piątek, 26 lipca 2013

Part IX - Racing

Zapowiadał się cudowny dzień. Chodziłam po moim nowym domu uśmiechnięta. Na dodatek Margo i Max ciągle się do siebie mizdrzyli. Chyba wczuwali się w rolę, albo na prawdę coś do siebie czuli. Stawiałam na to drugie. Kolejne przedpołudnie minęło mi samotnie. Zjadłam rano śniadanie z przyjaciółmi i znów ruszyłam do ogrodu. Włożyłam słuchawki w uszy i siedziałam na huśtawce. Myśli błądziły mi po głowie. Nie wiem czemu. Zastanawiałam się jak to będzie żyć normalnie. Tak dawno nie siedziałam na dworze co przez ostatnie dwa dni. Oddychałam głęboko pozwalając ciepłemu powietrzu wypełnić moje płuca. Słońce prażyło mi twarz, ale to było tak cholernie przyjemne uczucie, że nie chciałam się ruszać z miejsca. Jednak moje plany pokrzyżowały czyjeś ręce wyciągające mi z uszu słuchawki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętego Hayden'a znaczy Harry'ego. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Kendy, mam coś dla Ciebie- powiedział używając mojego nowego imienia. Podał mi dwie plakietki. Spojrzałam na nie. Widniały tam moje zdjęcia i moja nowa tożsamość. Trzymałam w ręku prawo jazdy i nowy dowód osobisty.
-Dziękuję Hazz, w końcu jestem wolna- powiedziałam ze łzami w oczach. Spuściłam na chwilę wzrok, pozwalając płynowi cieknąć po moich policzkach. Chłopak podniósł mój podbródek i wyszczerzył się do mnie.
-To nic takiego Kendy, a tu masz kluczyki od samochodu jakbyś chciała wybrać się na miasto- powiedział wciskając mi w rękę pęk z breloczkiem. Przekręciłam oczami, ale nic nie powiedziałam. Chłopak dodał, że jedzie jeszcze coś załatwić na miasto, a Max i Margo wyszli na spacer. Czyli znów zostanę sama. Postanowiłam oddać się błogiemu lenistwu. Siedziałam na słońcu, ale po kilku godzinach mi się znudziło. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła pierwsza. Zerwałam się z miejsca i poszłam do domu. Nie wiele myśląc przebrałam się w rurki i obcisły t-shirt. Jeszcze dołożyłam czarne koturny i poprawiłam włosy. Z kluczami ściśniętymi w ręku ruszyłam na podjazd. Nacisnęłam przycisk na breloku. Światła zapaliły się w czarnym, sportowym samochodzie. Wyglądało trochę jak porsche, którym uciekałam z Margo, ale jednak wyglądało inaczej. Podeszłam do samochodu otwierając maskę. Trochę dziwne jak na dziewczynę, ale i tak to zrobiłam. Widząc silnik zaniemówiłam. Musiał mieć sporo mocy. Może powinnam to wykorzystać w końcu. Zamknęłam klapę i wskoczyłam do samochodu. Rzuciłam telefon na siedzenie obok, a wszystkie papiery schowałam w schowku. Pora była wykorzystać moje maleństwo. Zamieniłam okulary na przeciwsłoneczne i ruszyłam spokojnie ulicami Paryża, dopiero kiedy znalazłam się za miastem docisnęłam pedał gazu. Cudownie było czuć pod dłońmi moc maszyny i słyszeć cichy warkot silnika kiedy zmieniałem biegi. Nagle się zatrzymałam koło jakiegoś przydrożnego baru. Stało tam masa sportowych samochodów. Jednak żaden nie miał takiej mocy jak moje auto. Znałam modele. Wjechałam na parking zatrzymując się i wysiadając majestatycznie ze środka. Usłyszałam gwizdy za sobą. Przekręciłam oczami i odwróciłam się w kierunku dźwięku. Zobaczyłam bruneta z rozczochranymi włosami i delikatnym zarostem.
-Masz niezły tyłek mała- powiedział po francusku szturchając się z kolegami. Spojrzałam na niego kpiąco.
-Uważaj na słowa, bo zmienię Ci układ twarzy- powiedziałam już po angielsku z uśmiechem pełnym kpiny. Rozumiałam co do mnie mówi, ale mówienie po angielsku było ciekawsze, ale jakie moje zdziwienie kiedy usłyszałam, że odpowiada mi w moim ojczystym języku. Nauczyłam się jednak czegoś ostatnimi czasy. Bycie miłą nie popłaca. Chłopcy zaczęli buczeć. No cóż. Dziewczyna właśnie zjechała ich kumpla. Podeszłam do nich.
-Prosisz się, aż o wpierdol mała- warknął. Zaśmiałam się.  W koturnach byłam jego wzrostu. Spojrzałam w jego oczy.
-A co ty możesz zrobić dzieciaczku?- powiedziałam i spojrzałam na samochód o który się opierał. Wyglądał na całkiem wydajny. Sądząc po modelu miał pod maską wielki silnik. Jednak to dalej było nic. -Twój samochodzik jak mniemam- powiedziałam z kpiną. Chłopak gotował się w środku, a ja dalej lustrowałam pojazd okiem znawczyni.
-Nie udawaj, że się znasz- powiedział chłopak, śmiejąc się jak głupek. Teraz się wkurwiłam. Kopnełam w oponę. Odpadł kołpak. Bruten miał minę jakby rozwścieczony byk. Uśmiechnęłam się do niego prowokacyjne.
-Jestem lepsza od Ciebie złamasie- powiedziałam spokojnie. Znów moich uszu doszło buczenie jego kumpli. Chłopak robił się czerwony z nerwów. Zaśmiałam się. Nagle za ich pleców wyskoczyła jakaś ruda, długonoga szmata. Zaczęła mówić coś co brzmiało jak 'wyścig'. Chłopcy dołączyli do niej. Teraz byłam pewna co powiedziała. Może to był dobry pomysł. Pokazałabym kretynowi kto tu rządzi. -Twoi koledzy mają niezły pomysł- powiedziałam i ruszyłam w kierunku auta. Chłopak stał jak wryty, ale wsiadł do swojego pojazdu. Odpaliłam silnik. Na miejsce zaraz pobiegła ruda i stanęła z jakąś zieloną chustą. Stanęłam na lini, która miała stanowić nasz start. Pokazali nam gdzie jest meta. Stał tam jakich chłopaczek. Spojrzałam prowokacyjnie na bruneta. Podjechał do mnie i się zaśmiał, a z jego ust wyszło 'głupia suka'. Myślał, że wygra?! Po moim trupie. Nagle zobaczyłam, że dziewczyna daje nam znaki do ruszenia. Nagle zielony materiał opadł. Ruszyliśmy z piskiem opon. Czułam zapach spalonej gumy. Brunet delikatnie mnie wyprzedzał. Przełączyłam na wyższy bieg. Szybko go wyprzedziłam. Jeszcze jeden bieg w górę. Tym razem już wyprzedzałam go o długość samochodu. Zaśmiałam się i zatrzymałam się dopiero na mecie. Auto stanęło bokiem dzięki gwałtownemu hamowaniu. Chwilę po mnie na mecie wylądował brunet. Wysiadłam z pojazdu, a zaraz po mnie wyleciał brunet. Spojrzałam na niego. Wyglądał na wściekłego i zagubionego.
-I co teraz dzieciaczku?- zapytałam. Nie odpowiedział. Wrócił do samochodu i próbował odpalić, ale nic się nie stało. Auto burknęło zaskrzeczało i padło. Przekręciłam oczami. Chłopak wyskoczył z auta i otworzył maskę. Szukał czegoś, ale nic ciekawego się chyba nie znalazło. Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem, ale dał mi spojrzeć. Spojrzałam uważnie na silnik i widocznie przeciążył samochód, bo przewód paliwowy był pęknięty. Jednak coś mi jeszcze nie pasowało. Położyłam się pod samochodem zerkając na zawieszenie. Tak jak myślałam. Pewnie kretyn jeździł tą zabawką po dziórach, bo zawieszenie było cholernie dowalone. Podniosłam się do pionu i zamknęłam maskę.
-Dzwoń lepiej po pogotowie techniczne geniuszu. Wykończyłeś tą zabawkę. Przewód paliwowy poszedł. I rada na przyszłość. Tą zabawką nie jeździ się po dziurach, górkach i pagórkach- dodałam. Brunet patrzył na mnie zdziwiony. Wyglądał jakby zobaczył kosmitkę co najwyżej.
-Skąd wiesz, że jeździłem po drogach polnych?- zapytał. Westchnęłam cicho, opierając się o maskę jego pojazdu.
-Masz rozwalone zawieszenie- powiedziałam. Zastanawiałam się jak można doprowadzić taką zabaweczkę do takiego stanu. O auta powinno się dbać, a nie traktować je jak byle zabawkę. Tak daleko nie zajedziemy.
-Jesteś mechanikiem?- zapytał. Zaśmiałam się.
-Nie, mój tata był, a tak w ogóle jestem Kendall- powiedziałam podając chłopakowi rękę. Widocznie zostawiłam za sobą przeszłość, bo nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby powiedzieć Katy. Brunet ujął moją dłoń i się uśmiechnął szeroko.
-Laurent, ale dla kumpli Louis- powiedział. Wyszczerzyłam się. Mężczyzna zadzwonił po pomoc w końcu. Siedzieliśmy do ich przyjazdu i rozmawialiśmy. O dziwo mówienie po angielsku Lou miał opanowane do perfekcji. Dopiero potem mi wyjaśnił, że niedawno przeprowadził się z rodzicami z Londynu tutaj. Był całkiem miły szczerze powiedziawszy. Po paru minutach przyjechała pomoc i zabrała jego samochód.
-Podrzucić Cię do domu?- zapytałam miło. Chłopak ochoczo pokiwał głową i wsiadł do samochodu. Wziął moją komórkę i coś wbił na klawiaturze i zadzwonił... sądząc po tym, że odezwał się jego telefon to dzwonił do siebie. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No co? Muszę mieć numer tak seksownego mechanika- powiedział z uśmiechem. Zaśmiałam się. Lou pokierował mnie pod swój dom. Mieszkał kilka ulic od mojego 'pałacu'. Wysiadł z samochodu i tylko mi pomachał. Czułam się tak spokojnie. Wracałam do domu. Zatrzymałam się na podjeździe. Było koło czwartej. Weszłam do domu, a tam już siedzieli wszyscy. Harry spojrzał na mnie dziwnie, a ja sie wyszczerzyłam jak głupek. Nic im nie powiedziałam tylko musiałam zacząć się szykować na imprezę, bo się do jutra nie wyrobię. Poszłam do swojej sypialni. Zrzuciłam z ciała brudne ciuchy i wskoczyłam do wanny, do której nalałam wody i kokosowego olejku. Nagle zadzwoniła moja komórka, a raczej dostałam sms. Złapałam urządzenie z krzesełka i zerknęłam na wyświetlacz. Uśmiechnęłam się szeroko.

Masz nową wiadomość od: Louis

Hej Kendy, słuchaj może byśmy wyszli wieczorem gdzieś?



Zaśmiałam się. Chciałam z nim wyjść, ale czułam, że to nie będzie fair w stosunku do Harry'ego. Z reszta mieliśmy razem imprezować dzisiaj! Czekała nas zabawa stulecia! W końcu to ja będę się bawić, a ktoś będzie obsługiwał mnie!

Wiadomość wysłana do: Louis

Dzisiaj nie mogę, przepraszam. Przyjaciele zabierają mnie na
imprezę ;c



Nie wiem czemu wysłałam mu smutną minkę, ale tak jakoś samo wyszło. Przecież nic na to nie poradzę. Zresztą było już za późno na cofnięcie sms. Może chciałam się z nim spotkać? Sama nie wiedziałam. Myślałam, że mnie i Hazzę łączy coś wyjątkowego. Sama nie wiedziałam jak to jest, ale chciałam z nim o tym pogadać dzisiaj.

Masz nową wiadomość od: Louis

To co powiesz na jutro wieczór? Zapraszam na kolację!



Wyszczerzyłam się do komórki i szybko napisałam, że się zgadzam! W końcu nie mogłam tylko z przyjaciółmi siedzieć. Chciałam żyć normalnie. Jak każdy inny człowiek. Po godzinie wyszłam z wanny susząc włosy. Zostawiłam loki w nieładzie i owinięta w ręcznik wróciłam do sypialni grzebiąc w moich nowych ciuchach. W końcu wytargałam jeansowe szory i długą koszulką na ramiączka wytykaną cekinami. Włożyłam wszystko i dopełniłam wszystko sandałkami na szpilce. Mówiąc skromnie wyglądałam cudownie. Poszłam jeszcze do łazienki zrobić makijaż kiedy usłyszałam krzyk Margo.
-Kendy streszczaj się! Bo się spóźnimy!- pokręciłam głową, ale szybko skończyłam makijaż i zbiegłam na dół. Wszyscy byli jakoś tak normalnie ubrani. Chłopcy patrzeli na mnie ze zdziwieniem malującym się w oczach.
-Ślicznie wyglądasz- wypalił Harry. Uśmiechnęłam się tylko i złapałam kluczyki od mojego samochodu. Harry, Max i Margo mieli jechać jednym, ale ja chciałam nacieszyć się swoim maleństwem. I tak jak się spodziewałam byłam na miejscu pierwsza. Poczekałam na resztę bandy i do budynku weszliśmy razem. Od razu uderzyły mnie kolorowe światła. Wyszczerzyłam się.
-No to imprezę czas zacząć!- krzyknęłam i wmieszałam się w tłum ludzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz