Usiadłam na fotelu na przeciwko Mike'a. Spojrzałam na niego prowokująco. Jak zawsze zresztą. Zdążyłam już przywyknąć do tego wszystkiego. Uciec nie mogłam, ale podenerwować mojego 'szefa' mogłam zawsze. Wiedziałem, że za głupie teksty mi nic nie zrobi. Byłam za cennym towarem. Ściągałam za dużo klientów do tej budy, żeby facet bez większych skrupułów mnie zabił. Tego jednego byłam pewna w stu procentach.
Mężczyzna zaśmiał się i odpalił papierosa głęboko zaciągając się dymem. Prychnęłam kręcąc głową i nonszalancko oparłam się o fotel. Patrzyłam na niego pewnym wzrokiem choć w głębi serca bałam się, że jeżeli coś mu odwali to zginę. Już mniejsza ze mną, ale najbardziej bałam się o moją małą Mary. Nie mogłam jej tu samej zostawić. Teraz na szczęście była tylko półnagą barmanką, którą faceci klepią po tyłku, bo nasz pracodawca stwierdził, że dziewczyna tylko do tego się nadaje. To lepiej dla niej, bo najgorzej miałam właściwie ja. Burdel pod przykrywką baru? Gratulację pomysłu. Szczerze powiedziawszy to każda dziewczyna w tym budynku była dziwką, albo szykowała się na tą rolę. Na szczęście udało mi się od tego uratować moją przyjaciółkę. Jak? Miałam dwa dni, żeby zarobić dwa tysiące funtów. Wiadome chyba w jaki sposób. Udało mi się. Nawet przekroczyłam ten limit. W sumie Mike był szczęśliwy, moja Mary bezpieczna, a ja zmęczona. Jednak opłacało się to zrobić, bo M. była moją najlepszą i najbardziej wyrozumiałą przyjaciółką jaką miałam. Nagle usłyszałam głos naszego Alfonsa.
-Mary Ci już powiedziała, że masz zadanie extra?- zapytał jak głupi. Przecież doskonale wiedział, że dziewczyna mi powiedziała. Ewentualnie był tylko takim kretynem.
-Strugasz debila czy nim jesteś?- zapytałam twardo. W odpowiedzi usłyszałam otwieranie szuflady i moim oczom ukazał się ciemny pistolet z srebrną, rzeźbioną rączką. Ten sam, którym straszył mnie Mike pierwszego dnia tutaj. Przełknęłam ślinę głośniej niż to planowałam. Jednak wciąż twardo siedziałam w objęciach skóry fotela. Nie mogłam dać się zastraszyć.
-Uważaj co mówisz suko, bo przypadkiem może Ci się oberwać- powiedział. Przekręciłam oczami. Wiadome było, że i tak nic mi nie zrobi. Podniosłam się z miejsca i nachyliłam nad biurkiem. Nasze czoła niemal się spotykały. Broń została odłożona na blat stołu.
-Jestem dla Ciebie za cenna. Ściągam Ci klientów tutaj- powiedziałam niemal mrucząc jak kotka. Facet złapał mnie za twarz i przyciągnął bliżej siebie. Czułam jego śmierdzący papierochami oddech na swoich ustach. Jednak wciaż nic. Zero reakcji z mojej strony. Chyba mu to trochę schlebiało, że się tak opieram, a z drugiej mocno go to irytowało. Widziałam to w jego oczach. Kiedyś mi się pewnie oberwie za to wszystko, ale teraz? Miałam przecież zadanie specjalne. Nie mógł mi nic zrobić. Jaki klient w końcu chciałby uszkodzony towar? Nagle poczułam jak jego ręce drżą ze... śmiechu. Autentycznie ten podły gbur zaczął się śmiać. Przymrużyłam oczy. Puścił mnie i wróciłam na swoje miejsce.
-Zadziora z Ciebie Piękna- zaśmiał się, łapiąc się za swój rozdęty od piwska brzuch. I pomyśleć że dwa lata temu gdy go spotkałam był całkiem przystojny. Znów rozpostarłam się na wygodnym fotelu, którego zapach raczej do najprzyjemniejszych nie należał. Spojrzałam odważnie w oczy Mike'a. Wciąż rechotał jak głupi. I on miał rodzinę? Znaczy podobno ją miał. Ciekawe czy jego żona wiedziała, że jej mąż prowadzi burdel pod przykrywką zwykłego baru. Jednak w życiu go o to nie zapytałam, bo po co mi to wiedzieć? Przecież to nie był mój problem. -No dobra teraz czas na Twoje zadanie- powiedział mój szef. Spojrzałam na niego uważnie. Byłam ciekawa o co mu chodzi. Znaczy wiedziałam o co, tylko zastanawiałam się dlaczego ja, przecież miał tyle pięknych dziewczyn do wyboru, a akurat padło na mnie. Pewnie facet był bardzo ważny, bo Mike tylko takim podsuwał mnie, albo pozwalał im wybierać dziewkę. -Masz zabawić faceta, który pilnuje, aby żaden gang nie postanowił odebrać nam klubu. Ma na imię Hayden. Jeżeli coś zbabrzesz to dosyć, że zginiesz ty to najpierw upierdolę łeb Tej twojej suni- zagroził facet. Wiedziałam, że chodzi tu o Mary. Pewnie już dawno domyślał się, że jej krzywda zaboli mnie bardziej, a jak jeszcze zginie z mojego powodu to będzie koniec świata. Zamknęłam oczy i westchnęłam cicho, kiwając głową na znak, że rozumiem co do mnie powiedział. Zobaczyłam jego podły uśmiech. Miałam ochotę wyrwać mu ten pistolet i sama go zabić, ale jeżeli by nie wyszło w niebezpieczeństwie byłaby moja przyjaciółka. Nie mogłam na to pozwolić.
Po chwili wstałam z obskurnie pachnącego fotela i podążyłam na moje miejsce oficjalnej pracy czyli scenę. Tutejsza publiczność mnie polubiła. Zawsze świetnie bawili się przy moich piosenkach i coverach, które śpiewałam. Tak samo było tego wieczoru. Sama czułam się dobrze stojąc na scenie i tańcząc w takty muzyki. Jednak w głowie wciąż miałam owego Hayden'a. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po facecie, o którym nie wiem nic. Ku mojemu zdziwieniu ostatnia piosenka skończyła się nad wyraz szybko. Musiałam zejść ze sceny i udać się do jednego z pokoi, aby spełnić swoje zadanie specjalne. Kiedy wchodziłam na jeden z korytarzy zaczepił mnie Mike.
-Pokój zielony i pamiętaj: zrób swoje dobrze, bo Mary ucierpi- powiedział i poczułam coś chłodnego przy nagim brzuchu. Nie musiałam nawet patrzeć, a by wiedzieć, że to pistolet. Kiwnęłam głową i jak gdyby nic ruszyłam do Zielonej Sypialni. Tutaj nie było numerków, tylko kolory. Skąd te nazwy? Od barw ścian w każdym z pomieszczeń, bo w każdym była inna barwa. Wiedziałam doskonale gdzie mam iść. Kiedy stanęłam przed drzwiami sypialni, wzięłam głęboki wdech i uchyliłam je. Weszłam pewnym krokiem do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przy oknie stał ktoś. Na oko był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, ale najważniejsze co mi się rzuciło w oczy to burza ciemnych loków na głowie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszy raz tego nie wiedziałam! Coś mnie w Nim intrygowało, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Może to, że jeszcze się nie rozbierał, a wiem, że wiedział, że tu jestem, bo skrzypienie drzwi było na pewno słychać. Stałam tam trochę sparaliżowana, nagle mężczyzna się odwrócił. Jego zielone tęczówki miały w sobie stoicki spokój, ale nie mogłam dać się zwieść. To mogły być tylko pozory. Tak samo wydawało mi się z Mike'm i jak skończyłam? Jako dziwka.
-Widzę, że Mike się postarał- zaśmiał się złowieszczo mężczyzna. Spojrzałam na niego kpiąco. Całe dobre wrażenie zniknęło jak poranna mgła. Spojrzałam na niego prowokująco.
-Nie jestem rzeczą- warknęłam hardo. Jednak widziałam w Nim coś co mnie przerażało.
-Zadziora mi się trafiła- zaśmiał się i podszedł do mnie wręcz z przemocą pchając mnie na łóżko. Zaczął powoli zdzierać ze mnie ubranie. W normalnych warunkach nie pozwalałam na to, ale tym razem... Nie mogłam się po prostu oprzeć temu jak zgrabnie się poruszał zrzucając ze mnie ciuchy. Jednak jednego przewidzieć nie mogłam. Hayden pocałował mnie w usta, a ja odruchowo przyłożyłam mu w twarz. Żaden! Ale to żaden klient nie miał prawa tego robić! Jednak to był mój błąd. Oczy faceta pociemniały. Przynajmniej mi się tak wydawało. -Chyba nie wiesz kim jestem szmato- warknął. Jedną ręką trzymał oba moje drobne wytatuowane nadgarstki, które przypominały mi o czymś.
'Zostań silna'- to głosił napis, a ja miałam zamiar się tego trzymać i być silna mimo, że czułam, że to nie skończy się dobrze. Bałam się, że mnie uderzy, ale on tylko szepnął:
-Takie najbardziej mnie pociągają...
wooow
OdpowiedzUsuńmrrry Hayden
szkoda, że brunet ... ;//
jak Hayden to tylko blondyn :PP
ale też może być :))
Nie może być blondynem! xD
UsuńO matko :d Izka normalnie mnie rozwalasz na łopatki :D dosłownie czapki z głów :D opko awesome! :D
OdpowiedzUsuń