Nie byłam pewna do końca co się działo dookoła mnie. Stałam na złotym piasku, ubrana w lekką białą sukienkę, a delikatny wiatr rozwiewał moje włosy. Przede mną rozciągało się błękitne morze. Cały ten widok zakłócał brązowy pomost wżynający się w cudowną taflę wody, którą zakłócały pojedyncze fale. Na dodatek zachodzące słońce dodawało kolorowych refleksów nie tylko niebu, ale również jego odbiciu na ziemi. Jednak moją uwagę przykuła postać, która stała plecami do mnie, ukazując mięśnie i to, że najprawdopodobniej ma ręce założone na piersi. Nie wiele myśląc zaczęłam powoli kierować się w stronę chłopaka. Nie trudząc się ściąganiem sukienki moczyłam ją wchodząc coraz głębiej i zbliżając się do chłopaka w loczkach. Nic mnie nie obchodziło. Po prostu szłam jak zaczarowana. Chłopak zaniepokojony dźwiękiem wzburzonej wody przez moje ruchy, odwrócił się w moją stronę. Napotkałam jego wzrok, z którego tryskała czysta radość. Uśmiechnął się. Nie mogąc się powstrzymać zrobiłam to samo. Wyciągnął ku mnie dużą dłoń. Bez wahania mu ją podałam. Nagle znalazłam się w jego ramionach. Wtuliłam się w niego z nadzieją. TO było całkiem inne uczucie niż to, które czułam do tej pory. Wiedziałam teraz, że jestem... bezpieczna. Kilka kropel łez spadło na moja policzki. Zadrżałam słabo, kiedy zawiał chłodny wiatr. Na szczęście nagi tors chłopaka idealnie mnie ogrzewał. Nie potrafiłam uwierzyć, że to dzieje się na prawdę.
-Gdybym wiedział, że wstaniesz wcześniej to bym jeszcze leżał koło Ciebie- zaśmiał się chłopak. Jego głos pieścił moje uszy. Ciepłe mrowienie przeszło po moich plecach. Rozluźniłam się.
-Miałam zły sen po prostu- westchnęłam, a głos mi się załamał na wspomnienie poprzednich zdarzeń. Loczek zareagował jakby odruchowo. Chyba się domyślił co takiego widziałam, skoro sam się spiął i jeszcze mocniej mnie przytulił całując w czoło.
-Obiecałem, że nie dam Cię więcej skrzywdzić i dotrzymam słowa- powiedział, podnosząc moją głowę ku górze. Zobaczyłam jego śliczne zielone oczy, które tak uwielbiałam. Nagle chłopak nachylił się nade mną i już miał musnąć moje usta kiedy poczułam szarpanie za ramię. Odwróciłam się do tyłu. Nic. Tylko niebo pociemniało. Wróciłam do poprzedniej pozycji. Hayden zniknął. Zostałam sama. Znów pociągnięcie za ramię. Zanurzyłam się w wodzie. Nie mogłam się wydostać na powierzchnię, traciłam przytomność. Kiedy następnym razem otworzyłam oczy po raz kolejny, uderzyło mnie światło, które rzucała lampa w sypialni mojej i Mary. Kurwa! Czemu się obudziłam?! Spojrzałąm w bok. Wiedziałam czyja to sprawka. jak zawsze musiał rozpierdolić coś co było dla mnie ważne. Mogłam się tego spodziewać.
-Czego chcesz Mike?!- warknęłam jakby mi kota co najmniej zabił czy coś. Facet zaśmiał się radośnie jakbym mu dała największy prezent na Gwiazdkę jaki bym tylko mogła. Zerknęłam na zegarek. Była szósta rano. Powinnam móc jeszcze spać, a Mike nie przychodził do MOJEJ sypialni bez powodu. Tylko jak było na prawdę ważne zlecenia, czyli jak sam chciał zobaczyć jak cierpię musząc się zgadzać na jego zalecenia i wręcz rozkazy. To było najgorsze. Jeżeli nie zrobiłam mogłam zginąć nie tylko ja, ale też Mary, a tego bym nie przeżyła. Przecież Ona była dla mnie wszystkim. Jak taka młodsza siostra, co tam, że w moim wieku. Kochałam ją i tylko ją miałam, nikogo więcej. Może i był jeszcze Hayden, ale nie wiedziałam do końca na ile mogę mu zaufać. To się dopiero okaże.
Alfons poklepał mnie po ramieniu, aby zwrócić na siebie moją uwagę, na co ja zareagowałam tym, że się odsunęłam w bok o mało nie spadając z łóżka, ale wolałam to niż żeby znów miała poczuć jego śmierdzącą łapę na sobie. Za bardzo go nienawidziłam po tym wszystkim.
-Pewien pan zapłacił mi grubą kasę za Ciebie oraz Mary, więc spędzicie z nim obie cały dzień- powiedział mężczyzna. Wiedziałam, że cieszy się jak wariat z tego, bo nie mogłam odmówić, a co gorsza nie mogłam chronić Mery. Ten facet nie znosił sprzeciwu, co oznaczało, że jedyną deką do uratowania Mery było to, że jakoś dogadam się z klientem. Nie mogłam uwierzyć, że ten chuj tak postąpi. Dla kasy był gotów złamać wszystkie przysięgi, a nawet zaprzedać duszę diabłu. To było najgorsze. Na dodatek wydawał się czerpać chorą satysfakcję z tego, że ja cierpiałam i na dodatek nie mogłam się postawić jak zawsze, bo tu chodziło o moją przyjaciółkę. Westchnęłam tylko biorąc głęboki wdech, żeby mu nie zajebać w mordę, aż by się krwią polał. Nie mogłam tego zrobić dla jedynej osoby, której na mnie zależało. Kiwnęłam tylko potakująco głową. Widziałam jego szeroki uśmiech. Chciałam go zabić, ale nie mogłam, bo jeżeli bym coś zbabrała to zginęła by też dziewczyna śpiąca obok mnie. Tak być nie mogło.
-Za ile mamy być gotowe?- zapytałam smutno, mając nadzieję, że powie iż na wieczór, jednak jak zawsze musiał mnie zabić, dobić i jeszcze skopać. Cały Mike.
-Za godzinę- powiedział i wyszedł z pokoju. Myślałam, że się załamię. Podeszłam do łóżka Me. Jednak ona już nie spała. Spojrzałam na nią przepraszająco, a Ona się tylko uśmiechnęła do mnie. Wiedziałam, że słyszała wszystko. W końcu Mike najciszej nie mówił. Dziewczyna wstała z łóżka, starając się dodać mi otuchy. Wiedziała, że przeżywam to jeszcze gorzej niż ona, bo tyle razy jej o tym mówiłam. Jednak Ona wydawała się nie wzruszona. Wiedziałyśmy oczywiście, że tak się stanie pewnego dnia, że jednak ten kretyn odwali nam taki numer, ale nie sądziłyśmy, że tak szybko. Moja współlokatorka mnie przytuliła i ruszyła w kierunku łazienki.
-Będzie dobrze, a teraz przyszykuj nam jakieś ciuchy- powiedziała. Byłam z niej dumna za ta zimną krew. Wiedziałam, że powinnam zrobić to samo. Kilka wdechów i zajrzałam do szafy. Nie mogłyśmy jak totalne dziwki wyglądać, bo często klientom zależało na dyskrecji. Wyciągnęłam więc z szafy dla Mar ciemną sukienkę do kolan, która ładnie będzie opinała jej talię, szarą marynarkę oraz buty na delikatnym obcasie. Dla siebie jednak mogłam wybrać coś bardziej szalonego. Byłam bardziej w to wszystko wprawiona. Wyciągnęłam z szafy czarne rurki opinające mój tyłek jak siatka szynkę, białą koszulę na ramiączka z falbankami przy dekoldzie, skórę i mega wysokie czarne szpilki. Wiedziałam, że będę wyglądała w tym seksownie, ale na dość normalnie, żeby nikt się nie połapał. Po chwili z naszej łazienki wyszła już umalowana i uczesana Mary. Miała na głowie długiego warkocza, przez którego przewijały się różowe pasma włosów. Już teraz wiedziałam, że będzie wyglądała pięknie. Podałam jej ciuchy i bez słowa ruszyłam do łazienki pod prysznic, potem makijaż i związanie włosów na czubku głowy i uformowanie ich w koka. Wcisnęłam się w ciuchy i wyszłam do pokoju. Usłyszał jak ktoś zaciąga się powietrzem. Mary. Spojrzałam na nią. Patrzyła na mnie z zachwytem wymalowanym w oczach. Czyli wyglądałam dobrze. Złapałam torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Jeszcze tylko kiedy moja przyjaciółka nie patrzyła przerzuciłam telefon w stanik. Potem złapałam ją za dłoń i ruszyłyśmy na dół. Przeszłyśmy przez pusty klub i wyszłyśmy do korytarza gdzie czekał na nas Mike. Do takiego klienta miała nas wieść sam. Pilnował, żebyśmy dotarły tam. Zaprowadził nas prosto do swojego luksusowego czarnego auta. Razem z współlokatorką usiadłyśmy z tyłu. Nie rozmawiałyśmy ze sobą nawet podczas jazdy. Żadna z nas nie widziała powodu, aby się odezwać. Zresztą wolałyśmy nie rozmawiać przy Mike'u tak było bezpieczniej dla nas obu.
Po paru minutach zatrzymaliśmy przed wielką willą z basenem. Otworzyłam szerzej oczy. Co to kurwa było?! Nie chciałam wiedzieć ile ten koleś był w stanie zapłacić za NAS. Nim się obejrzałam alfons otworzył nam drzwi. Trzymając przyjaciółkę za rękę wyskoczyłam z auta i skierowałam się za naszym 'mentorem' w kierunku bramy, gdzie czekał na nas już jakiś słodki blondynek o błękitnych oczach. Wyglądał tak niewinnie. Nawet nie mogłam uwierzyć, że to On chciał korzystać z naszych 'usług'. Podeszliśmy do niego. Facet pchnął nas w stronę niebieskookiego. Podeszłyśmy do niego niepewnie. Usłyszałam nagle śmiech tego sukinsyna.
-Zajmij się dobrze tymi paniusiami- powiedział i wrócił do auta. Blondyn odpowiedział coś co brzmiało 'o to się nie martw', ale nie byłam pewna, bo skupiłam się na Mary. Chłopak pociągnął nas w kierunku willi. Była wielka jak nie powiem co. Ja myślałam, że mamy z Mar największy pokój, ale to co było przede mną to było tysiąc razy większe niż moja sypialnia. Weszliśmy we trójkę do środka. Szczerze to nie wiedziałyśmy czego oczekuje od nas ten koleś. Już miałam o to zapytać, kiedy sam się odezwał.
-Nazywam się Nathan, ale to nie ja płaciłem temu typkowi za was, tylko On- w jednej chwili serce stanęło mi w gardle. Czyli blondyn był tylko jakimś posłańcem? Przestraszyłam się kogo możemy zastać w takim pałacu. Podejrzewałam, że jakiegoś zramolałego dziada, ale kiedy ktoś wyłonił się zza ściany, moja szczęka wręcz opadła do ziemi i to dosłownie! W tej chwili byłam zaskoczona, a w mojej głowie kręcił się jeden wyraz: 'O kurwa!'...
"On" to Hayden??
OdpowiedzUsuńnie wiem, potem sie okaze ;d
OdpowiedzUsuńJuż na początku tego rozdziału wiedziałam, że Hayden tak zrobi ;d
OdpowiedzUsuńAle mimo wszystko gites <3 :D