wcześniej to bym jeszcze leżał koło Ciebie- zaśmiał się chłopak. Jego głos pieścił moje uszy. Ciepłe mrowienie przeszło po moich plecach. Rozluźniłam się.
-Miałam zły sen po prostu- westchnęłam, a głos mi się załamał na wspomnienie poprzednich zdarzeń. Loczek zareagował jakby odruchowo. Chyba się domyślił co takiego widziałam, skoro sam się spiął i jeszcze mocniej mnie przytulił całując w czoło.
-Obiecałem, że nie dam Cię więcej skrzywdzić i dotrzymam słowa- powiedział, podnosząc moją głowę ku górze. Zobaczyłam jego śliczne zielone oczy, które tak uwielbiałam. Nagle chłopak nachylił się nade mną i już miał musnąć moje usta kiedy poczułam szarpanie za ramię. Odwróciłam się do tyłu. Nic. Tylko niebo pociemniało. Wróciłam do poprzedniej pozycji. Hayden zniknął. Zostałam sama. Znów pociągnięcie za ramię. Zanurzyłam się w wodzie. Nie mogłam się wydostać na powierzchnię, traciłam przytomność. Kiedy następnym razem otworzyłam oczy po raz kolejny, uderzyło mnie światło, które rzucała lampa w sypialni mojej i Mary. Kurwa! Czemu się obudziłam?! Spojrzałąm w bok. Wiedziałam czyja to sprawka. jak zawsze musiał rozpierdolić coś co było dla mnie ważne. Mogłam się tego spodziewać.
-Czego chcesz Mike?!- warknęłam jakby mi kota co najmniej zabił czy coś. Facet zaśmiał się radośnie jakbym mu dała największy prezent na Gwiazdkę jaki bym tylko mogła. Zerknęłam na zegarek. Była szósta rano. Powinnam móc jeszcze spać, a Mike nie przychodził do MOJEJ sypialni bez powodu. Tylko jak było na prawdę ważne zlecenia, czyli jak sam chciał zobaczyć jak cierpię musząc się zgadzać na jego zalecenia i wręcz rozkazy. To było najgorsze. Jeżeli nie zrobiłam mogłam zginąć nie tylko ja, ale też Mary, a tego bym nie przeżyła. Przecież Ona była dla mnie wszystkim. Jak taka młodsza siostra, co tam, że w moim wieku. Kochałam ją i tylko ją miałam, nikogo więcej. Może i był jeszcze Hayden, ale nie wiedziałam do końca na ile mogę mu zaufać. To się dopiero okaże.
Alfons poklepał mnie po ramieniu, aby zwrócić na siebie moją uwagę, na co ja zareagowałam tym, że się odsunęłam w bok o mało nie spadając z łóżka, ale wolałam to niż żeby znów miała poczuć jego śmierdzącą łapę na sobie. Za bardzo go nienawidziłam po tym wszystkim.
-Pewien pan zapłacił mi grubą kasę za Ciebie oraz Mary, więc spędzicie z nim obie cały dzień- powiedział mężczyzna. Wiedziałam, że cieszy się jak wariat z tego, bo nie mogłam odmówić, a co gorsza nie mogłam chronić Mery. Ten facet nie znosił sprzeciwu, co oznaczało, że jedyną deką do uratowania Mery było to, że jakoś dogadam się z klientem. Nie mogłam uwierzyć, że ten chuj tak postąpi. Dla kasy był gotów złamać wszystkie przysięgi, a nawet zaprzedać duszę diabłu. To było najgorsze. Na dodatek wydawał się czerpać chorą satysfakcję z tego, że ja cierpiałam i na dodatek nie mogłam się postawić jak zawsze, bo tu chodziło o moją przyjaciółkę. Westchnęłam tylko biorąc głęboki wdech, żeby mu nie zajebać w mordę, aż by się krwią polał. Nie mogłam tego zrobić dla jedynej osoby, której na mnie zależało. Kiwnęłam tylko potakująco głową. Widziałam jego szeroki uśmiech. Chciałam go zabić, ale nie mogłam, bo jeżeli bym coś zbabrała to zginęła by też dziewczyna śpiąca obok mnie. Tak być nie mogło.
-Za ile mamy być gotowe?- zapytałam smutno, mając nadzieję, że powie iż na wieczór, jednak jak zawsze musiał mnie zabić, dobić i jeszcze skopać. Cały Mike.
-Za godzinę- powiedział i wyszedł z pokoju. Myślałam, że się załamię. Podeszłam do łóżka Me. Jednak ona już nie spała. Spojrzałam na nią przepraszająco, a Ona się tylko uśmiechnęła do mnie. Wiedziałam, że słyszała wszystko. W końcu Mike najciszej nie mówił. Dziewczyna wstała z łóżka, starając się dodać mi otuchy. Wiedziała, że przeżywam to jeszcze gorzej niż ona, bo tyle razy jej o tym mówiłam. Jednak Ona wydawała się nie wzruszona. Wiedziałyśmy oczywiście, że tak się stanie pewnego dnia, że jednak ten kretyn odwali nam taki numer, ale nie sądziłyśmy, że tak szybko. Moja współlokatorka mnie przytuliła i ruszyła w kierunku łazienki.
-Będzie dobrze, a teraz przyszykuj nam jakieś ciuchy- powiedziała. Byłam z niej dumna za ta zimną krew. Wiedziałam, że powinnam zrobić to samo. Kilka wdechów i zajrzałam do szafy. Nie mogłyśmy jak totalne dziwki wyglądać, bo często klientom zależało na dyskrecji. Wyciągnęłam więc z szafy dla Mar ciemną sukienkę do kolan, która ładnie będzie opinała jej talię, szarą marynarkę oraz buty na delikatnym obcasie. Dla siebie jednak mogłam wybrać coś bardziej szalonego. Byłam bardziej w to wszystko wprawiona. Wyciągnęłam z szafy czarne rurki opinające mój tyłek jak siatka szynkę, białą koszulę na ramiączka z falbankami przy dekoldzie, skórę i mega wysokie czarne szpilki. Wiedziałam, że będę wyglądała w tym seksownie, ale na dość normalnie, żeby nikt się nie połapał. Po chwili z naszej łazienki wyszła już umalowana i uczesana Mary. Miała na głowie długiego warkocza, przez którego przewijały się różowe pasma włosów. Już teraz wiedziałam, że będzie wyglądała pięknie. Podałam jej ciuchy i bez słowa ruszyłam do łazienki pod prysznic, potem makijaż i związanie włosów na czubku głowy i uformowanie ich w koka. Wcisnęłam się w ciuchy i wyszłam do pokoju. Usłyszał jak ktoś zaciąga się powietrzem. Mary. Spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie z zachwytem wymalowanym w oczach. Czyli wyglądałam dobrze. Złapałam torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Jeszcze tylko kiedy moja przyjaciółka nie patrzyła przerzuciłam telefon w stanik. Potem złapałam ją za dłoń i ruszyłyśmy na dół. Przeszłyśmy przez pusty klub i wyszłyśmy do korytarza gdzie czekał na nas Mike. Do takiego klienta miała nas wieść sam. Pilnował, żebyśmy dotarły tam. Zaprowadził nas prosto do swojego luksusowego czarnego auta. Razem z współlokatorką usiadłyśmy z tyłu. Nie rozmawiałyśmy ze sobą nawet podczas jazdy. Żadna z nas nie widziała powodu, aby się odezwać. Zresztą wolałyśmy nie rozmawiać przy Mike'u tak było bezpieczniej dla nas obu.
Po paru minutach zatrzymaliśmy przed wielką willą z basenem. Otworzyłam szerzej oczy. Co to kurwa było?! Nie chciałam wiedzieć ile ten koleś był w stanie zapłacić za NAS. Nim się obejrzałam alfons otworzył nam drzwi. Trzymając przyjaciółkę za rękę wyskoczyłam z auta i skierowałam się za naszym 'mentorem' w kierunku bramy, gdzie czekał na nas już jakiś słodki blondynek o błękitnych oczach. Wyglądał tak niewinnie. Nawet nie mogłam uwierzyć, że to On chciał korzystać z naszych 'usług'. Podeszliśmy do niego. Facet pchnął nas w stronę niebieskookiego. Podeszłyśmy do niego niepewnie. Usłyszałam nagle śmiech tego sukinsyna.
-Zajmij się dobrze tymi paniusiami- powiedział i wrócił do auta. Blondyn odpowiedział coś co brzmiało 'o to się nie martw', ale nie byłam pewna, bo skupiłam się na Mary. Chłopak pociągnął nas w kierunku willi. Była wielka jak nie powiem co. Ja myślałam, że mamy z Mar największy pokój, ale to co było przede mną to było tysiąc razy większe niż moja sypialnia. Weszliśmy we trójkę do środka. Szczerze to nie wiedziałyśmy czego oczekuje od nas ten koleś. Już miałam o to zapytać, kiedy sam się odezwał.
-Nazywam się Nathan, ale to nie ja płaciłem temu typkowi za was, tylko On- w jednej chwili serce stanęło mi w gardle. Czyli blondyn był tylko jakimś posłańcem? Przestraszyłam się kogo możemy zastać w takim pałacu. Podejrzewałam, że jakiegoś zramolałego dziada, ale kiedy ktoś wyłonił się zza ściany, moja szczęka wręcz opadła do ziemi i to dosłownie! W tej chwili byłam zaskoczona, a w mojej głowie kręcił się jeden wyraz: 'O kurwa!'...
niedziela, 26 maja 2013
Part IV - I can help you
Nie wiem ile tak siedziałam. Wciąż nie wierzyłam, że coś takiego
mogło mi się przytrafić. Przecież przez całe życie byłam nikim. Jedyną
rzeczą jaka mi pokazywała, że to mi się nie przyśniło była jego koszula,
która wciąż spoczywała na moich ramionach. Wtuliłam się w materiał
zaciągając się zapachem perfum. Tak pięknie pachniały. Przypominały mi o
Nim. Tym przystojniaku o zielonych oczach i burzą ciemnych loków na
głowie, który zobaczył we mnie kogoś kto moim zdaniem zniknął. Zobaczył
we mnie tą Katy, która musiała zostać stłumiona, bo w innym wypadku za
pewne chłopak nie zdążył by mnie poznać, bo jedyną ucieczką od tego
piekła była śmierć. Kiedyś usłyszałam, że mogłabym uciec. Owszem.
Mogłam, ale Mike miał tak długie macki władzy, że by mnie znalazł zanim
zdążyłabym cokolwiek zrobić. Strach po prostu mnie paraliżował. Taka
była prawda. Nie wiem jak długo tak rozmyślałam, ale raczej sporawy
kawałek czasu. Położyłam się na mojej pościeli i przymknęłam oczy. Z
zamyślenia wyrwało mi potężne trzaśnięcie drzwi. Myślałam, że to
przerażona Mary, przybiegła zobaczyć czy wszystko ze mną w porządku, ale
zamiast niej zobaczyłam grubego faceta. Wyglądał na wściekłego i
podburzonego. Spojrzałam na niego z przestrachem. Czyżby Hayden mu nie
zapłacił? Nie, loczek nie zrobiłby mi tego. Mike podszedł do mnie
wyciągając z łóżka i uderzając w twarz z całej siły. Poczułam krew w
ustach i, że coś płynie mi po górnej wardze. Przejechałam tam dłonią.
Stróżka czerwonego płynu. Nogi zachwiały się pode mną. Jednak alfons
trzymał mnie w potężnym uścisku. Nie wiedziałam co się dzieje.
Przecież... To nie ja zawiniłam, tylko klient się ode mnie odsunął. Ja
robiłam wszystko tak jak robić to miałam. Zaczęłam dyszeć ciężko. Ten
sukinsyn wyglądał jakby brał jakąś chorą satysfakcję z widoku krwi na
moich policzkach. Mężczyzna pchnął mnie na ścianę z całej siły tak, że
uderzyłam o nią głową i straciłam na chwilę przytomność. Kiedy się
ocknęłam czekał mnie nie miły cios w brzuch. Zwijałam się z bólu. Nawet
nie wiedziałam za co tak obrywam. A On? Uśmiechał się chytrze. Widział,
że cierpiałam. Wszystko mnie bolało, dosłownie wszystko. Nagle zostałam
puszczona. Osunęłam się po ścianie na podłogę, gdzie zarobiłam jeszcze
parę kopów w brzuch, co tylko spotęgowało falę krwi na podłodze
sypialni. Przy mnie w zastraszającym tempie rosła wielka kałóża
składająca się na moje słone łzy i czerwoną ciecz wydostającą się z
mojego nosa i ust. Dyszałam jak po maratonie. Nagle poczułam jak facet
łapie mnie za szyję i znów podnosi przygniatając do ściany. Powoli
traciłam oddech. Mike coraz mocniej ściskał moje gardło.
-Chyba Ci mówiłem, że to w jaki sposób tu jesteś ma być tajemnicą, co?- warknął. Jeszcze mocniej zaciskając dłoń. Brakowało mi powietrza. Złapałam dłońmi jego nadgarstek, wbijając w niego paznokcie. Nic to nie dało. Czyli pewnie Hayden coś powiedział. Był wściekły jak wychodził ode mnie. Może powiedział coś w przypływie emocji. Sama nie wiedziałam. Przymknęłam oczy. Zapas tlenu mi się skończył, a ja nie mogłam już oddychać. Zaczęłam wierzgać nogami, które wisiały delikatnie nad ziemią. Krew powoli odpływała mi z twarzy. Czułam wręcz jak blednę. -Masz jednak szczęście, że Hayden sporo za Ciebie zapłacił i pewnie byłby wściekły gdybyś nagle zniknęła z klubu. Tym razem nic Ci nie zrobię, ale za kolejną niesubordynację, najpierw zabiję Mary, a potem Ciebie[/b]- powiedział mi do ucha i na szczęście puścił mnie. Znów osunęłam się po ścianie. Prosto w kałużę krwi. Mike nic nie zrobił z tym. Po prostu wyszedł. Leżałam tak jakbym już była martwa. Łzy mieszały się z krwią. Czułam charakterystyczny metaliczny smak w ustach. Oddychałam głośno i mocno. Hiperwentylacja była najlepszym określeniem tego wszystkiego. Potem znów otworzyły się drzwi. Przestraszona skuliłam się. Za chwilę usłyszałam cichy pisk. Dziewczęcy głos coś do mnie mówił, ale ja już nie kontaktowałam. Słyszałam jak przez mgłę swoje imię, wzrok mi szwankował. Wszystko było takie zamazane. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Potem była już tylko przytłaczająca moją posturę ciemność.
***
Nie wiem ile byłam nie przytomna, ale kiedy się ocknęłam siedziała przy mnie Mary. Miała zapuchnięte oczy. Musiałą płakać. Spojrzałam za okno. Było ciemno. Głowa mnie bolała jakbym co najmniej kamieniem w nia dostała. Jęknęłam głucho. Podniosłam się na łokciu. Dziewczyna patrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Ile byłam nie przytomna?- zapytałam. Jak Hayden wychodził ode mnie była północ. Potem tamte wydarzenia... Skoro było ciemno musiałam być nie przytomna cały dzień, a ten sukinsyn nawet po pogotowie nie zadzwonił. Mary spojrzała na mnie załamana.
-Cały dzień. Mike powiedział, że jak się obudzisz mam Ci przekazać, że przez kilka dni będziesz tylko kelnerką[/b]- westchnęła dziewczyna. Skoro nie wypytywała mnie o co poszło to oznaczało, że Mike musiał jej powiedzieć. A skoro miałam przerwę w prostytucji to pewnie moja twarz wyglądała okropnie. Przynajmniej będę miała troszeczkę wolnego.
Nic nie odpowiedziałam. Wstałam tylko z łóżka i ubrałam uniform baru czyli szorty, czarny stanik i czerwona czapka z daszkiem. Mary już dawno była ubrana. Weszłam jeszcze do łazienki chcąc zobaczyć jak się prezentuję. Wyglądałam cholernie źle! Podbite oko, opuchnięta twarz, masa siniaków i rozcięta warga. Nałożyłam makijażu, żeby zasłonił to co najgorsze. Zresztą w klubie ciemno było, więc nikt pewnie nie zauważy, ze coś jest nie tak.
Razem z Mary zeszłyśmy do baru. Chodziłyśmy z drinkami po pomieszczeniu. Mike wkręcił, że jestem obłożnie chora i nie mogę śpiewać, bo największą uwagę zwraca na zdrowie pracowników. Zaśmiałam się jak głupia. Kilku ludzi spoglądało na mnie ze zdziwieniem, ale ja po prostu ryszał przed siebie z tacą pełną drinków i piw. Nie minęła chwila a taca była pusta. Wracałam do baru po koleją porcję trunku, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę do góry co było największym błędem na świecie.
-Co Ci się stało?- usłyszałam pytanie. Kiedy spuściłam głowę, On złapał mnie za brodę i uniósł ku górze. Przyglądał sie temu co zgotował mi wczoraj Mike. Widziałam w jego oczach ból, strach, złość i coś jeszcze, tylko nie umiałam tego zlokalizować.
-Nic- szepnęłam. Oczywiste, że kłamałam. Przecież nie powiem mu prawdy. Choć pewnie już sam się domyślił co się stało. Miałam rację. Jeszcze chwilę się mi przyglądał, a potem warknął:
-Zabiję sukinsyna
Złapałam go za ramię, przyciągając do siebie. Nie wiedziałam skąd u mnie taki odruch. Wtuliłam się w niego.
-Hayden, jeżeli coś powiesz to ja dostanę- powiedziałam. Oczywiście, że mu nie powiedziałam, ze Mike pobił mnie, bo On interweniował. Chłopak objął mnie, a po chwili poczułam jak wsuwa mi coś pod materiał spodenek. Coś zimnego i metalicznego. Spojrzałam na swoje szorty. Zobaczyłam telefon. Spojrzałam na chłopaka pytająco.
-Chcę pomóc Tobie i Mary, ale musicie współpracować- powiedział. Uśmiechnęłam się szeroko do niego. Był taki kochany. Pokiwałam potakująco głową, wsuwając komórkę jeszcze głębiej, żeby mi nie wypadła, ale żeby też nikt jej nie zauważył. -Muszę iść, bo Mike nie pała do mnie miłością- powiedział chłopak. No tak. Nie dziwiłam się. Zresztą pewnie gdyby zobaczył teraz mnie i Hayden'a dostałby jakiejś apopleksji, a wtedy mogłam żegnać się z życiem. Chłopak jak nagle się zjawił, tak nagle zniknął. Jednak zanim rozpłyną się wśród tłumu, ucałował mój policzek.
Resztę wieczoru biegałam jak debilka, zadowolona i uradowana tym wszystkim. Po skończonej pracy padłam na łóżko jak kawka. Telefon leżał pod poduszką. Nawet Mary o nim nie powiedziałam. Nagle poczułam wibrację. Moja przyjaciółka spała, więc spokojnie wyjęłam telefon. Uśmiechnęłam się widząc wiadomość.
Masz wiadomość od: Hayden
Słodkich snów księżniczko ;*
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dziękuję. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy...
Masz wiadomość od: Hayden
To nastąpi szybciej niż myślisz, dobranoc ;)
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dobranoc <3
Nie miałam bladego pojęcia o co może mu chodzić, ale czułam, że On nigdy nie rzuca słów na wiatr. Miałam nadzieję, ze niedługo znów zobaczę jego ciemne loczki i zielone oczy. Zasnęłam myśląc o Nim. Nawet nie wiedziałam, że zaprząta mi ciągle swoją osobą moje myśli, a co najlepsze prawdopodobnie serce i duszę...
-Chyba Ci mówiłem, że to w jaki sposób tu jesteś ma być tajemnicą, co?- warknął. Jeszcze mocniej zaciskając dłoń. Brakowało mi powietrza. Złapałam dłońmi jego nadgarstek, wbijając w niego paznokcie. Nic to nie dało. Czyli pewnie Hayden coś powiedział. Był wściekły jak wychodził ode mnie. Może powiedział coś w przypływie emocji. Sama nie wiedziałam. Przymknęłam oczy. Zapas tlenu mi się skończył, a ja nie mogłam już oddychać. Zaczęłam wierzgać nogami, które wisiały delikatnie nad ziemią. Krew powoli odpływała mi z twarzy. Czułam wręcz jak blednę. -Masz jednak szczęście, że Hayden sporo za Ciebie zapłacił i pewnie byłby wściekły gdybyś nagle zniknęła z klubu. Tym razem nic Ci nie zrobię, ale za kolejną niesubordynację, najpierw zabiję Mary, a potem Ciebie[/b]- powiedział mi do ucha i na szczęście puścił mnie. Znów osunęłam się po ścianie. Prosto w kałużę krwi. Mike nic nie zrobił z tym. Po prostu wyszedł. Leżałam tak jakbym już była martwa. Łzy mieszały się z krwią. Czułam charakterystyczny metaliczny smak w ustach. Oddychałam głośno i mocno. Hiperwentylacja była najlepszym określeniem tego wszystkiego. Potem znów otworzyły się drzwi. Przestraszona skuliłam się. Za chwilę usłyszałam cichy pisk. Dziewczęcy głos coś do mnie mówił, ale ja już nie kontaktowałam. Słyszałam jak przez mgłę swoje imię, wzrok mi szwankował. Wszystko było takie zamazane. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Potem była już tylko przytłaczająca moją posturę ciemność.
***
Nie wiem ile byłam nie przytomna, ale kiedy się ocknęłam siedziała przy mnie Mary. Miała zapuchnięte oczy. Musiałą płakać. Spojrzałam za okno. Było ciemno. Głowa mnie bolała jakbym co najmniej kamieniem w nia dostała. Jęknęłam głucho. Podniosłam się na łokciu. Dziewczyna patrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Ile byłam nie przytomna?- zapytałam. Jak Hayden wychodził ode mnie była północ. Potem tamte wydarzenia... Skoro było ciemno musiałam być nie przytomna cały dzień, a ten sukinsyn nawet po pogotowie nie zadzwonił. Mary spojrzała na mnie załamana.
-Cały dzień. Mike powiedział, że jak się obudzisz mam Ci przekazać, że przez kilka dni będziesz tylko kelnerką[/b]- westchnęła dziewczyna. Skoro nie wypytywała mnie o co poszło to oznaczało, że Mike musiał jej powiedzieć. A skoro miałam przerwę w prostytucji to pewnie moja twarz wyglądała okropnie. Przynajmniej będę miała troszeczkę wolnego.
Nic nie odpowiedziałam. Wstałam tylko z łóżka i ubrałam uniform baru czyli szorty, czarny stanik i czerwona czapka z daszkiem. Mary już dawno była ubrana. Weszłam jeszcze do łazienki chcąc zobaczyć jak się prezentuję. Wyglądałam cholernie źle! Podbite oko, opuchnięta twarz, masa siniaków i rozcięta warga. Nałożyłam makijażu, żeby zasłonił to co najgorsze. Zresztą w klubie ciemno było, więc nikt pewnie nie zauważy, ze coś jest nie tak.
Razem z Mary zeszłyśmy do baru. Chodziłyśmy z drinkami po pomieszczeniu. Mike wkręcił, że jestem obłożnie chora i nie mogę śpiewać, bo największą uwagę zwraca na zdrowie pracowników. Zaśmiałam się jak głupia. Kilku ludzi spoglądało na mnie ze zdziwieniem, ale ja po prostu ryszał przed siebie z tacą pełną drinków i piw. Nie minęła chwila a taca była pusta. Wracałam do baru po koleją porcję trunku, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę do góry co było największym błędem na świecie.
-Co Ci się stało?- usłyszałam pytanie. Kiedy spuściłam głowę, On złapał mnie za brodę i uniósł ku górze. Przyglądał sie temu co zgotował mi wczoraj Mike. Widziałam w jego oczach ból, strach, złość i coś jeszcze, tylko nie umiałam tego zlokalizować.
-Nic- szepnęłam. Oczywiste, że kłamałam. Przecież nie powiem mu prawdy. Choć pewnie już sam się domyślił co się stało. Miałam rację. Jeszcze chwilę się mi przyglądał, a potem warknął:
-Zabiję sukinsyna
Złapałam go za ramię, przyciągając do siebie. Nie wiedziałam skąd u mnie taki odruch. Wtuliłam się w niego.
-Hayden, jeżeli coś powiesz to ja dostanę- powiedziałam. Oczywiście, że mu nie powiedziałam, ze Mike pobił mnie, bo On interweniował. Chłopak objął mnie, a po chwili poczułam jak wsuwa mi coś pod materiał spodenek. Coś zimnego i metalicznego. Spojrzałam na swoje szorty. Zobaczyłam telefon. Spojrzałam na chłopaka pytająco.
-Chcę pomóc Tobie i Mary, ale musicie współpracować- powiedział. Uśmiechnęłam się szeroko do niego. Był taki kochany. Pokiwałam potakująco głową, wsuwając komórkę jeszcze głębiej, żeby mi nie wypadła, ale żeby też nikt jej nie zauważył. -Muszę iść, bo Mike nie pała do mnie miłością- powiedział chłopak. No tak. Nie dziwiłam się. Zresztą pewnie gdyby zobaczył teraz mnie i Hayden'a dostałby jakiejś apopleksji, a wtedy mogłam żegnać się z życiem. Chłopak jak nagle się zjawił, tak nagle zniknął. Jednak zanim rozpłyną się wśród tłumu, ucałował mój policzek.
Resztę wieczoru biegałam jak debilka, zadowolona i uradowana tym wszystkim. Po skończonej pracy padłam na łóżko jak kawka. Telefon leżał pod poduszką. Nawet Mary o nim nie powiedziałam. Nagle poczułam wibrację. Moja przyjaciółka spała, więc spokojnie wyjęłam telefon. Uśmiechnęłam się widząc wiadomość.
Masz wiadomość od: Hayden
Słodkich snów księżniczko ;*
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dziękuję. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy...
Masz wiadomość od: Hayden
To nastąpi szybciej niż myślisz, dobranoc ;)
Wiadomość wysłana do: Hayden
Dobranoc <3
Nie miałam bladego pojęcia o co może mu chodzić, ale czułam, że On nigdy nie rzuca słów na wiatr. Miałam nadzieję, ze niedługo znów zobaczę jego ciemne loczki i zielone oczy. Zasnęłam myśląc o Nim. Nawet nie wiedziałam, że zaprząta mi ciągle swoją osobą moje myśli, a co najlepsze prawdopodobnie serce i duszę...
wtorek, 21 maja 2013
Part III - Shine
-Takie bardziej mnie pociągają- powiedział chłopak przy akompaniamencie swojego śmiechu. Ręce zacisneły mi się w pięści. Żaden! Powtarzam, ŻADEN facet nie będzie mnie traktował jak rzecz. Odepchnęłam go od siebie wstając z łóżka. W tej chwili byłam w samej koronkowej bieliźnie, która kosztowała masę kasy, akurat na tym Mike budżetu nie szczędził. Zobaczyłam tajemniczy blask w zielonych oczach chłopaka. Doskonale wiedziałam co to oznacza. Podobało mu się bardzo to co widział. nie dziwiłam się mu. Aksamitny materiał opinał mój biust, a także biodra eksponując to co miałam w sobie najlepsze. Co jak co, ale nasz alfons potrafił bardzo dobrze dobrać bieliznę. Hayden podszedł do mnie przypierając mnie do ściany. Ręka chłopaka spoczęła na moich pośladkach, a jego usta odnalazły moje. Wściekła, złapałam za końcówki jego koszuli -nie patrząc co sobie pomyśli- rozerwałam ją. Guziki strzeliły, rozsypując się po pokoju. Rzadne z nas nie zwróciło na to większej uwagi. Jego język próbował dostać się do wnętrza moich ust. Ja jednak się nie dałam, ale za karę przejechałam paznokciami po jego torsie. Byłam pewna, że zostaną tam trwałe ślady. Chłopak jękną odsuwając się ode mnie. Jednak nic nie zrobił. Zdjął z siebie koszulę i obie swoje ręce umieścił po bokach mojej głowy. Poczułam jego usta na mojej szyi. Pierwszy raz od kąd tu byłam poczułam przyjemność z dotyku faceta. Chłopak zsunął ręce na moje udo i zaciągnął na swoje biodro. Tym razem nie protestowałam, wręcz przeciwnie. Sama odnalazłam jego usta wpijając się w nie z mocą. Pozwoliłam, aby jego język badał wnętrze moich warg. Jego dotyk był silny a za razem delikatny, czuły, ale zawierał w sobie masę pożądania. Hayden podniósł mnie i powoli zaniósł na wielkie łóżko. Zsunął z siebie jeansy i po chwili zwisał już nade mną. Chciałam jego dotyku, jego bliskości. jako jedyny nie traktował mnie jak zwykłą dziwkę do zabaw seksualnych, ale pokazywał mi czułość. Bił od niego... blask. Blask, który pokazywał jego duszę.
-Nie jesteś dziwką- szepnął nagle. Zszedł ze mnie i usiadł obok. Coś mi nie pasowało. Każdy inny wykorzystałby sytuację, ale On tego nie zrobił. Wziął z podłogi swoją koszulę i nałożył na moje ramiona, okrywając mnie jak najszczelniej. Byłam zagubiona. Przed chwilą chciał się ze mną przespać, a teraz? Pokazywał właśnie coś takiego w swojej osobowości co starał się chyba ukryć.
-Co ty robisz?- Zapytałam cicho. Miałam w głowie jeden wielki mętlik, ale z każdą chwilą wydawało mi się, że Hayden staje się kimś innym. Spojrzałam mu w oczy, miały kolor czystej zieleni. Miały w sobie magiczny blask.
-Nie jesteś dziwką- powtórzył. Zerknęłam na chłopaka pytająco. Co On mówił. Byłam dziwką. Przecież to było zrozumiałe. Płacili mi za sex. Po chwili spuściłam oczy. Nie byłam dziwką z wyboru tylko z przymusu. Musiałam chronić Mary, bo Mike wiedział, że ona jest dla mnie najważniejsza. Skuliłam się i kilka łez popłynęło mi po policzku. Chłopak przytulił mnie. Nic więcej. Wtuliłam się w jego nagi tors.
-Mike Cie zmusza do tego?- zapytał nagle. Nie mogłam mu odpowiedzieć, ale moje milczenie chyba uznał za potwierdzenie. Spojrzałam na niego, a w jego oczach zobaczyłam coś na rodzaj bólu. Był pierwszą osobą, która tak na mnie patrzyła.
-Ja muszę, On skrzywdzi Mary- szepnęłam cicho. Hayden przejechał po moich plecach pocieszająco. Zerknęłam na zegarek, a chłopak podążył za moim wzrokiem. Jękną widząc wskazówki.
-Muszę iść. Mogę zajść jutro?- pierwszy raz ktoś się mnie o to pytał. Uśmiechnęłam się słabo.
-T-tak- powiedziałam drżącym głosem. Chłopak ubierał się, a ja nasunęłam tylko na siebie moje spodnie. Owinęłam się koszulą, a Hayden ubrał tylko swój sweter zostawiając swoją koszulę w moim władaniu. Chłopak złapał za klamkę. Miał już wychodzić, ale odwrócił się do mnie.
-Jak masz na imię?- zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Katy- westchnęłam. Potem patrzyłam jak tak po prostu powoli odchodzi. Nie mogłam na to pozwolić. Ja nie chciałam na to pozwolić. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju jak głupia.
-Hayden!- krzyknęłam. Chłopak obrócił się do mnie, a ja rzuciłam się na jego szyję wtulając się w jego ramiona. Przygarnął mnie do swojej wielkiej sylwetki. -Dziękuję- szepnęłam.
-Nie ma za co- powiedział. Odsunął się ode mnie, a ja wracałam do sypialni mojej i Mary. Przyjaciółki jeszcze nie było, więc usiadłam na łóżku i myślałam o zielonookim loczku, który pokazał mi, że nie jestem dziwką...
*Hayden*
Musiałem jeszcze iść załatwić coś z Mike'm, a właściwie to zapłacić za... usługę. Może i nie skorzystałem, ale nie chciałem, że Katy miała przeze mnie jakieś problemy, bo wiedziałem do czego jest zdolny ten sukinsyn. Zresztą poczułem przy niej, że muszę się nią zająć, nią i Mary. Zwłaszcza kiedy się do mnie przytuliła. Chciałem ją stąd zabrać, ale nie mogłem. Na dodatek ten pieprzony alfons zmuszał ją do tego. Wszedłem do jego gabinetu wściekły. Rzuciłem mu plik pieniędzy na stół. Chłopak spojrzał na mnie.
-To więcej niż w umowie. Coś się stało?- zapytał licząc po raz drugi pliczek. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
-Zmuszanie do sexu jest karalne- powiedziałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem jakie konsekwencje przyniosą moje słowa, ale nie panowałem nad sobą. Huk drzwi jeszcze chwilę roznosił się po korytarzu. Nerwy mnie jeszcze trzymały kiedy wychodziłem z tego pieprzonego klubo - burdelu, jednak kiedy tylko pomyślałem o Katy i jej słodkich brązowych oczach wszystko się ulotniło...Ja chyba...
-Nie jesteś dziwką- szepnął nagle. Zszedł ze mnie i usiadł obok. Coś mi nie pasowało. Każdy inny wykorzystałby sytuację, ale On tego nie zrobił. Wziął z podłogi swoją koszulę i nałożył na moje ramiona, okrywając mnie jak najszczelniej. Byłam zagubiona. Przed chwilą chciał się ze mną przespać, a teraz? Pokazywał właśnie coś takiego w swojej osobowości co starał się chyba ukryć.
-Co ty robisz?- Zapytałam cicho. Miałam w głowie jeden wielki mętlik, ale z każdą chwilą wydawało mi się, że Hayden staje się kimś innym. Spojrzałam mu w oczy, miały kolor czystej zieleni. Miały w sobie magiczny blask.
-Nie jesteś dziwką- powtórzył. Zerknęłam na chłopaka pytająco. Co On mówił. Byłam dziwką. Przecież to było zrozumiałe. Płacili mi za sex. Po chwili spuściłam oczy. Nie byłam dziwką z wyboru tylko z przymusu. Musiałam chronić Mary, bo Mike wiedział, że ona jest dla mnie najważniejsza. Skuliłam się i kilka łez popłynęło mi po policzku. Chłopak przytulił mnie. Nic więcej. Wtuliłam się w jego nagi tors.
-Mike Cie zmusza do tego?- zapytał nagle. Nie mogłam mu odpowiedzieć, ale moje milczenie chyba uznał za potwierdzenie. Spojrzałam na niego, a w jego oczach zobaczyłam coś na rodzaj bólu. Był pierwszą osobą, która tak na mnie patrzyła.
-Ja muszę, On skrzywdzi Mary- szepnęłam cicho. Hayden przejechał po moich plecach pocieszająco. Zerknęłam na zegarek, a chłopak podążył za moim wzrokiem. Jękną widząc wskazówki.
-Muszę iść. Mogę zajść jutro?- pierwszy raz ktoś się mnie o to pytał. Uśmiechnęłam się słabo.
-T-tak- powiedziałam drżącym głosem. Chłopak ubierał się, a ja nasunęłam tylko na siebie moje spodnie. Owinęłam się koszulą, a Hayden ubrał tylko swój sweter zostawiając swoją koszulę w moim władaniu. Chłopak złapał za klamkę. Miał już wychodzić, ale odwrócił się do mnie.
-Jak masz na imię?- zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Katy- westchnęłam. Potem patrzyłam jak tak po prostu powoli odchodzi. Nie mogłam na to pozwolić. Ja nie chciałam na to pozwolić. Zerwałam się z łóżka i wybiegłam z pokoju jak głupia.
-Hayden!- krzyknęłam. Chłopak obrócił się do mnie, a ja rzuciłam się na jego szyję wtulając się w jego ramiona. Przygarnął mnie do swojej wielkiej sylwetki. -Dziękuję- szepnęłam.
-Nie ma za co- powiedział. Odsunął się ode mnie, a ja wracałam do sypialni mojej i Mary. Przyjaciółki jeszcze nie było, więc usiadłam na łóżku i myślałam o zielonookim loczku, który pokazał mi, że nie jestem dziwką...
*Hayden*
Musiałem jeszcze iść załatwić coś z Mike'm, a właściwie to zapłacić za... usługę. Może i nie skorzystałem, ale nie chciałem, że Katy miała przeze mnie jakieś problemy, bo wiedziałem do czego jest zdolny ten sukinsyn. Zresztą poczułem przy niej, że muszę się nią zająć, nią i Mary. Zwłaszcza kiedy się do mnie przytuliła. Chciałem ją stąd zabrać, ale nie mogłem. Na dodatek ten pieprzony alfons zmuszał ją do tego. Wszedłem do jego gabinetu wściekły. Rzuciłem mu plik pieniędzy na stół. Chłopak spojrzał na mnie.
-To więcej niż w umowie. Coś się stało?- zapytał licząc po raz drugi pliczek. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
-Zmuszanie do sexu jest karalne- powiedziałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem jakie konsekwencje przyniosą moje słowa, ale nie panowałem nad sobą. Huk drzwi jeszcze chwilę roznosił się po korytarzu. Nerwy mnie jeszcze trzymały kiedy wychodziłem z tego pieprzonego klubo - burdelu, jednak kiedy tylko pomyślałem o Katy i jej słodkich brązowych oczach wszystko się ulotniło...Ja chyba...
Subskrybuj:
Posty (Atom)