czwartek, 13 czerwca 2013

Part VI - Believe me

Stałam tam wręcz jak wryta. Nie wiedziałam czy to co się dookoła mnie dzieje to prawda czy kolejny zbyt rzeczywisty sen. Przełknęłam głośno ślinę. To nie miało prawa się dziać. To było w brew wszystkiemu. Panikowałam?! Może troszeczkę, ale tylko dlatego, że nie wierzyłam, że to prawda. Obiecał i dotrzymał słowa. Po raz kolejny. Łza zamajaczyła w moim oku. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiedziałam co zrobić. Kropla wody wypłynęła na mój policzek. Przyłożyłam drżącą dłoń do ust.
-Nie płacz piękna- usłyszałam uradowany głos loczka. Nie mogłam się powstrzymać i wręcz wpadłam w jego ramiona. Odetchnęłam czując jego dotyk na sobie. Schowałam twarz w jego koszuli. Wiedziałam, że nie zrobi nam krzywdy. Zerknęłam z uśmiechem na Mary. Wyglądała na nieco... zagubioną. Nie dziwiłam się jej, ale byłam za szczęśliwa, aby zwracać na cokolwiek uwagę. Zresztą Hayden chyba zauważył, jak wygląda mina mojej przyjaciółki, więc wyszczerzył się pokazując słodkie dołeczki w policzkach i zwrócił się do swojego towarzysza -Nathan, znasz całą historię więc zabierz Mary do kuchni,  a ja chciałbym zamieć kilka słów z Kat, sam na sam- powiedział. Blondynek jako uczynne dziecko, podał mojej przyjaciółce swoje ramię, a ta chwyciła je z lekkim wahaniem, ale oboje wyszli. Zostaliśmy sami. Odsunęłam się od chłopaka na milimetr i zsunęłam z stóp szpilki. Lubiłam je, ale były kurewsko niewygodne. Chłopak usiadł na kanapie, a ja zajęłam miejsce koło niego. Czułam się jak w domu. Bezpieczna i zadowolona. Uśmiechnęłam się szeroko. Oparłam się głową o kanapę. Czy to był sen. Uszczypnęłam się w rękę tak dla pewności. Nic. Wciąż tu byłam. Usłyszałam z boku śmiech Hayden'a. Odwróciłam głowę w jego stronę. Spojrzałam mu w te jego zielone oczy. Miały w sobie taką magiczną moc. Westchnęłam cicho. Chłopak ujął moją dłoń i ścisnął mocniej.
-Od dzisiaj nie będziesz się bała, nie wrócicie tam już- powiedział chłopak przysuwając się do mnie. Patrzyłam na niego zdziwiona. Co On właśnie powiedział?! Jakie nie wracamy? Czyż by... Nie nie chciałam się nakręcać na coś co mogło się nie stać. Wolałam, żeby mi to wyjaśnił. Wzięłam głęboki wdech.
-Ale o czym ty mówisz?!- zapytałam delikatnie zdenerwowana. Nawet jeżeli to było to o czym myślałam, to przecież nie mogło być to aż takie proste, żeby załatwić to nawet w dwa czy trzy dni. Mieliśmy czas do jutra razem. Nagle Hayden spoważniał. Szykowała się chyba jakaś poważna rozmowa czy coś. Bynajmniej wiedziałam jedno. On się starał i to mi bardzo pochlebiało.
-Katy, obiecałem Ci, że zabiorę Cię stąd, Ciebie i Mary i tak zrobię. Dziadkowie Nathan'a mają dom we wschodniej części Francji. Zgodzili się go nam udostępnić. Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj wieczorem stąd. Nie dam Was skrzywdzić. Zależy mi na tym, abyście były obie bezpieczne. Nie musicie się o nic martwić. Wszystko jest załatwione. Bilety na samolot, wasze bagaże, tylko będziemy lecieć dwoma różnymi samolotami, bo muszę coś załatwić. Jednak jeszcze tego samego wieczoru co wy będziemy z Nath'em we Fra...- słuchałam tego jak zaczarowana. Jednak zaraz to przerwałam. Przerwałam mu ten wywód. Nie rozumiałam przez chwilę co do mnie mówi. Przecież... Nie... Czy On właśnie... Chyba się przesłyszałam. Zatkało mnie, ale po chwili się odezwałam.
-Stop! Czy ty mi właśnie powiedziałeś, że zabierasz mnie i Mary do Francji?- zapytałam z niedowierzaniem. Wiedziałam, że Hayden by mnie nie okłamał. Na pewno nie, ale teraz mu nie wierzyłam.
Chłopak westchnął cichutko. Klękną przede mną i złapał za obie dłonie. Spuścił na chwilę głowę, ale zaraz znów na mnie spojrzał. Jego zielone oczy przenikały moje ciało.
-Katy, tak, zabieram was jak najdalej stąd. Będę z wami dopóki ten sukinsyn nie zginie i nie będziecie mogły wrócić z Mary spokojnie do UK, do swoich rodzin- szepnął chłopak. Kilka łez spłynęło mi po policzku. Chłopak szybko je starł. Dzisiaj. Dzisiaj miałyśmy być już wolne od tego całego szajsu jaki przed nami się roztaczał. Od tego burdelu, w którym musiałyśmy pracować. To było za piękne, żeby działo się na prawdę. Zaczęłam kręcić głową. Wmawiając sobie, ze to sen. To tylko sen. Jak mantrę szeptałam: 'to nie prawda, to tylko sen'. Hayden złapał mnie za policzki i zmusił, żebym na niego spojrzała.
-Katy, to nie sen. Zaufaj mi- szepnął. Zajrzałam mu w oczy. Nie mógł kłamać. Mówił prawdę. Westchnęłam głęboko i przytuliłam się do niego. Zaśmiałam się. To było cudowne. Tyle dla nas zrobił. Nie odpłacę mu się za to do końca życia...

*Perspektywa Mary*

To wszystko było cholernie dziwne. Nie miałam bladego pojęcia kim był ten koleś, do którego tak przytulała się Katy, ale wyglądał na miłego. Kiedy Nathan podał mi swoje ramię z delikatnym wahaniem je ujęłam i ruszyliśmy do kuchni. Tam miał mi wyjaśnić wszystko. Usiadłam na dużym barowym krześle przy stoliku. Nath wyjął sok i nalał nam do szklanek, a potem usiadł obok mnie. Wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać jak Katy poznała Hayden'a. To wszystko co mówił było jak rodem wyciągnięte z jakiejś bajki. To było cholernie słodkie i kochane ze strony H. że tak postąpił. Widać było, że zależało mu w jakimś stopniu na Katy, ale dlaczego chcieli również zabrać mnie? Rozumiem, że Kat traktuje mnie jak siostrę, ale aż tak ryzykować? Ona była cudowna. Zresztą to wszystko dzięki Hayden'owi i Nathan'owi, który tak nawiasem mówiąc był całkiem słodziutki i nie wyglądał na to, że ma dwadzieścia dwa lata. Jednak zaniepokoiłam się kiedy usłyszałam, że mój towarzysz oraz przyjaciel panny Smith zabierają nas do Francji.
-Co proszę?!- pisnęłam nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Czyżby On ze mnie żartował? To nie trzymało się kupy. Rozumiem, że na jedną noc, żebyśmy odpoczęły, ale na dłużej?! Oznaczało to... KONIEC PIEKŁA! Zaczęłam oddychać szybciej. Spojrzałam z nadzieją na Nath'a, żeby potwierdził, że dobrze usłyszałam. Ten z promienistym uśmiechem spojrzał na mnie.
-Moi dziadkowie mają dom we Francji nie korzystają z niego i we czwórkę tam zamieszkamy, chcemy, żebyście mogły spokojnie żyć z Kat, aż to momentu kiedy ten palant zniknie z UK i będziecie mogły wrócić do domów- wyjaśnił blondyn. Nie wiedziałam co robię. Rzuciłam się chłopakowi na szyję całując jego twarz w wszelkich miejscach jakich tylko dosięgnąć mogłam. Nawet zahaczyłam o usta. To był najcudowniejszy dzień mojego pieprzonego życia. Nagle to wszystko przerwał dźwięk telefonu. Pewnie mojego towarzysza. Miałam rację. Niebieskooki złapał urządzenie z blatu i przyłożył do ucha.
-Simons- usłyszałam. Czyli to jego nazwisko. Z ciekawością słuchałam co mówi. Jednocześnie chłopak uśmiechał się do mnie i patrzył w oczy. Widziałam, że słucha czegoś zaaferowany, aż nagle powiedział: -Okey, zaraz zabiorę Hayden'a i do was wpadnę.
Potem się rozłączył. Spojrzałam na niego pytająco. Z natury byłam ciekawska, więc pan Simons musi się do tego przyzwyczaić, skoro mamy razem mieszkać przez jakiś czas.
-Mamy odebrać klucze mieszkania we Francji u moich rodziców- powiedział uroczo blondynek. Uśmiechnęłam się do niego. Powoli zaczęliśmy iść do salonu gdzie był Hayden i Katy. Kiedy zobaczyłam swoją przyjaciółkę, zobaczyłam łzy w jej oczach, ale przez to przebijał się uśmiech tak piękny, że miałam ochotę na jego cześć napisać litanię. Podeszłam do dziewczyny mocno ją przytulając.
-To już koniec piekła- szepnęła Kat. Wtuliłam się w nią z uśmiechem. To było coś niesamowitego. Nagle usłyszałam głos loczka.
-To wy sobie porozmawiajcie, a my wrócimy za dwie godzinki- powiedział i pocałował moją przyjaciółkę w czoło. Nathan pomachał mi z szczerym uśmiechem. Wyglądał na szczęśliwego i uradowanego. To dobrze. Panowie zniknęli, a ja oraz Kat usiadłyśmy na kanapie. Rozglądałyśmy się po pomieszczeniu.
-To jakiś cud- szepnęłam.
-Nie cud, to dar- usłyszałam głos dziewczyny. Miała rację. To był najlepszy prezent jaki dostałyśmy kiedykolwiek...

1 komentarz:

  1. .... NIESSAMOWITE! :d Iza nooo! :D NIESAMOWITE :D świetnie mi się to czytało :D
    Uuuu we Francji to ciekawe ;p
    Jeszcze Nathan będzie z Mary :D
    A Katy z Haydenem :d
    Pozdrawiam buziaki :* <3

    OdpowiedzUsuń