Nie wierzyłam w to co się działo. To miał być koniec Hayden i Nathan chcieli nam pomóc. Sama się szczerzyłam do siebie. To było jak zrządzenie losu. Chłopaków nie było dłuższą chwilę, aż Mary zasnęła na kanapie. Położyłam przyjaciółkę delikatnie na kanapie i poszłam do kuchni po sok. Nalałam sobie pełną szklankę marchewkowego napoju i ruszyłam na zwiedzanie domu. Jakoś cholernie mnie ciekawiło co tu jest. Czym zajmuje się nasz wybawca. Spacerowałam po miękkim dywanie. Szczególnie wygodnie nie czułam się w tym stroju, ale cóż poradzić. Nagle wpadłam na coś. Wyciągnęłam szybko komórkę pisząc jednego sms'a.
Jedna wiadomość wysłana do: Hayden
Mogę mieć małą prośbę? Chciałam pożyczyć jakąś Twoją koszulkę,
bo mnie szlag trafi w tej sukience ;c
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Masz nową wiadomość od: Hayden
Masz wolną rękę, moja sypialnia jest druga od lewej
zaraz od schodów :)
Wyszczerzyłam się do telefonu, ale już nic nie odpisałam. Posłusznie znalazłam pokój chłopaka. Był wielki i cholernie przestronny. Ja od paru lat miałam za pokój małą klitkę, którą dzieliłam z Mary i masą ciuchów pracowniczych. Nie mogłam się nadziwić. Potem pchnęłam powoli kolejne drzwi i znalazłam się w wielkiej łazience z olbrzymią wanną. Spojrzałam na nią oczami wielkości piłek do tenisa stołowego. Aż się chciało wejść do wanny pełnej wody. Pobiegłam niemal do brodzika i odkręciłam ciepłą wodę. W końcu miałam się tu czuć jak w domu. Woda się lała, a ja rozwiązałam włosy, żeby znów je spiąć na czubku głowy w niedbałego koka. Zrzuciłam z siebie brudne ciuchy i wrzuciłam je prosto do kosza na śmieci. Nie chciałam mieć jakichkolwiek pamiątek po moim poprzednim życiu. Powoli wsunęłam stopę do wody, w której pływały przeróżne zapachowe olejki. Dawno nie robiłam sobie takiej kąpieli. Zawsze był tylko szybki prysznic pod nadzorem jakiegoś ochroniarza, żebym nie uciekła, ani się nie powiesiła jak kiedyś próbowałam. Tym razem zawładną mną spokój. Siedziałam zanurzona po szyję w wonnej kąpieli i napawałam się spokojem. Piana otaczała moje blade ciało. To było nowe uczucie. Powinnam się do niego przyzwyczaić, skoro to miał być koniec piekła. Przymknęłam delikatnie oczy i chyba zasnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy następnym razem, woda była już chłodna. Ziewnęłam przeciągle i owinęłam się ręcznikiem. Pachniał perfumami Hayden'a. Westchnęłam i weszłam do sypialni chłopaka. Otworzyłam jedną z wielkich szaf wyciągając koszulę w kratę i dresy. Wszystko oczywiście za duże, ale już ja wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Dres szeroki miał zostać, ale z koszulą było gorzej. Zamieniłam ją na szary t-shirt z nadrukiem głoszącym: 'I'm your king'. Zawiązałam koszulkę z tyłu na mały supełek. Założyłam ją, schowałam supeł za materiałem. Wyglądałam normalnie jak na siebie. Przełożyłam komórkę do kieszeni dresów. Przydałby się jeszcze jakieś trampki. Nagle zobaczyłam w szafie małe czarne conwersy. Nie wydawały się, aby należały do chłopaka ze względu na ich rozmiar. Na mnie były o niecały rozmiar przyduże, ale wolałam to niż znów zakładanie na stopy szpilki. Z uśmiechem szłam na dół. Usłyszałam pisk Mary. Zbiegłam szybko na dół. Dziewczyna stała przy oknie i zaczynała płakać. Podeszłam do niej i podążyłam za jej wzrokiem. Zobaczyłem Mike'a. Dzwonił do bramy. Kurwa! Czyli przyszedł czas, żeby nas odebrać, a chłopaków wciąż nie było. Czyli jednak zasnęłam w tej wannie. Nagle zobaczyłam jego wkurzoną twarz i jak wyciąga broń zza kurtki. Przeklęłam. Pchnęłam przyjaciółkę z daleka od okna i wybrałam numer Hayden'a. Odebrał niemal od razu.
-Hayden, Mike tu jest- powiedziałam zdenerwowanym głosem. Po drugiej stronie zapadła cisza, ale nie długa.
-Mieliśmy wracać już, ale zrobimy tak. Weś z szuflady obok kanapy broń, słuchawkę bezprzewodową i klucze- powiedział całkiem spokojnie. Podbiegłam do szafki i wyciągnęłam wszystko. Rozłączyłam połączenie, założyłam słuchawkę na ucho i jeszcze raz wybrałam numer chłopaka. Klucze schowałam w kieszeni dresów, a broń za gumką spodni, ale zanim ją schowałam jeszcze sprawdziłam czy jest naładowana. Była. Pełny magazynek. Złapałam Mary za rękę.
-Mam wszystko-powiedziałam. Choć nie byłam pewna czy to się uda. Jednak kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.
-Wyjdźcie tyłem, wyjście jest w kuchni, z tyłu stoi samochód. Jedźcie prosto na lotnisko, będziemy tam czekać. Miejsce 11. Uważajcie na siebie i nie rozłączaj się!- powiedział chłopak.
-Okey- tylko tyle powiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę. Kazałam jej zdjąć ze stóp szpilki, aby nie chrzęścić na żwirze. Posłuchała mnie. Wyglądała na przerażoną. Wyszłyśmy do kuchni i nie gasząc świateł na dwór. Powoli zbliżałyśmy się do miejsca gdzie miał stać samochód. Chłopak nagle się odezwał mówiąc, żebym przejechała przez żywopłot na tyłach domu. Szłyśmy powoli i nagle usłyszałam krzyk naszego 'pracodawcy'. Zaklęłam. Zauważył nas. Dwaj jego ochroniarze przeskoczyli przez płot i zaczęli biec w naszą stronę. Wyjęłam ze spodni pistolet, ale tym samym wypadły mi klucze. Mary zaczęła grzebać w żwirze. Mężczyźni byli coraz bliżej. Musiałam to zrobić. Przez tyle lat wszyscy mieli mnie za sukę i dziwkę. Odbezpieczyłam broń. Zanim Mary cokolwiek powiedziała, padły dwa strzały w ich stronę. Obaj mężczyźni padli na chrzęszczący żwir. Miałam zacięta minę. Przerażona Mary podała mi znalezione kluczyki. Nie myślałam. Kazałam jej biec do auta. Nagle naszym oczom ukazało się czarne porsche. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Wsiadłyśmy do samochodu. Włożyłam kluczyk do stacyjki i usłyszałam boski dźwięk mruczącego silnika. Wiedziałam jedno. Nie dam znów nas zamknąć w tym bulderze. Z piskiem opon wjechałam w żywopłot, który ugiął się pod ciężarem samochodu. Spojrzałam w lusterka. Mike zdążył wsiąść do auta i ruszyć za nami. Zaklęłam pod nosem. Docisnęłam pedał gazu do maksa. Z zacięta miną jechałam drogą, ale jeżeli chciałam coś osiągnąć musiałam go zgubić. Nagle skręciłam w małą uliczkę. Zjechałam w jakieś odludzie na drogę polną. Bałam się o zawieszenie wozu, ale po chwili przestałam o tym myśleć. Za nami znów pojawił się wóz naszego oprawcy. Spojrzałam na Mary. Wyglądała na spokojniejszą. Hayden mówił coś do mnie, ale mu nie odpowiedziałam. Spojrzałam uważnie na przyjaciółkę.
-Mary, musisz usiąść na moje miejsce i przejąć kierownicę- dziewczyna kiwnęła głową. Wsunęła się na moje kolana. Przejęła pedały a ja szybko wysunęłam się na jej miejsce. Otworzyłam szyberdach auta. Stanęłam na siedzeniu. Hayden coś na mnie krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Stanęłam na siedzeniu wychylając połowę ciała przez dach w samochodzie. Chłopak wciąż krzyczał. Nie mogłam się skupić. Zdjęłam słuchawkę ciskając nią na siedzenie. Wyjęłam broń i wycelowałam w opony samochodu.
-Mary, zwolnij- dziewczyna posłusznie zrobiła co kazałam. Im byłam bliżej tym łatwiej było mi celować. Kierowałam się na opony, ale to był błąd, bo usłyszałam strzał i to nie z mojej broni. Poczułam ból w ramieniu, ale olałam to przebijając opony samochodu Mike'a, a potem wyjebałam dwie kulki w szybę. Auto się zatrzymało. Nie wiedziałam czy go zabiłam, ale byłam tego pewna. Schowałam się do wnętrza pojazdu i tym razem ja się znów wsunęłam na miejsce kierowcy. Przyjaciółka patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Przyśpieszyłam. Wiedziałam ile to autko może osiągać. Tata był mechanikiem i dużo czasu spędzałam z nim w garażu. Nagle Mary zbladła.
-Katy ty krwawisz...On Cie postrzelił- szepnęła przerażona. Zerknęłam na swoje ramię. Było tylko draśnięcie na szczęście. Pokręciłam głową. Dodałam jeszcze biegu nic nie mówiąc. Nagle skręciłam znów wyjeżdżając na normalną drogę jednak dalej pędziłam. Był późny wieczór, wszyscy siedzieli w domach i oglądali mesz baseballu, albo rozpijali się w barach. Miałyśmy wolną przestrzeń. Zwolniłam dopiero jak wjechałyśmy na parking koło lotniska. Szukałam miejsca, a kiedy je znalazłam stali już tam Hayden i Nathan oparci o jakieś auto. Wyglądali na zdenerwowanych.
Wysiadłam pośpiesznie z wozu. Mary podbiegła prosto do Nath'a i wtuliła się w niego coś szepcząc. Chłopak pobladł.
-Hayden, ten sukinsyn postrzelił Katy- powiedział. Mary się rozpłakała, a H. złapał mnie za ramię i podwiną rękaw swojej koszulki. To było draśnięcie, ale na skórze wyglądało to gorzej. Miałam pół ręki we krwi. Zaklęłam. Najgorsze było to, ze przez adrenalinę nie czułam bólu, ale jak mi zejdzie będzie gorzej.
-Nath leć po whisky do sklepu. Opatrzę jej to, bo nie ma czasu teraz. Przynieś butelkę tutaj, a potem zajmij się Młodą- powiedział. Nathan i moja przyjaciółka zniknęli na chwilę. Chłopak kazał mi usiąść w samochodzie. Posłuchałam go. Zaczynałam czuć ból. Jęknęłam. Krew wciąż ciekła mi po ręce. Chłopak poszedł do drugiego auta po apteczkę. Nagle przybiegła Mary dając mi butelkę daniells'a. Powiedziała coś chłopaków, a potem uciekła. Oparłam się ze łzami w oczach o oparcie auta. Chłopak rozkręcił butelkę i przytknął mi ją do ust. Duszkiem piłam whisky. Wypiłam prawie połowę. Wiedziałam po co to, żeby mnie troszeczkę otumanić i udało się. Znów nie czułam tak mocno bólu. Byłam pijana. Czułam tylko lekkie szczypanie kiedy reszta alkoholu wylądowała na mojej ranie. Na moje nieszczęście trzeba było szyć. Wolałam o tym nie myśleć i skąd Hay to potrafi. Zaczynałam podejrzewać, że umie wszystko, ale się nie odzywałam. Leżałam wygodnie oparta i czekałam grzecznie jak chłopak skończy. Trochę ciągnęło, ale potem poczułam bandaż na ramieniu. Chłopak wytarł pot z czoła. Czułam się zmęczona. Westchnęłam. Przynajmniej jeszcze mnie tak bardzo nie bolało teraz. Widziałam, że chłopak odpala papierosa. Wyciągnęłam mu go z ust i sama paliłam. Chłopak się zaśmiał.
-Powinniśmy się zbierać, za półgodziny mamy samolot- powiedział chłopak. Wstałam z samochodu. Nie wiem jak on chciał mnie pijaną przemycić na pokład samolotu. Nagle poczułam ciepło na ramionach. Jego bluza. No tak musieliśmy zasłonić zakrwawianą koszulkę. Z drugiego auta wyjął jakieś walizki. Byłam tym zdziwiona, ale byłam zmęczona i nie pytałam o nic. Wtuliłam się w jego bluzę. Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, a Hay i ja staliśmy przy odprawie lotu do Paryża obok Mar i Nath'a. Jak oni mnie przeprowadzili przez barierkę to nie wiem. Bynajmniej ostatnie co pamiętałam to jak Hayden całuje mnie w czoło i mówi że muszę się przespać...
Masakra xd Mike pewnie żyje bo to niemożliwe by tak w krótkim czasie wszystko się udało szczęśliwie ;p xd może Nathan albo Hayden obrócą się przeciwko dziewczynom? xd Może to tylko taka gra ? xd
OdpowiedzUsuńWszystko ładnie i pięknie czekam na ciąg dalszy xd
P.s Mogłabyś się czasami do mnie odezwać...