-Jak się czujesz?- zapytał Hay. Uśmiechnęłam się słabo, ale nic nie powiedziałam. Byłam cholernie wymęczona. Sen nie dał mi odpowiedniego wypoczynku niestety. Przytuliłam się do chłopaka. Widział, że nie jestem w stanie rozmawiać. -Jesteśmy już nad Francją, niedługo lądujemy- poinformował mnie dając mi całusa w czoło. Czekałam aż usłyszę, że lądujemy i w końcu usłyszałam piskliwy głos stewardessy. Zapięłam pasy i po paru minutach stałam już na deskach lotniska opierając się o ciało Natha i Mary. Półprzytomną zaprowadzili mnie do jakiegoś samochodu, a potem kiedy otworzyłam oczy leżałam w wielkim małżeńskim łóżku, w białej pościeli ubrana w za dużą koszulkę. Dopiero teraz czułam się wypoczęta. Miałam wrażenie, że wyspałam się za wszystkie czasy. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam dookoła. Pierwsze co zauważyłam to wielka szklana ściana pokazująca piękny ogród i stawek. Potem dopiero zauważyłam, że ściany w pomieszczeniu mają kolor ciepłej czekolady. Wszystko było takie śliczne. Przeciągnęłam się. Męczył mnie kac. Zeskoczyłam z łóżka. Domyśliłam się gdzie jestem. Udało się w końcu. Z uśmiechem zeszłam na dół rozglądając się po pomieszczeniach. Dotarłam do salonu gdzie za szybą stały wszelkie rodzaje koniaków. Poszłam do kuchni po szklankę i zobaczyłam na blacie karteczkę:
'Katy, ja, Nath i Mary poszliśmy na zakupy i załatwić parę rzeczy na mieście, żeby nikt się nie czepiał nas. Będziemy niedługo.Hay.'
Westchnęłam cicho, ale wzięłam szklankę wyciągając butelkę szkockiej. Usiadłam na kanapie. Nalałam sobie szklankę. Zapiekła mnie ręka. Nagle mnie olśniło. Zabiłam wczoraj dwóch ludzi, a raczej prawdopodobnie trzech. To było dziwne uczucie. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Z jednej strony byłam załamana tym faktem, a z drugiej czułam się dziwnie wolna, choć nie wiedziałam czy na pewno zabiłam Mike'a. Zdążyłam wypić trzy szklanki alkoholu i zacząć czwartą kiedy zobaczyłam moich współtowarzyszy w domu. Wszyscy stanęli jak wryci widząc co robię. Hayden chyba wiedział, że coś jest nie tak, ale nikt się nie odezwała. Wszyscy zniknęli w kuchni. Słyszałam szczątki ich rozmów. Wzięłam butelkę i jeszcze jedną na zapas. Zgarnęłam jeszcze tylko jakąś książkę z małej biblioteczki i wyszłam do ogrodu w samej koszulce. Zobaczyłam w oddali nad jeziorkiem sporawą huśtawkę z kocem. Doczłapałam się do niej kładąc na stoliku obok alkohol i szklankę. Piłam jak najęta wczytując się w lekturę. Spędziłam tak cały dzień. Znów się nachlałam, w południe znów zasnęłam. Prze trzeźwiałam i od nowa. Żadno z moich przyjaciół tu nie przyszło. I dobrze. Musiałam posiedzieć trochę sama. Moja libacja skończyła się dopiero wieczorem.
Obudziłam się koło ósmej wieczorem. Miałam kaca, ale nie mogłam już patrzeć na alkohol, zresztą było już chłodno. Złapałam swoje śmieci i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli przed telewizorem. Żadno się nie odezwało. Poszłam do pokoju, w którym spałam. Na łóżku leżały jakieś ubrania. Zobaczyłam dresy w moim rozmiarze. Złapałam je i poszłam do łazienki się przemyć trochę pod prysznicem. Potem wskoczyłam w czyste ciuszki i zeszłam na dół. Chciałam iść do kuchni kiedy zawołał mnie Hay. Z westchnieniem podeszłam do nich i usiadłam na fotelu obok.
-Jest sprawa, będziemy musieli wam zrobić dziewczyny nowe dowody tożsamości, żeby was nie znaleźli. Chcieliśmy, żebyście zmieniły jeszcze kolory włosów, żeby było was trudniej znaleźć- wyjaśnił chłopak. Kiwnęłam potakująco głową. To mogło się udać.
-No okey, nie ma problemu- odpowiedziałam. Hay uśmiechnął się szeroko i zadzwonił gdzieś. Po piętnastu minutach w naszym domu stawiła się długonoga blondynka z masą jakiś walizeczek. Nath wyjaśnił, że to przyjaciółka jego dziadków, która opiekuje się domem i która zajmie się naszymi włosami.
Nie miałyśmy nic do stracenia. Na pierwszy ogień poszła moja przyjaciółka. Zażyczyła sobie mega krótkie blond włosy i tak się stało. Po godzinie dziewczyna wyglądała jak złośliwy chochlik. Krótkie włosy idealnie podkreślały jej kości policzkowe, a jasny kolor rozświetlał jej twarz. Potem moja pora. Powiedziałam, że zdaję się na inwencję naszej fryzjerki. Ta zatrzepotała rzęsami i zabrała się za robotę. Czułam tylko jak coś mi lata po ramionach. Dopiero po godzinie zachwycona spojrzałam w lustro. Miałam czerwone włosy troszeczkę za ramiona skręcone w śliczne loczki. Dziewczyna powiedziała, że jest to trwała, więc nie mam o co się martwić, będę miała loki przez długi czas tak jakbym miała je naturalnie. Wyszczerzyłam się do lustra. Założyłam na nos okulary z czarnymi oprawkami. Wyglądałam idealnie. Z uśmiechem poszłam do salonu gdzie wszyscy wyczekująco czekali na mnie. Hay gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko i podszedł do mnie szepcząc mi do ucha, że jestem śliczna. Zarumieniłam się. Pożegnaliśmy się z moją fryzjerką i Hayden zabrał się od razu za zdjęcia do dokumentów naszych. Potem miałam się dowiedzieć kim będę i jak wygląda moja historia, bo Mary już wiedziała. Od jutra miała mięć na imię Margharet Simons, a ja musiałam się nauczyć, że Mary nie ma, że jest Margo. Blondynka i blondyn zniknęli gdzieś, a ja zostałam z naszym drugim wybawcą. Usiedliśmy w kuchni i piliśmy kawę.
-Dobra Katy. Od jutra rana masz na imię Kendall Luckas. Urodziłaś się w Wolverhampton 29 sierpnia 1994r. Nie pamiętasz rodziców, bo zginęli w wypadku gdy miałaś trzy latka. Wychowałaś się w domu dziecka. My poznaliśmy się w szkole, wynajmowaliśmy we czwórkę pokój, a teraz razem przyjechaliśmy na wakacje. No i Margo i Max są małżeństwem.- Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Wyjaśnił mi, że oni też musieli zmienić dane. Nathan był Max'em, a Hayden zamienił się w Harry'ego. Musiałam to chyba sobie zapisać, albo nie wiem co, ale jak na razie wiedziałam tyle, że:
1.Mary od teraz ma na imię Margharet Simons
2.Ja zamieniłam się w Kendall Luckas
3.Nathan nazywał się Max Simons
4.Hayden to teraz Harry White
To było cholernie pokręcone, ale to dla naszego dobra. Zresztą mi się tam podobało. Tylko musiałam się tego nauczyć. Pierwsze co zrobiłam to zamieniłam Hayden w telefonie na Harry. Dopisałam jeszcze kilka numerów, które dał mi chłopak. Zajęliśmy się sprawami dziwnymi, a raczej internetowymi. Zakładaliśmy nam konta. Na portalach i bawiliśmy się w internecie. Harry zadzwonił do znajomego informatyka, żeby przestawić datę założenia kont. Porobiliśmy kilka zdjęć. Pozapraszaliśmy znajomych. Wszystko było tak jak miało być, a jutro miałam dostać swój nowy dowód i prawo jazdy. Powoli układaliśmy wszystko. Dowiadywałam się więcej o naszych nowych historiach. Byliśmy kimś innym. Podstawową rzecz jaką musiałam sobie zakodować było to, że Mary, Katy, Hayden i Nathan umarli na lotnisku w Londynie, za to narodzili się Margo, Kendall, Harry i Max. To było teraz najważniejsze. Siedziałam na krześle, a potem przenieśliśmy się na kanapę. Gadałam z Harrym jeszcze długo, aż w końcu Morfeusz porwał mnie w swoje ramiona.
W końcu przespałam całą noc spokojnie. Czułam się wypoczęta, a kolorowe sny dawały upragnione ukojenie. Dawno nie czułam się tak wspaniale jak dzisiejszego ranka. Wstałam o dziewiątej i poszłam pod prysznic. Poprawiłam swoje czerwone loczki. Nałożyłam makijaż tak delikatny, że ledwo było go widać. Założyłam na nosek okulary i wcisnęłam się w delikatną sukienkę. Zbiegłam szczęśliwa na dół.
-Hej wszystkim- powiedziałam szczerząc się jak debilka. Usiadłam do śniadania i wtedy usłyszałam głos Harry'ego.
-Wieczorem jest impreza, idziemy?-zapytał. Wszyscy ochoczo pokiwaliśmy głowami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz